Prof. Bartyzel: „Rozmawianie milczeniem”. Cyprian Norwid w epoce paskiewiczowskiej

| 28 grudnia 2015 | 0 Komentarzy

NorwidAutoportret_Paryz_185Ostatni z naszych wielkich poetów doby romantyzmu – zwany niekiedy „czwartym wieszczem” – Cyprian Norwid, był zarazem jedynym, który całe dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Królestwie Polskim, również po powstaniu listopadowym i klęsce w wojnie polsko-rosyjskiej 1831 roku, a zatem pod rządami, w charakterze namiestnika, generała marszałka polnego Iwana Paskiewicza (1782-1856), notabene nagrodzonego za zwycięstwo nad Polakami dziedzicznym tytułem kniazia (księcia) warszawskiego. Norwid urodził się 24 września 1821 roku w dworze rodzinnym w Laskowie-Głuchach jako trzecie dziecko Jana i Ludwiki Norwidów. Na chrzcie św. (1 października) otrzymał cztery imiona: Cyprian (po ojcu chrzestnym, Cyprianie Szukiewiczu), Ksawery (po Ksawerym Dybowskim, ojczymie matki), Gerard (imię, „które przyniósł na świat”) i Walenty.

(…)

W epistolarnym wierszu z 1848 roku – Z listu (Do Włodzimierza Łubieńskiego) – Norwid nazywa siebie też „synem Grymhildy”, który to tajemniczy wątek rozwija ponad dwadzieścia lat później w liście napisanym około 1 stycznia 1869 roku do Leonarda Niedźwiedzkiego: „nie jestem Słowianinem, jeno przez matkę moją i ziemie noszące nazwisko moje (Norwidowie pochodzą z Normandów)”, co powtarza w napisanym w czerwcu 1876 roku liście do Marii Sadowskiej: „Matka moja z rodu lackiego, a ród ojca normandzko-litewski, więc ani słowiański nawet”.

(…)

W lutym 1840 roku następuje debiut poetycki Cypriana Norwida – wiersz Mój ostatni sonet, opublikowany (anonimowo) w „Piśmiennictwie Krajowym” Hipolita Skimborowicza (1815-1880). Tylko do końca tego roku opublikuje on dziesięć wierszy oraz jedno opowiadanie prozą Łaskawy opiekun, czyli Bartłomiej Alfonsem. Żaden z tych utworów nie był podpisany pełnym imieniem i nazwiskiem, lecz przeważnie kryptonimem C. N., ale czytająca publiczność rychło poznała tożsamość autora.

(…)

Na początku 1841 roku Norwid nawiązuje bliższe stosunki z redakcją założonego właśnie miesięcznika „Biblioteka Warszawska”, reprezentującego kierunek konserwatywny, oraz z salonem literackim szambelana cesarskiego Wacława i Magdaleny (Niny) Łuszczewskich – rodziców sławnej później poetessy Jadwigi Łuszczewskiej (1834-1903), znanej pod literackim pseudonimem Deotyma (z gr. Bogobojna). Oznacza to zatem wejście młodego poety w krąg towarzysko-intelektualnej śmietanki ówczesnej Warszawy, o postawach i poglądach zachowawczych, patriotycznych, ale dalekich od wszelkiego spiskowania, co kontrastuje z rewolucyjno-anarchistycznym środowiskiem, z którym miał dotychczas kontakty.

(…)

Krąg wielbicieli, których Norwid zyskuje na salonach, budzi niechęć i zawiść dotychczasowych znajomych – „twarze zżółkły z zawiści, poglądając za nimi”1. Głównym przeciwnikiem Norwida – z przyczyn już wyraźnie ideowych – staje się intelektualny i polityczny zarazem przywódca radykałów, „czerwony kasztelanic” Edward Dembowski (1822-1846). Uznaje on wprawdzie talent poety, nawet „zachwyca dźwiękiem miłym, strojnym”, ale zarazem konstatuje, iż „w tym krótkiego działania zakresie miał czas zupełnie upaść, dzisiejsze jego poezje są wsteczne, pierwsze miały zaród postępu”. Werdykt jest druzgocący: „Norwid stał się salonowcem – już po nim niczego spodziewać się nie można”.

(…)

Pomimo incydentalnych problemów poetycki prestiż Norwida sięga zenitu – w gruncie rzeczy w całej jego drodze rozwoju artystycznego! – w ostatnich miesiącach jego pobytu w Warszawie i w ogóle w Królestwie Polskim. Po ogłoszeniu w marcu 1842 roku wiersza Pióro w „Pamiętniku Literackim” redaktor czasopisma, Karol Witte (1814-1878), wygłasza entuzjastyczną apologię jego poezji. W tym samym zapewne miesiącu Norwid podejmuje starania o zezwolenie na wyjazd za granicę w celu „wydoskonalenia się w sztuce rzeźbiarskiej” i pisze programowy wierszPożegnanie. (…) 14 maja otrzymuje paszport wydany z ważnością na trzy lata. (…) Norwid wyjeżdża razem z Władysławem Wężykiem do Wolnego Miasta Kraków (…). W końcu maja i w pierwszej połowie czerwca zwiedzają Kraków (…), w czerwcu Norwid już sam zwiedza Wieliczkę i wyjeżdża nad Morskie Oko w Tatrach, a następnie udaje się koleją żelazną przez Wrocław do Drezna. Do Polski nie wróci już nigdy.

(…)

Profil ideowy (i estetyczny w pewnym stopniu też) Cypriana Norwida uwyraźnia się na tle jego pokoleniowego środowiska, zwanego powszechnie Cyganerią Warszawską. Jej trzon, przypomnijmy, stanowią redaktorzy wychodzącego (nieregularnie) od marca 1841 do lutego 1842 roku czasopisma „Nadwiślanin”: Seweryn Filleborn (1815-1850), Seweryn Zenon Sierpiński (1815-1843), Józef Bohdan Dziekoński (1816-1855), Roman Zmorski (1822-1867) i filozof Jan Majorkiewicz (1820-1847), luźniej zaś związani byli z tą grupą także Teofil Lenartowicz (1822-1893), Włodzimierz Wolski (1824-1882), Aleksander Niewiarowski (1824-1892), Wacław Szymanowski (1821-1886), Józef Bogdan Wagner (1815-1882), Tadeusz i Karol Brodowscy oraz starszy od nich komediopisarz Stanisław Bogusławski (1804-1870). (…) Należy zaznaczyć wszelako, że nazwa „Cyganeria Warszawska” została im nadana wtórnie przez historyków literatury w drugiej połowie XIX wieku – oni sami nazywali siebie po prostu „młodymi” lub „zapaleńcami”, natomiast ich ideologiczny patron Dembowski dał im miano „młodej piśmienności warszawskiej”.

Stosunki Norwida z tą grupą znamionowała ambiwalencja, dostrzegalna na każdym polu: obyczajowym, politycznym i estetycznym. Jest też znamienne, że nie opublikował na łamach „Nadwiślanina” żadnego ze swoich utworów, w istocie od początku szukał miejsca dla siebie w periodykach reprezentujących umiarkowany nurt opinii publicznych czy wprost – jak „Biblioteka Warszawska” – zachowawczy. Analogiczną ambiwalencją cechował się także stosunek grupy do niego.

(…)

Prawdziwie i programowo „cygański” styl bycia grupy – ostentacyjna hałaśliwość i błazenada oraz niechlujność w ubiorze (lub przeciwnie: zakładanie w niestosownych sytuacjach fraka po to, aby ośmieszyć „salonowość”) – raził Norwida, który, jak wspominał Niewiarowski, „mający już, jakby we krwi, gust wykwintny”, protestował widocznie „potężnym milczeniem” „przeciwko zbyt jaskrawym szaleństwom, jakich towarzysze jego i bracia po piórze dopuszczali się wówczas często (…). Rzadziej też coraz podzielał ich zabawy jaskrawe”.

(…)

Tomasz Łubieński trafnie podkreśla, że przyjaźń pomiędzy „cyganami” a Norwidem byłaby możliwa tylko wtedy, gdyby Norwid poczuwał się do „fatalnej” wspólnoty pokoleniowej, tymczasem on „czuł się niezależny również od nich. Tym bardziej, że naprawdę nie bawiło go «knajpowanie», fraternizacja ze staromiejskim plebsem, prowokacyjne niechlujstwo w stroju”.

(…)

Napięcie pomiędzy poszukującym własnej drogi artystycznej Norwidem a radykalnymi zapaleńcami z „młodej piśmienności warszawskiej” widoczne jest również w odmiennym pojmowaniu celu i zadań sztuki poetyckiej oraz – zalążkowo oczywiście – w poetyce zrealizowanej w wierszach.

(…)

Solidarne współcierpienie poety z narodem nie oznacza zgody Norwida na czysto utylitarne traktowanie literatury, czego domagali się właśnie radykałowie z „Nadwiślanina”, ganiący „Bibliotekę Warszawską” (z którą współpracował Norwid) za brak „użytkowej strony”, i z wydawanego przez Dembowskiego „Przeglądu Naukowego”, deklarującego swoje zamiary „ku pożytkowi i usłudze ogółu”, jako iż „wartość pisma dążenie stanowczo oznacza”. Tak z powodów artystycznych, jak i ideowych odstręczała go pospolita agitacyjność literatury, widoczna na każdym kroku w deklaracjachzapaleńców. Norwid, jak słusznie zauważa Zofia Trojanowicz, „chciał porozumieć się z czytelnikiem myślą, nie zaś krzykiem”. W jego liryce pojawiają się nieustannie motywy subtelnie stonowanej „milczącej mowy” (Noc) czy „potężnego milczenia” (Sieroty), podobne do oksymoronu „rozmawiania milczeniem” jego przyjaciela Antoniego Czajkowskiego.

(…)

Bardzo wyraźna różnica pomiędzy spiskującymi radykałami, takimi jak Ehrenberg czy Zmorski, a Norwidem rysuje się także w ich podejściu do ludu, zwłaszcza wiejskiego. Dla pierwszych lud to potencjalna siła rewolucyjna, którą można będzie się posłużyć nie tylko w powstaniu przeciwko „rządowi najezdniczemu”, ale również przeciwko polskim „panom”, co szczególnie widoczne jest w sławnym wierszu Ehrenberga, który „awansował” do śpiewnika pieśni rewolucyjnych Szlachta w roku 1831 („Gdy naród do boju wystąpił z orężem…”). U Zmorskiego lud jest wprawdzie z jednej strony, „cichy”, „rzewny” i „śpiewny”, ale z drugiej – „Biada, na jego kto mu stanie drodze!”. U Norwida brak najmniejszych nawet sugestii tego rodzaju. Miłuje on i ceni lud za „promieniste czoło” (Pismo), pogodę „którać na czole świeci” (Do wieśniaczki), za harmonijne współistnienie z naturą („Ty z domowym ptakiem / I z kwiatem, co na szybach gęste liście wspiera, / Zawsze masz coś pomówić” – ibidem), za codzienne wykonywanie obowiązków stanu („gmin, co jedną ręką szuka dla nas chleba” – Pismo), a przede wszystkim za religijność. W wierszu Do wieśniaczkipoeta zwraca się do niej z taką inwokacją: „Witaj, nadobne dziewczę! co w niedzielny ranek / Długie pacierze mawiasz – cicha, jak baranek / Na chorągwi kościelnej”. Lud postrzegany przez Norwida to nie potencjalni buntownicy, lecz „bogobojna czeladka” (Pismo).

(…)

Wiara w osobowego, chrześcijańskiego Boga, manifestowana przez Norwida wielokrotnie i żarliwie, stanowi kolejny element rozbieżności pomiędzy nim a rówieśnikami z cyganerii, marzącymi o zemście na wrogu, „z Bogiem lub choćby mimo Boga”.

(…)

W warszawskiej twórczości Norwida zarysowuje się już w pierwokształcie kategoria czynu, w który winna zostać przetransponowana aktywność człowieka, a zwłaszcza zapał znamienny dla młodości. Jednak – jak zauważa Trojanowicz – kategorię tę Norwid znów pojmuje inaczej niż jego zrewolucjonizowani rówieśnicy. „Czyn” to dla niego nie rewolucyjna propaganda i spiskowanie, lecz odpowiedź na egzystencjalne pytanie „jak należy żyć?”, która jest i winna być wszechstronna. Czynem tedy jest i w sposób przemyślany uprawiana twórczość artystyczna (Do piszących,Dumanie IIAdam Krafft), i poświęcenie oraz odwaga „wśród żywiołów bitwy” (Burza), i codzienna praca domowa (Do wieśniaczki). Nawet jednak i czyn bohaterski jest wyraźnie przeciwstawiony „wściekłym obrazom” zanarchizowanej „młodej piśmienności warszawskiej”, widocznym na przykład w poezjach Karola Balińskiego (Do piewcy) czy Romana Zmorskiego (Ognia!Anioł-niszczyciel).

Na wypracowanie przez Norwida alternatywnej dla tych burzycielskich, demonicznych obrazów koncepcji czynu bez wątpienia ważny wpływ miały idee filozoficzne Augusta Cieszkowskiego, które młody poeta poznał (jak już wspomniano) w osobistym kontakcie z filozofem, jak również poprzez lekturę jego dzieł, nie tylko opublikowanych już do 1842 roku (Prolegomena zur HistoriosophieRzecz o filozofii jońskiej jako wstęp do historii filozofiiGott und Palingenesie), ale i pozostających w manuskrypcie, a udostępnionych mu przez Cieszkowskiego. Osnową filozofii historii Cieszkowskiego było przeświadczenie o poznawalności „boskiego planu Opatrzności” i możliwości współdziałania ludzi i narodów z tym planem, wyklucza to wszelako ignorujące zamysły Boże i pozbawione wiary w miłość Bożą „zdanie się tylko na siły tytanie ducha ludzkiego” – jak pisał Krasiński, czy „stawianie czoła szalonej zawiei” – jak pisał Norwid (Dumanie I). „Nie rozumiemy już – wykładał w Ojcze nasz Cieszkowski – przez ów Czyn żadnej rewolucji, czy to politycznej, czy socjalnej, – bo wszelka rewolucja, póki jest dopiero rewolucją, jest tylko wypadkiem ujemnym, zaprzecznym, – nie jest jeszcze stanowczym, ale dopiero znoszącym Czynem, – nie jest jeszcze twierdzącą Akcją, ale dopiero Reakcją”. Nie każde zatem działanie jest Czynem, a jedynie takie, które przyspiesza nadejście Królestwa Bożego na ziemi; które – jak napisze Norwid parę lat później (w liście do Lenartowicza z sierpnia 1850 roku) – jest z-wolone, co znaczy, że „trzeba być z-wolonym z myślą Przedwiecznego pierw, aby być wy-z-wolonym z przeciw-myśli Bożej – z niewoli (…), to jest Polski – dziś z-wolającej się z wolą Bożą, niezadługo z-wolonej, a następnie i wy-z-wolonej – myśl”.

(…)

Norwid, tak jak Cieszkowski, występując przeciw propagandzie rewolucyjnej, nie zrezygnował przecież z niepodległości Polski, tylko poszukiwał dla jej odzyskania środków „moralnych”. Oryginalne przemyślenia w tym duchu Norwid wyartykułował dopiero w następnym etapie swojego rozwoju intelektualnego oraz twórczości poetyckiej, zwłaszcza w kontrrewolucyjnej „monologii” dramatycznej Zwolon oraz w poematach: WigiliaJeszcze słowoPieśni społecznej cztery stronNiewola (Trzy pytania) i Epos nasza, powstałych już na kanwie traumatycznych doświadczeń rewolucji europejskiej 1848 i 1849 roku.

(…)

Spróbujmy na koniec uporządkować czynniki wewnętrzne (duchowe) i okoliczności zewnętrzne, których splot uformował młodego Cypriana Norwida. Do pierwszych zaliczyć należy nade wszystko bardzo wcześnie dojrzałe powołanie do bycia artystą – zarówno w dziedzinie poezji, jak i sztuk plastycznych – i konsekwentne podporządkowanie życia temu celowi. Artystą bynajmniej nieuchylającym się od powinności wobec wspólnoty – przeciwnie: przeświadczonym, że artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej2, jak ogłosi to później wPromethidionie – ale właśnie dlatego, że przypada mu rola poniekąd kierownicza („organizatorska”), nie może on podążać niewolniczo za głosem opinii i spełniać funkcji agitacyjno-usługowych wobec jakiegoś stronnictwa czy koterii. Dalej jest to zakorzenienie w całej polskiej tradycji literackiej, nie tylko w twórczości bezpośrednich poprzedników, czyli romantyków, na czele z Mickiewiczem, ale w całym bogactwie literatury staropolskiej, której patronowali tak wybitni twórcy, jak Jan Kochanowski – pozwoliło to Norwidowi stanąć ponad anachronicznym już sporem klasyków z romantykami, z romantycznymi „wielkoludami” zaś nawiązać twórczy i po części polemiczny dialog, zamiast stać się jednym z wielu epigonów, jak jego rówieśnicy. Niezwykle ważna jest także stała i mocna, rozwijająca się od pierwotnych uczuć do coraz głębszego zrozumienia i bez żadnych faz kryzysu, a także bez powszednich u romantyków – zbłądzeń doktrynalnych, ortodoksyjna religijność. Jej naturalną konsekwencją będzie w przyszłości zawsze donośny głos poety w obronie Kościoła i papiestwa w tak nieprzyjaznym im wieku liberalizmu i rewolucji, co również i w środowisku emigracyjnym nie będzie bynajmniej normą. Na ostatek trzeba tu przypomnieć akcentowaną już absorpcję religijnej filozofii dziejów Augusta Cieszkowskiego.

Jeśli chodzi o czynniki zewnętrzne, przez które rozumiemy te istniejące niezależnie od „historii duszy” poety i stanowiące determinanty rodzinne, środowiskowe i polityczne, to oczywiście na pierwszym miejscu trzeba postawić dojrzewanie w epoce „nocy paskiewiczowskiej”, z poczuciem klęski i doznawanych upokorzeń narodowej dumy, w traumie represji spadających na przyjaciół lub choćby znajomych, wytwarzających fizyczny grunt dla rodzenia się negatywnych uczuć buntu, pragnienia zemsty i odwetu. Ten stan psychiczny był wspólny dla całego pokolenia rówieśników, częstokroć kolegów ze szkolnej ławki, niemniej często zaangażowanych w konspirację. Na ten stan rzeczy nakładają się jednak, i w dużej mierze przecinają z nim, inne okoliczności. Przede wszystkim środowisko rodzinne i tradycja domowa, co też ma dwa niejako różne oblicza. Z jednej strony jest to „starożytna” tradycja szlachecka, „herbowa”, stymulująca poczucie wartości własnej oraz dziedziczenia chwały przeszłości (zwłaszcza przez powinowactwo z królem – bohaterem Janem III Sobieskim); z drugiej strony ma to także konsekwencje w postaci podjęcia pracy w Heroldii Królestwa Polskiego, jak również w łatwości i naturalności znalezienia się na arystokratycznych salonach, siłą rzeczy społecznie i politycznie zachowawczych.

Jeżeli teraz skontaminujemy ze sobą elementy z obu szeregów, czyli wewnętrzne i zewnętrzne, to możemy dojść do konkluzji, że jakość i wcześnie osiągnięta dojrzałość pierwszych czynników pozwoliła Norwidowi wyłamać się z autodestrukcyjnego, zaklętego kręgu „patriotyzmu szalonego”, spalającego się w spiskach skazanych na przegraną i wypaczanego duchowo przez jednostronnie negatywne emocje oraz ideologie rewolucyjne i niechrześcijańskie. Czynniki te pozwoliły mu zestroić patriotyzm z „myślą Bożą w dziejach”, podporządkować go naczelnej zasadzie Bożej miłości i przez to „upozytywnić” przekuwanie słowa w czyn, przywracające także cierpiącemu narodowi radość istnienia, tak jak pisał o tym w programowym wierszu Dumanie (II):

Nie z płonącą chorągwią, nie z wściekłym obrazem,
Lecz z czynem, z wielkim czynem, jak z oszczepem w dłoni
Lub z palmą, iść, nie ufać ni trwodze, ni słowu,
Nie starać się, by wawrzyn załechtał po skroni,
Lecz pragnąć, by cierpiący rozśmieli się znowu.

 

 

Profesor Jacek Bartyzel

 

za: legitymizm.org

Całość i lokalizacja cytatów w: Królestwo Polskie w okresie namiestnictwa Iwana Paskiewicza (1832-1856). System polityczny, prawo i Statut Organiczny z 26 lutego 1832 r., red. L. Mażewski, Wyd. von Boroviecky, Radzymin 2015, ss. 61-80.


1 Tj. Cyprianem i jego bratem Ludwikiem.

2 Dosłownie: „Narodowy artysta organizuje wyobraźnię, jak na przykład polityk narodowy organizuje siły stanu” (Promethidion. Epilog).

 

Kategoria: Jacek Bartyzel, Kultura, Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *