Rajski: Festiwalowy katolicyzm. O Światowych Dniach Młodzieży bez entuzjazmu

| 4 sierpnia 2016 | 14 komentarzy

tańczący-biskupiŚwiatowe Dni Młodzieży dobiegły końca. Prezentujemy państwu tekst pana Kajetana Rajskiego, który ukazał się pierwotnie 27 lipca bieżącego roku. Artykuł odzwierciedla wątpliwości i obawy młodych katolików względem charakteru jak również rodzaju duchowości serwowanego w ramach podobnych "spędów".

AJ


Ostatnie dni lipca bieżącego roku będą obfitowały w historyczne wydarzenia, jakimi niewątpliwie są Światowe Dni Młodzieży oraz połączona z nimi pielgrzymka Ojca świętego do naszej Ojczyzny. Od momentu gdy ogłoszono, że gospodarzem ŚDM w roku 2016 będzie Kraków, Kościół w Polsce przestawił swe zwyczajne duszpasterskie tory na specjalny program poświęcony przygotowaniom do tego wydarzenia. W efekcie nie tylko młodzież, ale też dorośli wierni – a ci przecież stanowią większość – nolens volens zaczęli partycypować w Światowych Dniach Młodzieży.
 
„W jaki sposób spędzisz Światowe Dni Młodzieży?” – ileż razy słyszałem to pytanie! Zawsze miałem dylemat w jaki sposób odpowiedzieć zważywszy na to, kto akurat je zadaje. I nie chodziło o samą odpowiedź – ta pozostawała niezmienna: wyjeżdżam z Krakowa – a raczej o sposób jej uargumentowania. Częstokroć bowiem owo pytanie formułowane było przez osoby z tych czy innych względów pozostające z dala od Kościoła, dla których wizerunek 22-letniego katolika równoznaczny jest z długowłosym chłopakiem z gitarą kołyszącym się w takt rzewnych oazowych piosenek podczas Lednicy czy kolejnych Światowych Dni Młodzieży. W ciągu kilku dziesięcioleci dokonała się rewolucyjna i, w moim przekonaniu tragiczna, zmiana. Dla osób „z zewnątrz” Kościół nie kojarzy się już z monumentalnymi świątyniami, poważnym chorałem lub muzyką organową, z zapachem kadzidła i różańcem. To wszystko zastąpił katolicyzm skoncentrowany na masowych spotkaniach, budowaniu wspólnotowego nastroju i celebracjach przypominających wielkie show, który można by określić jako katolicyzm festiwalowy. I właśnie dominacja owego festiwalowego katolicyzmu podczas ŚDM jest przyczyną, dla której zrezygnuję z uczestnictwa w tym wydarzeniu.
 
Wbrew pozorom moje odczucia nie są osamotnione. Dzieli je wiele (choć zapewne nie większość) Polek i Polaków, również młodych osób, dla których wiara nie jest równoznaczna z emocjami, którzy pragną modlić się w tradycyjny sposób „w swej izdebce”, umiejąc odpowiednio oddzielić czas na zabawę od czasu przeznaczonego na rozwój duchowy. I – żeby było jasne – nie wszyscy spośród nich to zdeklarowani tradycjonaliści – czasem są to osoby, które nigdy w życiu nie uczestniczyły we Mszy świętej w nadzwyczajnej formie, ale kierują się pewnym instynktem – swoistymsensus fidei – które słusznie podpowiada im, że festiwalowość Światowych Dni Młodzieży nijak się ma do tego, czym Kościół żył przez dwa tysiąclecia swego istnienia.
 
Wie o tym również wielu kapłanów, którzy niestety nie mogą powiedzieć tego oficjalnie. Niektórzy, jeśli tylko mogą, starają się poświęcić w czasie ŚDM innym obowiązkom duszpasterskim, inni zaś wybierają się na to wydarzenie być może słusznie zakładając, że lepiej, by tam byli i ratowali co się da uratować, aniżeli oddać celebracje i katechezy w ręce tych, dla których liturgia jest tylko pewnym narzędziem do spędzania czasu. A niestety – ku smutkowi tych z kolei, którym pragnienie godziwej celebracji Mszy świętej nie jest obce – wiele naszych świątyń goszczących obcokrajowców stanie się miejscem, w którym dojdzie do praktyk w naszym kraju prawie w ogóle nie spotykanych, będących zewnętrznymi znamionami rozkładu katolicyzmu na Zachodzie. Rozdawana będzie choćby Komunia święta „na rękę”, tak jeszcze obca powszechnej praktyce Kościoła w Polsce. Nie daj Boże, aby któryś kapłan zafascynowany zachodnimi wzorcami postanowił wprowadzić takienovum do swojej parafii! Niewątpliwie obecne będą również w świątyniach „ekumeniczne” kanony z Taizé, dźwięki gitar towarzyszące niekoniecznie nabożnym pieśniom, tańce, tzw. modlitwa flagami, nabożeństwa charyzmatyczne, Eucharystia rozdawana przez świeckich. Czy znajdzie się natomiast miejsce dla ciszy, spokoju i skupienia?
 
Od kilku miesięcy co kilka dni słyszymy zapewnienia rozmaitych władz, że podczas Światowych Dni Młodzieży nie dojdzie do żadnych niebezpiecznych wydarzeń i aktów terrorystycznych. Swoją drogą, jak można odpowiedzialnie formułować takie zapewnienia, skoro nawet służby francuskie czy belgijskie, stojące wszak na wyższym poziomie zaawansowania organizacyjnego aniżeli nasze, nie mogły poradzić sobie z zapobieżeniem atakom muzułmanów w ciągu ostatniego roku? Niekiedy wręcz słyszymy, że ktoś, kto obawia się o bezpieczeństwo podczas ŚDM, przeczy istnieniu Opatrzności Bożej! To zupełny absurd. Nasz Pan oczywiście troszczy się o swoje dzieci, niemniej należy sobie zadać pytanie czy organizacja masowej imprezy w okolicznościach, które niesie świat współczesny, nie jest wystawianiem Pana Boga na próbę? Wszak nieroztropność też może być grzechem. Nie daj Boże, aby stało się jakieś nieszczęście, ale kto weźmie wówczas odpowiedzialność moralną za to, co się wydarzyło? Czy osoby, które obecnie zapewniają o bezpieczeństwie i zachęcają do udziału w ŚDM, będą gotowe ponieść ewentualne konsekwencje? Miejmy nadzieję i módlmy się o to, aby były to jedynie czcze obawy.
 
Pozostaje sobie zadać pytanie – choć właściwy czas na udzielenie odpowiedzi nastanie post factum – czy przypadkiem potencjał organizacyjny, finansowy i ludzki nie trafia w próżnię? Mówiąc ściślej – jakie będą owoce kolejnych Światowych Dni Młodzieży? Czy możemy się spodziewać wzrostu chociaż o 30 procent wstępujących we wrześniu do diecezjalnych i zakonnych seminariów duchownych? Czy średnia wieku w żeńskich klasztorach klauzurowo-kontemplacyjnych wreszcie spadnie dzięki nowym powołaniom? Czy kolejki do konfesjonałów przed comiesięcznym pierwszym piątkiem wydłużą się o młodych ludzi? Czy żyjący dotychczas „na kocią łapę” i uczestniczący w ŚDM – są takie osoby, naprawdę! – zrezygnują z dotychczasowego sposobu życia? Czy liczba dominicantes zacznie wreszcie wzrastać zamiast maleć? Jeśli okaże się, że odpowiedź na te wszystkie pytania będzie twierdząca, to wspaniale, ale jeśli – co bardziej prawdopodobne – taką się nie okaże, będziemy musieli w końcu postawić sobie pytanie: jaki tak naprawdę cel mają Światowe Dni Młodzieży?
 
 
 
Kajetan Rajski

za: pch24

Kategoria: Kajetan Rajski, Kultura, Publicystyka, Religia, Reportaż, Wiara

Komentarze (14)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Natalia pisze:

    Uczestniczyłam w ŚDM i kompletnie nie zgodzę się z tym artykułem. Komunia Święta nie była rozdawana "na rękę", a już tym bardziej przez osoby świeckie. Będąc tam poznałam co to jest miłość do Boga, bliźniego, umiłowanie Chrystusa, czego w moim kościele nie mogę zaznać, słuchając księdza klepiącego regułki. Nie nieguje oczywiście Mszy Świętej, którą uważam za kluczową. Widok śpiewających i tańczących ludzi był dla mnie niesamowity, radość i miłosierdzie aż czuło się w powietrzu. Nie zabrakło również chwil zadumy, w momencie gdy proszono nas o pomodlenie się w ciszy, bądź też wtedy jak wszystkim rozdano świeczki i klęcząc przed ołtarzem modliliśmy się wraz z Ojcem Św. Jestem osobą wierzącą, lecz wciąż poszukującą, po ŚDM poczułam, że coś się we mnie zmieniło. Mam nadzieję, że to nie są jeszcze chwilowe emocje po tym wydarzeniu. Teraz czekam na Lednicę, na którą wybieram sie od 2 lat i zaczynam zbierać pieniądze na Panamę.

  2. Tylko Msza Trydencka pisze:

    Natalia – ale wiesz o tym, że Twoje oazowe Chrześcijaństwo sprowadzi Twoją duszę do piekła? 

  3. Weronika szu pisze:

    Bardzo słaby artykuł. W kościele piękne jest to, że każdy znajdzie tu swoje miejsce: i neokatechumenat i odnowa w Duchu Św i oaza i Lednica. Każdy ma inny charyzmat. Nie można krytykować innej grupy tylko dlatego, że się jej nie rozumie.

  4. Tomasz Paderewski pisze:

    Artykuł trafiony. Za rok z emocji nie pozostanie nic, a kiepska kadra duchowych, który w Polsce mamy, nie wpłynie w żaden sposób na zmianę woli ludzi. I tak dalej szerzyć się będą herezje liberalizmu, wolności, tolerancji, demokracji, pomijając takie oczywistości, jak konkubinaty, czy antykoncepcja. z Panem Bogiem!

  5. S. Dzierwa pisze:

    Jeżeli się nie mylę to jestem krajanem Pana Rajskiego, pewnie trochę wcześniej urodzonym dlatego pozwoliłem sobie na zabranie głosu.

    Panie Kajetanie dlaczego najwięcej o Ś.D.M. (negatywnie lub łagodniej z pewną "troską") wypowiadają się osoby które nie biorą udziału bezpośrednio w tym wydarzeniu? Miałem przyjemność przez tydzień gościć trzy młode osoby z Francji które przyjechały na Ś.D.M. Z tej zlaicyzowanej Francji przyjechało do naszej parafii 50 osób i mimo że jestem praktykującym katolikiem uczyłem się od tych ludzi entuzjazmu prawdziwej radości i modlitwy. Każdy ma prawo wyboru drogi do Boga. Każda z nich jest różna ale żadna z nich nie jest lepsza od drugiej i nie wolno jej wyśmiewać. Jeżeli ktoś został zaproszony na ucztę a nie przyszedł to jego wybór ale ja bym został w moim ukochanym Krakowie aby zobaczyć , przeżyć a potem może coś napisać ale nie zaraz, potem jak opadną emocje i tych sceptycznie nastawionych do Ś.D.M. jak i zwolenników. Pozdrawiam gorąco krajan z Bogumiłowic. S. Dzierwa  

  6. Kaplan pisze:

    Choc osobiscie lubie Kajetana,,,, to jednak diametrlnie  nie zgadazm sie z jego opinia…… choby drobne rzeczy,,,  bylo kadzidlo, byl choral gregorianski,.,.,, byla dostojna liturgia katolicka  Eucharisti……. byly roznacie i to  cala masna na rekach pilegrzymow SDM,…..

    Wic nieprawda jest , ze to byl tylko show…… bo kto przygladal sie mlodym widzal rozmodlone twarze ba nawett zaplakane………a wiec nie jest to katolizyzm rozrywkowy tylko  gleboki….. prawie mistyczny…. kajetan lubi dostojnosc swiatyn  powluszcyzste szaty i dym kadzila czyli w duzej mierze faryzjeski obarz przedstawiany nam w biblii……

    Lirurgia jesteak ejst czyms zywym anie skostnialym skansenem..

  7. mhm pisze:

    Czyli w skrócie- nawet jeśli wyszło fajnie, bez wpadek, bezpiecznie i w przyjemnej atmosferze to jako typowy przedstawiciel cebulandii trzeba ponarzekać jaki w ogóle w tym sens?? To za wesoło, to zbyt oazowo itd… bo nasze sprane katolickie łby mają wpojone, że powaga musi być! Trzeba przecież cierpieć!!! Jakie tam radosne śpiewy- nie! Ma być smętnie i poważnie.. wtedy zapewne byłoby narzekanie, że brak radości, entuzjazmu, że te dni nie napełniły nas w ogóle pozytywną energią a przecież o to chodzi żeby poczuć miłość Bożą itp..

    Z tej strony źle, z drugiej też nie dobrze. Weź te swoje wypociny na siłę i jak nie masz o czym pisać to po prostu tego nie rób.

  8. Miłosierdzia pragnę, nie ofiary! pisze:

    Witam!
    Chciałbym się krótko odnieść do wyżej opublikowanego tekstu. Uważam, że jeśli chcemy poddać ocenie cały program ŚDM, nie możemy zapomnieć o tym, że powołany został on przez Papieża Polaka, św. Jana Pawła II (Tego, który całe życie poświęcił Bogu i dobrze wiedział czego potrzeba Kościołowi na te czasy – wszakże został kanonizowany). Autor pisze: "To wszystko zastąpił katolicyzm skoncentrowany na masowych spotkaniach, budowaniu wspólnotowego nastroju i celebracjach przypominających wielkie show, który można by określić jako katolicyzm festiwalowy" Niestety nie mogę się z tym zgodzić, bo wcześniej, zanim młodzi uczestniczyli w (jak pisze autor) "masowej" celebracji Najświętszej Ofiary na Błoniach czy na "Campus Misericordiae", przechodzili foramcje, uczestniczyli we Mszy Świętej, najpierw w diecezjach (poszczególnych parafiach – grupy przeważnie około 40 – 80 osobowe), następnie na katechezach prowadzonych, nie przez świeckich wolontariuszy nieznających sie na doktrynie i teologii, ale przez samych biskupów. Widziałem jak młodzi rozważali Słowo Boże, medytowali je w CISZY, robili sobie notatki a później wspólnie uwielbiali Pana słowem, gestami, śpiewem, całym sobą… Uważam, że podczas Mszy sprawowanej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, większość nie zrozumiałaby niczego, nawet szczucznych i nienaturalnie wykonywanych ruchów Celebransa. Kościół nie może zatrzymać się na chorale i łacinie! Bo skutki tego trwają do dziś, zamiast świadomie słuchać Słowa Bożego i uczestniczyć w Najświętszej Ofierze, wielu starszych odmawia różniec, bo tak było podczas Eucharystii sprawowanej w języku łacińskim… Rózaniec jest ważny, ale nie w tym momencie,  Kościoła nie można zamknąć w średniowiecznym budynku, tak jak pisze autor: "W ciągu kilku dziesięcioleci dokonała się rewolucyjna i, w moim przekonaniu tragiczna, zmiana. Dla osób „z zewnątrz” Kościół nie kojarzy się już z monumentalnymi świątyniami, poważnym chorałem lub muzyką organową, z zapachem kadzidła i różańcem". Ja nie chce kompletnie negować tego stylu przeżywania wiary, bo on jest bardzo piękny i na swój sposób godny poszanowania, ale nie wolno wszystkich w nim zamykać! Nie chce powiedzieć, że nie są nam potrzebne piękne stare świątynie, śpiewy gregorjańskie, liturgie z okadzeniami…, one są wielkim świadectwem wiary minionych pokoleń, ale chcę by młodzi doświadczyli Chrystusa także w tych miejscach gdzie żyją, gdzie maja problemy, uapdają, gdzie się śmieją, płaczą… A tam może dotrzeć tylko kochający człoweik niosący samego Chrystusa, a nie stara budowla czy zapach kadzidła.
    Ostatnia kwestia do której chcę sie odwołać to przyjmowanie Komuni Świętej na rękę. Nie jesem tego zwolennikiem, ale jeśli Stolica Apostolska nie zabrania a najnowsza instrukcja Kongregacji ds. Kultu Bożego i dyscypliny Sakramentów Redemptionis Sacramentum (z 25 marca 2004 r.) dopuszcza i opisuje roztropne wskazania na ten temat, to uważam, że sprawa jest jasna. Na zakończenie przytoczę tekst z katechezy św. Cyryla Jerozolimskiego ( IV w. !!! ) o Eucharystii. Zobaczmy jak piękne może być to spotkanie człowieka pełnego wiary z Bogiem, który oddaje sie w nasze ręce: „Przystępując do ołtarza nie wyciągaj gładko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw lewą dłoń pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz „Amen”. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. To bowiem, co spadło na ziemię, byłoby jakby utratą części twych członków. Bo czy nie niósłbyś złotych ziarenek z największą uwagą, by ci żadne nie zginęło i byś nie poniósł szkody? Tym bardziej zatem winieneś uważać, żebyś nawet okruszyny nie zgubił z tego, co jest o wiele droższe od złota i innych szlachetnych kamieni. A kiedy już spożyłeś Ciało Chrystusa przystąp do kielicha Krwi. Nie wyciągaj tu rąk, lecz skłoń się ze czcią mówiąc w hołdzie „Amen”. Uświęć się przez to przyjęcie Krwi Chrystusowej. Kiedy twe wargi są jeszcze wilgotne, dotknij ich rękami i uświęć nimi oczy, czoło i inne zmysły. Następnie zatrzymaj się na modlitwie, dziękując Bogu za to, że tak wielkimi zaszczycił cię tajemnicami” (. W. Kania).

  9. Jacek Konieczny pisze:

    ad Miłosierdzia pragnę, nie ofiary!)

    Pan już rozumuje jak protestant tylko Pan o tym nie wie. Na tym polega cały knif posoborowej podmianki myślą, że są katolikami a już są protestantami. Tylko msza trydencka, a dlaczego nie trzeba jej "rozumieć" jest wyjaśnione na odpowiednich stronach tradycjonalistów. Pofatyguj się Pan i przeczytaj. 

    Co do tekstu to się absolutnie zgadzam. Dodam, że ŚDM to infantylny juwenalizm, który udziela się wszystkim, dorosłym i duchownym, o zgrozo także hierarchom. Wspaniale to wszystko opisał i przewidział konsekwencje (posoborowego myślenia, klimatu i atmosfery) Romano Amerio w swym dziele Iota Unum. Jak zmieniła się mentalność katolików na przestrzni kilkudziesięciu lat to niewiarygodne. 

  10. MT pisze:

    Tragiczny tekst. Tyle mam do powiedzenia bez wyjaśnień.

  11. MT pisze:

    Dzisiaj również miało miejsce "masowe spotkanie" katolików w Krakowie. Pogrzeb Kardynała Franciszka Macharskiego… Tym samym, tym tokiem myślenia, Pan Kajetan i jemu podobni nie powinni więc w nim uczestniczyć. Myślę więc, że konsekwentnie ich nie było… Tyle w temacie.

  12. Kamil Kaczmarczyk pisze:

    Ja też jestem poszukującym. Ale nie zadaję sobie pytania czy być katolikiem tradycyjnym albo modernistycznym. Być katolikiem tradycyjnym albo nie być katolikiem wcale – oto właściwie postawione pytanie, na które szukam odpowiedzi. Sam widok 22-letniego długowłosego chłopaka z gitarą kołyszącego się w takt rzewnych oazowych piosenek podczas Lednicy czy kolejnych Światowych Dni Młodzieży przyprawia mnie o wymioty. Zresztą sam mam 22 lata :)

  13. Miłosierdzia pragnę, nie ofiary! pisze:

    Ad Jacek Konieczny

    Wydaje mi się, że trochę wiem na temat tradycjonalistów i Mszy trydenckiej, nawet taki Mszał posiadam w swojej bibliotece, dlatego zabieram tu głos, bo mam ku temu argumenty, gdyby tak nie było wcale bym się nie wypowiadał.
    olecam jeszcze raz przeczytać mój tekst, który (moim zdaniem) dosadnie wyjaśnia i argumentuje niesprawiedliwy osąd. Cieszę się, że jest Pan zwolennikiem nadzwyczajnego rytu i naprawdę nie mam nic do tego, jeśli tylko naprawdę Pan zna łacinie, symbolikę, gesty itd., jeśli Pan doświadcza żywego i zmartwychwstałego Chrystusa to chwała Panu! Jednak, tak jak wcześniej pisałem, dla wielu ludzi to za mało. Nie oceniajmy z zewnątrz ŚDM w sposób negatywny (szczególnie Ci, którzy w nich nie uczestniczyli) wiem, że i tu zdarzają się nadużycia, zgorszenia itd. Jednak moim zdaniem są one dla tego błogosławione, bo zbliżają ludzi do Jezusa! Wielu z nas, mogło odkryć na nowo wezwanie do miłości, do tego by pozostawić w swoim życiu to co oddziela nas od Chrystusa i doświadczyć Go na nowo w młodym Kościele. Jestem wdzięczny Bogu za to, że mogłem karmić się świadectwem wiary miliona młodych i sam dać świadectwo.

    Oskarżanie mnie o protestantyzm, bez argumentów za to, że piszę na podstawie dokumentów i nauczania Kościoła jest dla mnie śmieszne. Ale "Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami".
    Jeszcze odniosę się do tego fragmentu: "Na tym polega cały knif posoborowej podmianki" Proszę nie pisać w ten sposób o Soborze Watykańskim II, Sobór nie jest podmianką, to nauczanie samego Chrystusa – które (jak widać) dla wielu jest trudne do przyjęcia (J 16,13). 

  14. Natalia pisze:

    Tylko Msza Trydencka – Czemu miałoby sprowadzić mnie do piekła ? Dlatego, że się cieszą, śpiewają? Nie róbmy z siebie męczenników na siłe

    P.S. Nie należę do żadnej Oazy ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *