Tadeusz Płużański o Żołnierzach Wyklętych i polityce historycznej – wyłącznie dla MyslKonserwatywna.pl

| 1 kwietnia 2016 | 0 Komentarzy

płużańskiJak długo zajmuje się Pan tematyką Żołnierzy Wyklętych? Co spowodowało, że zagadnieniu temu poświęcił Pan tak wiele czasu i uwagi?

Tematem tym zajmuję się już wiele lat. Zaczęło się w sposób nietypowy. W roku 1990 miał miejsce pierwszy proces rewizyjny wyroków stalinowskich. Państwo polskie postanowiło wtedy zrehabilitować rtm. Witolda Pileckiego i jego antysowiecką grupę, do której należał też mój Ojciec. Tato zabrał mnie na ten proces. Było ciekawie, bo sędziowie, którzy teraz mieli orzec, że rtm. Pilecki był bohaterem, jeszcze przed chwilą, za PRL-u twierdzili, że był on groźnym szpiegiem i bandytą. Chcieli zrehabilitować rtm. Pileckiego, na co nie zgodził się mój Ojciec, uważając, że rehabilitować można kogoś, kto popełnił jakieś przestępstwo. Ostatecznie w miejsce rehabilitacji wprowadzono formułę anulowania wyroków. To, że zainteresowałem się tą tematyką było wypadkową mojego wejścia w dorosłość, jednoczesnego końca komunizmu (tak to nam przynajmniej przedstawiano; dziś wiemy więcej o magdalenkowych ustawkach), oraz próbą odpowiedzi na pytanie, kto zamordował rtm. Pileckiego i kto chciał posłać do piachu mojego Tatę. To ostatnie się na szczęście nie udało. Wyrok zamieniono Tacie z kary śmierci na dożywocie. Chciałem dowiedzieć się, kim byli sędziowie, prokuratorzy i śledczy przesłuchujący więźniów na Rakowieckiej. Dlaczego byli bestiami.

Kiedy w Pana przekonaniu nastąpiła zmiana w postrzeganiu ŻW? I czym jest ona spowodowana?

Proces ten był bardzo długi i skomplikowany. Trudności wynikały stąd, że na Żołnierzach Wyklętych komuniści dokonali podwójnego morderstwa. Najpierw wyeliminowali ich fizycznie, a potem starali się zabić pamięć o nich. Przez cały PRL nie można było pisać o tych ludziach, uczyć się o nich, robić filmów. Przez to, że III RP była kontynuacją PRL, a nie II RP, klątwa nad naszymi żołnierzami trwała. Bohaterami mieli być tow. gen. Jaruzelski, tow. gen. Kiszczak, Geremek, Mazowiecki, Michnik, Kuroń czy Wałęsa. Okrągłostołowcy, lansując siebie na bohaterów chcieli, żeby pamięć o naszych prawdziwych bohaterach nie wracała. Robili wszystko, aby zająć ich miejsce jako "ludzie honoru", wybawcy narodu. Historia wyklętych była im nie na rękę, bo obnażała prawdę, że okragłostołowcy nie dorastają naszym żołnierzom do pięt. Walka o tę pamięć trwa zresztą do dziś.

Wydaje się, że obecnie tematyka ŻW, a także poszczególni żołnierze, coraz bardziej trafiają do odbiorcy masowego. Niemała w tym zasługa IPN i ludzi takich, jak Pan. Czy są oni już elementem patriotycznej popkultury? Lub czy mają szansę takowym elementem się stać?

Nawiązując do poprzedniego pytania, należy wspomnieć, że przełomową w postrzeganiu Żołnierzy Wyklętych była prezydentura śp. Lecha Kaczyńskiego. Bez niego i bez ówczesnego szefa IPN, śp. Janusza Kurtyki, ta pamięć nie wróciłaby tak szybko. Zapomnianych przez komunistów i pozostających wciąż na uboczu III RP Żołnierzy Wyklętych ci dwaj profesorowie uczynili bohaterami narodowymi. Dzięki ustanowieniu 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych podnieśli ich do rangi państwowej. Potem rozlało się to na całą Polskę. Ten nurt odgórny spotkał się z nurtem oddolnym, który właśnie zaczynał kiełkować. Młodzi ludzie szukali wzorca, może nawet mitu, kontestując zakłamanie polskiej polityki. Znaleźli go w postawie Żołnierza Wyklętego/Niezłomnego. Ta niszowa jeszcze w latach ‘90 XX wieku sprawa stała się publiczną. Dziś prezydent Andrzej Duda też upomina się o naszych żołnierzy. Obok tych oficjalnych obchodów – w tym roku wyjątkowych, bo społeczno-państwowych – mamy szalenie ważny element popkulturowy. ŻW weszli już do kultury masowej, co oceniam bardzo pozytywnie. Wszystkie metody są dobre, aby propagować tą piękną ideę. Można pisać książki, robić filmy i wystawy, ale można tez rapować o ŻW, nosić koszulki z ŻW. I dobrze, że tak się dzieje. Wybieram koszulki z Pileckim niż z Bierutem czy Che Guevarą.

W ubiegłym roku na spotkaniu w Bydgoszczy mówił pan o problemach w badaniach historycznych stwarzanych przez urzędników. Czy widzi pan jakieś pozytywne zmiany po odejściu od władzy PO?

Oczywiście. PO pokazywała, że bliżej jej do historii oprawców. To, co najbardziej leży mi na sercu, czyli prace ekshumacyjne na „Łączce” Powązek Wojskowych zostały zablokowane, ponieważ zabrakło woli politycznej przeciwstawienia się starym układom. Zwyciężyło kunktatorstwo polityczne. Z drugiej strony władze państwowe pożegnały z honorami W. Jaruzelskiego, zbrodniarza, którzy zaczynał karierę od walki z Żołnierzami Wyklętymi. To był kierunek, który obrano. Odebrano pieniądze na Muzeum ŻW w Ostrołęce. Zrobił to pan minister kultury Zdrojewski. Promowano zafałszowaną wersję historii Polski, kłamliwe filmy. Jan Tomasz Gorss znajdował się pod ochroną. Funkcjonariusz KBW i zbrodniarz komunistyczny Zygmunt Bauman był pupilkiem tamtej władzy. Teraz państwo polskie odwróciło wektory: oddaje hołd, przywraca pamięć ŻW. Dzięki odwołaniu do II RP, a nie do PRL nasza historia jest odkłamywana.

Czy czarna legenda, stworzona przez PRL, długo jeszcze będzie pokutować w społecznej świadomości historycznej odnośnie ŻW?

Czarna legenda nie została przezwyciężona do końca. Mimo zmiany stosunku państwa, wciąż pojawiają się w wielu miejscach zakłamane teksty, książki czy filmy. Nie odbywa się to już pod patronatem Rzeczpospolitej, ale za sprawą środowisk komunistycznych. Przecież komuna nie zniknęła nagle po zwycięstwie PiS-u w wyborach parlamentarnych. Ci ludzie żyją, protestują, bronią starego porządku, PRL-owskich układów. Ta walka wciąż trwa. Jak powiedział kiedyś Piotr Radwański, ojciec naszych tenisistek: „W Polsce trwa wojna między trzecim pokoleniem UB, a trzecim pokoleniem AK”. I teraz jest pytanie: kto kogo pokona? Myślę, że w tej chwili wygraliśmy bitwę. Patriotyczna Polska wygrała bitwę odrzucając Platformę i komunę. Ale żeby wygrać wojnę, czeka nas jeszcze wiele bitew. Tę wojnę widać chociażby w plugawych artykułach drukowanych w jednym z dzienników. Pojawiają się tam pseudonaukowe rozważania, czy ŻW byli bohaterami czy bandytami, po czym z konkluzji ma wynikać, że jednak bardziej bandytami. Wpisuje się to w wypowiedzi np. komunistki Senyszyn, czy szereg kłamliwych tekstów dotyczących rtm. Pileckiego. W ostatniej mojej książce „Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy” rozprawiam się z tego typu paszkwilami na naszego bohatera. Twierdzeniami, że wcale nie poszedł on na ochotnika do Auschwitz, a potem, że miał załamać się w ubeckim śledztwie, pójść na współpracę z bezpieką. To przykłady trwającej do dziś wojny między prawdą historyczną z komunistyczną propagandą.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych kłamstw na temat członków anty-komunistycznego ruchu oporu jest opinia o ich domniemanej bandyckiej działalności wobec ludności cywilnej. Za czasów PRL było to jeden z głównych argumentów przeciwko Wyklętym. Wspomnieć warto chociażby przykład Ognia…. Ile w tym prawdy?

Proszę pamiętać, że Żołnierze Wyklęci byli na wojnie. Ta wojna trwała u nas od września 1939 do połowy lat ‘50. Najpierw z Niemcami, a potniej z sowietami. I czasem dochodziło do incydentów. Muszę jednak zdecydowanie podkreślić, że jeśli w oddziałach dochodziło do jakichś wybryków, to były one karane. Niesubordynacja czy sprzeniewierzenie się zasadom były nawet karane śmiercią. Polska armia podziemna zachowała hierarchię i dyscyplinę, ale także broniła wartości. Oni się bili o Boga, Honor i Ojczyznę. To było wojsko polskie wychowane w dwudziestoleciu międzywojennym, reprezentanci tego wyjątkowo ideowego polskiego pokolenia Kolumbów. To, że dziś się ich opluwa, wynika z bolszewickiej propagandy, która robiła z polskich żołnierzy bandytów, morderców, faszystów. Z drugiej strony działały w terenie bandy komunistyczne, podszywające się pod oddziały polskie i mające kompromitować działalność niepodległościowego podziemia. Pamiętajmy jednak o sprawie podstawowej – Żołnierze Wyklęci/Niezłomni to było polskie wojsko, tylko działające w warunkach konspiracji.

Czy możliwość ujawnienia się i spokojnego doczekania starości była w rzeczywistości tak prostą sprawą jak przekonują sympatycy byłej Polski Ludowej i jej władz? Czy ludzie tacy, jak Ogień, Zapora, Warszyc lub Łupaszko w ogóle mieli wybór?

Dzisiaj widzimy nielicznych, dożywających już swych dni kombatantów – Żołnierzy Wyklętych. Niektórym udało się przeżyć te straszne, stalinowskie czasy. Uratowali się z tej hekatomby. Jednak większość, szczególnie dowódców, nie przeżyła czerwonego piekła. Komunistom chodziło właśnie o to, żeby ich zastrzelić lub powiesić, wymordować polską inteligencję. Polskie wojsko nie miało żadnych szans. Czy to w lesie czy w czasie śledztwa i w wyniku procesu polscy żołnierze byli planowo eliminowani. Przeżyli ci, którzy mieli dużo szczęścia lub byli niżej w hierarchii. Niektórym udało się ukryć, niektórzy uciekli za granicę. Ale ci najważniejsi zostali wyeliminowani. Wymienieni przez pana w pytaniu byli nie tylko żołnierzami, dowódcami. Oni w cywilu stanowiliby elitę naszego kraju. Mogli odbudować ten kraj na polskich zasadach. Być prezydentami, ministrami, naukowcami, artystami, dziennikarzami, inżynierami… dlatego zostali wybici. Taki był plan. Zniszczenie przedwojennej Polski. Wybicie polskich bohaterów i zastąpienie ich agentami Moskwy jak Bierut, Gomułka, Cyrankiewicz, Jaruzelski… Na początku polscy niepodległościowcy wierzyli, że nie będzie aż tak źle, że może uda się zachować chociaż namiastkę wolności. Momentem przełomowym był styczeń 1947 roku, kiedy miały się odbyć wolne, zagwarantowane przez naszych sojuszników wybory. Do tej chwili polskie wojsko miało pozostawać w lasach. Stało się inaczej. Komuniści sfałszowali wybory, co oznaczało koniec polskich marzeń o wolności. Polska już formalnie stała się sowiecką kolonią z pozorami niezależności. Walka w tym momencie staje się beznadziejna, nie w tym sensie, że nie trzeba było jej prowadzić, ale dlatego, że pozbawiona była szans powodzenia. Warto jednak zacytować profesora Henryka Elzenberga, który powiedział, że „wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy”. ŻW bili się o polskie idee. Bili się niezłomnie, wiedząc, że nie mają szans. Tym bardziej ta postawa godna jest najwyższego szacunku. 

Nie tak dawno pojawiły się głosy postulujące nadanie Żołnierzom Niezłomnym statusu takiego, jaki w II RP przysługiwał powstańcom styczniowym. Czy to słuszne zestawienie?

To bardzo dobre zestawienie. I powstańcy styczniowi bili się o Polskę i ŻW bili się o Polskę. Jest tu wiele analogii: chęć pozbycia się Rosjan, wtedy białych, a później czerwonych, podobny był zasięg terytorialny powstania styczniowego i powstania antykomunistycznego, bo tak powinniśmy nazywać okres 1944-54. Tak jak II RP szanowała powstańców styczniowych, tak III RP powinna szanować powstańców niezłomnych. Choć wiemy, że dotąd było inaczej. Tym m.in. różnią się te dwa państwa. II RP była państwem niepodległym, rządzonym przez Polaków. III RP jest kontynuacją PRL, stąd szarganie polskich autorytetów. Dopiero teraz Rzeczpospolita zaczęła się odwoływać do walki o niepodległość, honorować tych, którzy o tę wolność walczyli. II RP miała swoich powstańców styczniowych, a my mamy naszych żołnierzy AK, NSZ. A co do zabezpieczeń socjalnych – nie są to żadne przywileje, ale oddanie walczącym o nasz kraj elementarnej sprawiedliwości. W II RP utworzono specjalny fundusz, dzięki któremu powstańcy styczniowi mogli godnie żyć. W III RP dotąd było tak, że bohaterowie i ich rodziny żyli w biedzie, a ich oprawcy w luksusie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odebranie wysokich emerytur ubekom i oddanie ich bohaterom. To byłby akt sprawiedliwości.

Co jeszcze powinno się zmienić w polityce państwa polskiego względem ŻW? A także w naszym ich odbiorze?

Musi się zmienić bardzo wiele. Z jednej strony trwa walka o wydobycie tej wyklętej armii z bezimiennych dołów. To nie tylko stołeczna "Łączka", ale także wiele podobnych miejsc w całym kraju. To tysiące ludzi bezimiennie ukrytych, zasypanych w jamach, rowach, gnojówce. Ich odnalezienie i godne pochowanie to akcja obliczona na lata i wymagająca dużych środków oraz zaangażowania sztabu ludzi. Z drugiej strony musimy przywracać pamięć poprzez badania naukowe, książki, wystawy, filmy. Kolejną kwestią jest edukacja. Historię Żołnierzy Wyklętych należy wprowadzić do szkół. Ta historia była tam dotąd nieobecna. Trzeba uczyć młodzież, co się stało w Polsce po 1945 roku, że to geneza III RP. O tym, że okupacja sowiecka była często gorsza od okupacji niemieckiej.  Tak jak rtm. Witold Pilecki powiedział przed śmiercią w 1948 r.: „Oświęcim przy tym to była igraszka”.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Karol Kilijanek

 

Kategoria: Historia, Myśl, Polityka, Uncategorized

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *