Prof. Bartyzel: O polskich dyktatorach (na marginesie 2 części wywiadu z prof. Adamem Wielomskim)

| 6 listopada 2015 | 0 Komentarzy

bartyel prof"To w końcu śp. gen. Jaruzelski był ostatnim polskim dyktatorem" – rzecze prof. Adam Wielomski.

Hm, nie będę na nowo wchodził w spór o to, czy rzeczony był dyktatorem polskim czy "nadpolskim", ale i tak nasuwa się kilka pytań, co do tego jak rozumieć tę konstatację. 
Czy bycie dyktatorem a priori czyni kogoś postacią, na widok której konserwatysta woła radośnie "hosanna"? Przecież Profesor dobrze wie, bo sam o tym pisał, że w świecie nowożytnym dyktatura pojawia się zrazu jako forma władzy rewolucyjnej (Cromwell, Robespierre) i jeszcze przez XIX wiek na ogół taką właśnie jest, a dopiero w XX wieku pojawiają się, i to nie wyłącznie, donosjańscy "dyktatorowie szabli", którzy "przychodzą z góry", z rejonów światłości, a nie z bagiennych nizin.

Czy występowanie w enumeracji dyktatorów polskich oznacza, że wszyscy oni, też z samego faktu bycia dyktatorami, znajdują usprawiedliwienie w oczach Profesora, czy też tylko niektórzy? A jeśli niektórzy, to którzy?
Zróbmy więc przegląd naszych dyktatorów i spróbujmy tego dociec. Jeśli dobrze liczę, dyktatorów "historycznych" mieliśmy ośmiu albo dziewięciu.

Naprzód, w insurekcji 1794 r., będącej w istocie dywersją wywołaną dla uratowania tyłków francuskich zbrodniarzy i królobójców, a temu szczątkowi Polski, który mimo wszystko pozostał po drugim rozbiorze, przynoszącą ostateczną zgubę.

1) Tadeusz Kościuszko. Mason i deista, a jeśli chodzi o talenty wojskowe, to na poziomie zdolnego inżyniera, który wie jak sypać szańce. Za jedyną zasługę można mu poczytać, że zablokował drogę do wyłącznej władzy jakobinom z piekielnej szajki kołłątajowskiej. Nie znam żadnej wypowiedzi Profesora o Kościuszce, ale wątpię, żeby był fanem tego dyktatora.
2) po Maciejowicach, przez ostatni miesiąc powstania, Tomasz Wawrzecki. Właściwie administrator masy upadłościowej, więc szkoda gadać.

W powstaniu listopadowym i wojnie 1831 r.:
3) gen. Józef Chłopicki – dobry żołnierz, marny polityk. Próbował powstrzymać szaleństwo, ale mu się nie udało. Więc chyba też na minusie?
4) gen. Jan Skrzynecki. Nie jest pewne czy w ogóle można go nazwać dyktatorem (dlatego moje wahanie wyżej co do liczby), bo jednak przecież formalnie uznawał władzę Rządu Narodowego. Uczciwy i dobry katolik, ale nawet dowódca żaden – trafniejsze rozkazy wydawał, jak wiadomo, kucharzowi, niż na polu bitwy.

W powstaniu najbardziej groteskowym w naszej historii, czyli krakowskim 1846 r.
5) Jan Tyssowski przez ca 10 dni. Mógłby kandydować na Jasia Fasolę w galerii dyktatorów wszechczasów.

W powstaniu styczniowym:
6) Ludwik Mierosławski – postać po prostu obrzydliwa, kondotier rewolucji (a zarazem tchórz) szwendający się po barykadach całej Europy. Na szczęście zawsze szybko zwiewał, więc aż tylu szkód nie mógł wyrządzić.
7) Marian Langiewicz – ten już trochę lepszy, Biali go faworyzowali, ale przecież też ze szkoły piekłoszczyka Garibaldiego i końcówkę miał kompromitującą.
8) Romuald Traugutt. Dla mnie akurat postać piękna i tragiczna, jego patriotyzm był z "miłości Boga", a nie odwrotnie, zaś życie ofiarą złożoną za bliźnich. Na ile jednak znam poglądy Profesora, to jest on średnio wrażliwy na patos trwania do końca na straconym posterunku, więc chyba Traugutta też nie ceni.

No i oczywiście: 9) Józef Piłsudski, i to dwukrotnie – raz, jako "dyktator komisaryczny" z cesji Rady Regencyjnej od listopada 1918 do lutego 1919; dwa, jako dyktator nieformalny, ale faktycznie suwerenny od 1926 do śmierci. Ale tu mamy klops zupełny, bo przecież chyba się jeszcze nie zdarzyło, żeby Profesor jakieś ciepłe słowo o Marszałku wypowiedział. Tak, raz napisał, pamiętam, że był "katechonem pomniejszym", ale ponieważ żadnego innego katechona tak nie zakwalifikował, to wychodzi na to, że był on jak ten biedny Nemeczek pośród "Chłopców z Placu Broni", którzy wszyscy byli generałami, a on jeden szeregowcem.

I tak mamy problem, bośmy do rozwiązania tej łamigłówki nie doszli: albo zatem fraza "ostatni polski dyktator" nie znaczy nic, jest zbiorem pustych przegródek, albo stanowi jedynie retoryczne tło do wywyższenia tego ostatniego, dziesiątego.

 

Profesor Jacek Bartyzel 

Źródło: Facebook

Kategoria: Historia, Jacek Bartyzel, Polityka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *