banner ad

Piętka: Łajdactwo

| 13 lutego 2017 | 0 Komentarzy

800px-komorowskikwasniewskiwalesaByły prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, że zbrodnie OUN-UPA na Polakach miały miejsce „dawno temu” i w związku z tym – jak należy się domyślać – nie powinny być przeszkodą dla rozkwitu przyjaźni polsko-ukraińskiej (banderowskiej) obecnie. Słowa te padły 27 stycznia na antenie telewizji Polsat News podczas dyskusji pomiędzy Komorowskim a byłym premierem i liderem SLD Leszkiem Millerem. Były lider SLD – komentując obecne stosunki polsko-ukraińskie – powiedział: „Nie zapominajmy o mnożących się przypadkach dewastacji polskich pomników na Ukrainie, co bierze się z procesu wychowania młodzieży ukraińskiej, gdzie spotkania byłych żołnierzy SS-Galizien urastają do rangi uroczystości narodowej. To wszystko się dzieje za przyzwoleniem władz ukraińskich i powinno spotkać się z protestem władz polskich (…). Czas pobłażania i zamykania oczu na to co tam się dzieje, powinien minąć. Szef ukraińskiego IPN pisze historię od nowa, pisze historię antypolską i nikt z władz nie reaguje”. Na koniec dodał: „Mówimy przecież o ludobójstwie”. Tę wypowiedź Millera Komorowski skwitował stwierdzeniem: „Ale to było dawno temu” [1].

Ten sam Komorowski nigdy by nie wypowiedział się w taki sposób o holokauście, który wydarzył się w tym samym czasie co ludobójstwo wołyńsko-małopolskie, czyli też „dawno temu”. Mimo to jest nieustannie przypominany i czczony, m.in. przez Komorowskiego.

To za rządów prezydenta Komorowskiego sfinalizowano w Warszawie budowę Muzeum Historii Żydów Polskich, którego zadaniem jest m.in. kultywowanie pamięci o zagładzie Żydów podczas drugiej wojny światowej. Ten sam prezydent Komorowski nie był natomiast zainteresowany utworzeniem Muzeum Kresów Wschodnich, które kultywowałoby pamięć m.in. o zbrodniach OUN-UPA na narodzie polskim, ani Muzeum Historii Polski. Ówczesny minister kultury Bogdan Zdrojewski uzasadnił tę odmowę cynicznym stwierdzeniem, że w Polsce jest za dużo muzeów. Z kolei partia PO, z której wywodzą się Komorowski i Zdrojewski, doprowadziła w 2008 roku do likwidacji Instytutu Kresowego[2]. Oficjalnie dlatego, że cele jego działalności „wykraczały poza zadania miasta stołecznego Warszawy”. A nieoficjalnie dlatego, że takie było życzenie Związku Ukraińców w Polsce.

Warto też przypomnieć, że w 2008 roku Komorowski – jeszcze jako marszałek Sejmu – zanegował w oficjalnej wypowiedzi odpowiedzialność OUN-UPA za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie. Jego ówczesnym zdaniem ludobójstwa tego dopuścili się „Sowieci”. Teraz – gdy m.in. dzięki filmowi „Wołyń” wiedza społeczna na temat sprawców tego ludobójstwa z OUN-UPA stała się powszechna – twierdzi, że to się wydarzyło „dawno temu”, a więc machnijmy ręką w imię przyjaźni z Ukrainą.

Profanacje w Hucie Pieniackiej i Bykowni są – według Komorowskiego – rezultatem pogarszającej się za rządów PiS pozycji Polski w UE. Bo za rządów PO Polska miała jego zdaniem silniejszą pozycję w UE i mogła „działać więcej na rzecz Ukrainy”, przez co Ukraina bardziej kochała Polskę. To jeszcze ciekawsze wyjaśnienie od tezy o „rosyjskiej prowokacji”, propagowanej przez polityków PiS.

Jawny antypolonizm polityków wywodzących się z „Solidarności” przeraża, a ich głupota, brak elementarnych zasad moralnych i brak wyczucia sytuacji poraża. Sam już nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Byłoby wskazane, gdyby świadoma politycznie część narodu doprowadziła do trwałego odsunięcia elit politycznych działających od 1989 roku. Inaczej ich dalsze funkcjonowanie na scenie politycznej zakończy się dla kraju nieszczęściem.

 

Bohdan Piętka

 

[1] „Komorowski o ludobójstwie na Wołyniu: To było dawno…”, www.kresy.pl, 27.01.2017.

[2] „Instytut Kresowy zlikwidowany”, www.kresy.pl, 19.12.2008.

 

za:konserwatyzm.pl

 

Kategoria: Inni autorzy, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *