banner ad

Na banderowskim szlaku

| 16 grudnia 2013 | 19 komentarzy

28 listopada na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie nie doszło do podpisania umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską. Decyzję o wstrzymaniu procesu integracji europejskiej Ukrainy z UE podjął kilka dni wcześniej rząd ukraiński i nie wycofał się z niej mimo, że UE zrezygnowała z wszystkich stawianych Ukrainie warunków (łącznie ze zwolnieniem Tymoszenko z więzienia). Jest to katastrofa polskiej polityki wschodniej, która od 1989 roku była wpisana w amerykańską i zachodnioeuropejską politykę przyciągania Ukrainy do Zachodu i wypychania Rosji z Europy. Ceną tej polityki było i jest zakłamywanie historii i przejście do porządku dziennego nad ludobójczymi zbrodniami OUN-UPA, ponieważ jedyną „proeuropejską” siłą na Ukrainie są banderowcy. Przykładem takich działań była chociażby uchwała Sejmu w sprawie uczczenia 70. rocznicy ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego. Jak wiemy Sejm nie zgodził się na nazwanie tego ludobójstwa ludobójstwem i nie zgodził się na ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Argumentacja ministra Sikorskiego z rządu PO-PSL, ale także PiS-owskiego eksperta Żurawskiego vel Grajewskiego była następująca: nie możemy przed 28 listopada drażnić Ukrainy (tzn. banderowców), ponieważ polską racją stanu jest integracja Ukrainy z UE. 

Tymczasem rząd Ukrainy bezceremonialnie zlekceważył polską rację stanu. Podjął zresztą – wbrew temu co się w Polsce sugeruje – decyzję całkowicie suwerenną. Z przekazu polskich mediów wynika, że nie ma w Polsce żadnej głębszej refleksji nad tym wydarzeniem. W ogóle nie mówi się o katastrofie polskiej polityki wschodniej. Nie próbuje się dociekać rzeczywistych przyczyn i dokonać analizy tej polityki na przestrzeni prawie 25 lat. Przekaz medialny jest taki, że wszystkiemu winna jest Rosja, która miała podobno wywierać naciski na władze ukraińskie. Nie dziwi mnie to wytłumaczenie, ponieważ od dwudziestu kilku lat nie słyszę z polskich mediów niczego innego. Zawsze wszystkiemu winna jest Rosja, wszystko co złe idzie z Rosji itd. itp. Polskie media wyjaśniwszy obywatelom, że wszystkiemu winna jest Rosja skupiły się na transmisji z „masowych” protestów na Ukrainie. Oczywiście nikt odbiorcom w Polsce nie wyjaśnił, że te protesty urządzają banderowcy – czy to ze Swobody czy z Batkiwszcziny (na jedno wychodzi). W wersji soft wspomniany przekaz serwuje „Gazeta Wyborcza”, drukując m.in. hymn ukraiński na pierwszej stronie, a w wersji hard „Gazeta Polska”, gdzie redaktor Tomasz Sakiewicz tradycyjnie idzie na całość: „nasi bracia (sic!) w rękach Rosjan”. Mając nadzieję na drugą „pomarańczową rewolucję” na Ukrainę udał się najpierw europoseł Ryszard Czarnecki, a na końcu prezes Jarosław Kaczyński z klubami „Gazety Polskiej”. W międzyczasie pojawili się tam też prominenci obozu rządzącego, jak minister Sikorski, Grzegorz Schetyna czy Jacek Protasiewicz (wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego). Media polskie ekscytują się brutalnością ukraińskiej policji wobec manifestantów i pobiciem przez nią dwóch polskich obywateli (prawdopodobnie członków klubów „Gazety Polskiej”). Nie informują tylko kim są ci manifestanci, których rozpędza ukraińska policja. A są to ci sami, którzy manifestowali niedawno, bo 14 października, w rocznicę powstania UPA pod sztandarami partii Swoboda i z jakże europejskim hasłem „Ukraina dla Ukraińców”.

Najbardziej bulwersujące jest jednak to, że prezes Prawa i Sprawiedliwości stał na kijowskim Majdanie obok Ołeha Tiahnyboka – lidera banderowskiej, antypolskiej i antysemickiej partii Swoboda, która od lat bezczelnie opluwa pamięć pomordowanych Polaków, Żydów, Ormian, Rosjan, Ukraińców i innych ofiar UPA oraz oficjalnie domaga się oderwania od Polski 19 powiatów, położonych na terenie województw podkarpackiego i lubelskiego. Prezes Prawa i Sprawiedliwości stał obok Tiahnyboka, przemawiał do tłumów, wśród których były widoczne m.in. banderowskie czerwono-czarne flagi, oraz zakończył swoje przemówienie banderowskim pozdrowieniem „Sława Ukrainie!”. Na ten okrzyk Kaczyńskiego tłum odpowiedział „hierojom sława!”. O jakich „hierojów” chodzi? Ano o tych, którzy rąbali siekierami, nabijali na widły, podrzynali gardła, wyłupywali oczy itd. Można to wszystko zobaczyć na zdjęciach i filmach zamieszczonych m.in. na portalu Niezależna.pl – czyli, jak to nazywa redaktor Sakiewicz, strefie wolnego słowa „Gazety Polskiej”. Czy jakikolwiek zachodnioeuropejski polityk stanąłby obok jawnego gloryfikatora faszyzmu, domagającego się przy tym rewizji granic? Czy w wypadku Jarosława Kaczyńskiego mamy do czynienia z politycznym analfabetyzmem czy tylko z aberracją spowodowaną wyznawaniem skrajnej rusofobii?

Polscy mężowie stanu, przemawiający na kijowskim Majdanie na tle banderowskich flag, nie tylko nie zadają sobie pytania o to czy „europeizacja” Ukrainy pod czerwono-czarną flagą będzie dla Polski bezpieczna, ale także nie widzą niebezpieczeństwa zaostrzenia stosunków z Rosją. Zapewne już dawno zapomnieli o sankcjach z lat 2005-2007 w odniesieniu do eksportu polskiego mięsa, owoców i warzyw do Rosji, które były odpowiedzią Kremla na polskie zaangażowanie w „pomarańczową rewolucję” i wskutek których Polska poniosła wielomiliardowe straty. Zapomnieli, ponieważ to nie były straty z ich kieszeni, ale z kieszeni polskich rolników i przedsiębiorców. Trzeba tutaj przypomnieć, że mimo entuzjastycznego poparcia obozu Wiktora Juszczenki Polska nie odniosła z tego żadnych korzyści. Mało tego, pod koniec swojej prezydentury Juszczenko wymierzył Polsce policzek, uznając za bohatera narodowego Ukrainy Stepana Banderę, a wcześniej Romana Szuchewycza.

Może jednak dla polskich mężów stanu to nie był policzek? Może oni w ten sposób o polskich sprawach nie myślą. Bo czy w innym wypadku przyjmowaliby od Juszczenki odznaczenia, jak np. Paweł Kowal?

Na tle wiecowych występów polskich polityków jakże odmiennie, tzn. dojrzale wygląda reakcja rosyjskiego establishmentu politycznego na wydarzenia na Ukrainie. W demonstracjach wspierających prezydenta Wiktora Janukowycza, które odbyły się w Charkowie i Donbasie, nie uczestniczył żaden polityk rosyjski. Ze strony jakiegokolwiek rosyjskiego polityka nie padły emocjonalne i skrajne wypowiedzi. Natomiast dyplomacja rosyjska działa i zapewne rozwiąże kryzys ukraiński po myśli Rosji. Jakże nieprofesjonalnie i komicznie wyglądają w porównaniu z tym krzyki polskich mężów stanu wśród czerwono-czarnych flag o odradzającym się imperium rosyjskim.

Jesteśmy zatem nadal na banderowskim szlaku, na drodze donikąd. To jest polska racja stanu zarówno w rozumieniu obozu rządzącego jak i opozycji. Żeby lepiej zobaczyć oblicze tej rację stanu warto sięgnąć po wywiad, jaki Polskiej Agencji Prasowej udzielił 18 listopada Jurij Szuchewycz – syn Romana Szuchewycza, twórcy i dowódcy UPA, hitlerowskiego kolaboranta, zbrodniarza i organizatora ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego.

Fragmenty tego wywiadu przytaczam za „Gazetą Wyborczą”, która oczywiście nie zdobyła się na żaden krytyczny komentarz. Już tytuł tego wywiadu – „Wołyń nie był ludobójstwem. A mój ojciec chciałby pojednania polsko-ukraińskiego” – jest na tyle wymowny, że reszty można nie czytać. Ale zadałem sobie trud, żeby przeczytać. „Mój ojciec byłby dzisiaj zwolennikiem pojednania polsko-ukraińskiego. Już w czasie wojny prowadzono rozmowy z polską stroną” – stwierdza Szuchewycz-junior. Rzeczywiście prowadzono. Zakończyły się one rozerwaniem końmi polskich delegatów na te rozmowy – Jana Rumla i Krzysztofa Markiewicza oraz ich woźnicy Witolda Dobrowolskiego. Dalej wywodzi Szuchewycz-junior: „Ani ukraińska, ani polska strona nie mogły uciec od tej wojny, ona nie mogła się nie zdarzyć. Nie zgadzam się z tym, że to było ludobójstwo, natomiast obie strony, polska i ukraińska, dopuściły się zbrodni wojennych. Dziś całą winę składa się na barki Ukraińców, a to nie było tak. Mogę podać mnóstwo przykładów świadczących o winach Polaków”. Mamy tu zatem tradycyjny zestaw banderowskich bredni powtarzanych przez to środowisko od 70 lat. Negowanie ludobójstwa, nazywanie ludobójstwa „wojną” albo „konfliktem polsko-ukraińskim”, równoważenie rzekomych polskich zbrodni i ta obłudna obrona Ukraińców, na których barki Polacy ciągle składają jakieś winy. Po pierwsze nie było żadnej wojny albo konfliktu polsko-ukraińskiego. Była wojna wydana II Rzeczypospolitej przez faszystowskich terrorystów z OUN w imię realizacji założeń faszystowskiej ideologii Dmytro Doncowa i było ludobójstwo popełnione na bezbronnej ludności polskiej w celu ustanowienia jednolitego etnicznie i faszystowskiego państwa ukraińskiego.

Poza tym nikt w Polsce nie obwinia Ukraińców jako narodu o ludobójstwo wołyńsko-małopolskie. My obwiniamy nie naród, ale sprawców – banderowców. Niech sprawcy nie zasłaniają się narodem. Niech pan Szuchewycz-junior nie przemawia w imieniu Ukraińców, bo nie ma do tego moralnego prawa. UPA wydała bowiem wojnę nie tylko Polakom, Żydom i Rosjanom, ale także Ukraińcom. Może właśnie dlatego dzisiaj nie jest możliwa integracja Ukrainy z UE, albowiem wbrew temu co twierdzi pan Szuchewycz-junior historia ma znaczenie i nie jest to coś co było i już się nie liczy. Ta historia jeszcze bardziej ciąży na stosunkach wewnątrzukraińskich niż na stosunkach polsko-ukraińskich. Dopóki banderowcy nie zostaną właściwie ocenieni i usunięci z życia politycznego Ukrainy, nie będzie możliwa jakakolwiek stabilizacja polityczna tego kraju.

Jakby było mało bredni pana Szuchewycza-juniora, swoją bzdurę musiał też dodać jakiś redaktor „Gazety Wyborczej”, podpisujący się jako „mig”, który stwierdza: „Celem UPA była walka o niepodległość Ukrainy. Jej żołnierze walczyli przeciwko niemieckiej okupacji, z partyzantką polską i sowiecką, a po zajęciu Zachodniej Ukrainy przez Związek Sowiecki – z Armią Czerwoną”. No ręce opadają. W tych dwóch zdaniach mamy zestaw najbardziej ordynarnych kłamstw banderowskiej polityki historycznej. Przyjmowanie tych kłamstw za dobrą monetę jest właśnie polską racją stanu w polityce wschodniej, zarówno w rozumieniu obozu politycznego premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego jak i obozu politycznego prezesa Kaczyńskiego. Bo według tej logiki wszystko co antyrosyjskie jest dobre.

O jaką niepodległość Ukrainy panie „mig” walczyła UPA? Nie o niepodległość, tylko o ustanowienie faszystowskiego i totalitarnego państwa, satelickiego wobec III Rzeszy Niemieckiej. Gdzie i kiedy panie „mig” UPA walczyła przeciwko niemieckiej okupacji? Jak można pisać w Polsce coś tak bezczelnego, gdy mamy na ten temat bogatą literaturę, zarówno polską jak i zagraniczną, takich badaczy jak Wiktor Poliszczuk, Grzegorz Rssoliński-Liebe, Per A. Rudling, Karel C. Berkhoff czy Marco Carynnyk. I z jaką „polską partyzantką” panie „mig” walczyła UPA? Kto należał do tej partyzantki? Te kilkuletnie albo kilkumiesięczne dzieci, które otumanieni banderowską ideologią mordercy nabijali na sztachety płotów?

Kiedy wreszcie w Polsce przyjdzie otrzeźwienie? Kiedy wreszcie zacznie się realizować w sprawach wschodnich, ale nie tylko, politykę naprawdę zgodną z polską racją stanu? 

 

Bohdan Piętka

 

Kategoria: Inni autorzy, Polityka, Społeczeństwo

Komentarze (19)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Robert K. napisał(a):

     Uważam, że tekst B. Pietka nie jest, niestety żadnym głosem rozsądku. Wiesza on przysłowiowe psy na polskiej polityce wschodniej która oprócz tego, że wpychała Ukrainę w unijne struktury miała też pozytywne elementy których pan B. Piętka nie chce dostrzegać. Wszak, czyż klasyk nie powiedział: "Najważniejsze jest to, czego nie ma w tekście"? A czegóż tam nie ma.

    A no tego, że wbrew temu co twierdzi owy publicysta, dowództwo AK z tych terenów, chociażby z terenów Zamościa, Rawy Ruskiej czy Chrubieszowa, owocnie współpracowało z sotniami UPA, tzn. wspólnie walcząc przeciwko NKWD, np. Oddziały WiN-u wraz z sotniami UPA przeprowadziły wspólnie skuteczny szturm na powiatowy Urząd Bezpieczeństwa w Chrubieszowie.

     Pan B. Piętka tendencyjnie wrzuca do jednego worka cały okres wzajemnych relacji między AK i UPA nie siląc się na to by między nacjonalistami ukraińskimi i polskimi nawiązała się nić porozumienia. Nacjonalistani, a nie szowinistami! Trzeba szukać to co łączy, a nie to co dzieli. Krótko mówiąc, owy publicysta nie rozróżnia okresu sprzed lipca 1944 roku i okresu po tej dacie, kiedy to dowództwo UPA zakazało czystek etnicznych przeciwpolskich. W 1944 roku kiedy na tereny, na których działało UPA i AK wkroczyła Armia Czerwona, Smiersz, NKWD,  to wówczas UPA się przekonało, że AK jest tak samo traktowana jak UPO-wcy. Dowództwo UPA zakazało wówczas czystek etnicznych i szukało (często owocnie) porozumienia, które jest wykpiwane przez pana publicystę. Potem były sporadyczne przypadki mordów ale już wbrew Naczelnego Prowidu UPA. Więc dowództwo UPA nie należy obciążać za zbrodnie po lipcu 1944 roku. To powinno być eksponowane co stara się czynić rząd PO-PSL. A przynajmniej z takiego działania łatwiej przejść do budowania wzajemnych zdrowych relacji, wide Ataman Petlura który prowadził ciężkie walki z bolszewikami w sojuszu z Polską. To kolejny aspekt który rzeczony publicysta omija szerokim łukiem.

    Pozdrawiam

    Robert

  2. Bohdan Piętka napisał(a):

    Nie ma Pan racji. UPA nie zakazała „czystek przeciwpolskich” w 1944 r. Mordowała Polaków do końca. Ostatniego – wedle ustaleń Wiktora Poliszczuka – zamordowała w 1951 r. Żenującą kpiną jest twierdzenie, że zbrodnie po 1944 r. były sporadyczne i wbrew kierownictwu OUN-B i UPA. Gdyby były sporadyczne, to strona polska nie przeprowadzałaby operacji „Wisła”. Pańskie twierdzenia to są znane tezy banderowskiej polityki historycznej (Petro Mirczuk, Łew Szankowśkij i inni). Największej zbrodni na terenie powojennej Polski UPA dokonała 17 kwietnia 1945 r. we wsi Wiązownica, powiat Jarosław (co najmniej 106 ofiar) – pisałem o tym w Kresowym Serwisie Informacyjnym. To nie była jedyna wieś spalona przez UPA na Rzeszowszczyźnie i Lubelszczyźnie po 1944 r. Ewa Siemaszko w Biuletynie IPN, bodajże w 2007 r., zamieściła oryginalne zdjęcia Polaka zamordowanego przez UPA w 1946 r. Ten człowiek wracał z zesłania z Syberii do Polski. Na stacji w Gródku Jagiellońskim (50 km od granicy), czekając w nocy na pociąg do Przemyśla, spotkał kilku mężczyzn, którzy okazali się członkami UPA. Zanim go zabili tylko dlatego, że był Polakiem wyłupali mu oczy i rozcięli nożem policzki. To nie był „sporadyczny” przypadek. To był zwyczajowy w takiej sytuacji rytualny mord motywowany ideologicznie. Polecam Panu te zdjęcia i artykuł E. Siemaszko. W artykule tym są podane dokładne liczby zamordowanych przez OUN i UPA od września 1939 r. Na okres powojenny przypada co najmniej 10 tysięcy ofiar polskich z rąk UPA. Niestety Pan i Panu podobni uczniowie Jerzego Giedroycia i Gazety Polskiej albo nie macie albo nie chcecie mieć szerszego pojęcia o OUN, UPA i ideologii integralnego nacjonalizmu (faszyzmu) ukraińskiego. Świadczy o tym również przywołanie przez Pana postaci Symona Petlury. Fakt współpracy części podziemia poakowskiegto z UPA rzeczywiście miał miejsce i była to kompromitacja tego podziemia. Także dlatego, że ta współpraca dała nikłe efekty. Obecnie tę kompromitującą politykę kontynuują korowsko-solidarnościowe siły z PO i PiS.

  3. Robert K. napisał(a):

    Przytaczane przez Pana fakty historyczne rysują obraz OUN-UPA jako całkowicie zbrodniczej organizacji, która składała się z jednakowych zbrodniczych elementów. To pewien opis z poziomu taktycznego, a ja proponuje podejść do tego zagadnienia następująco. Mianowicie: Co zrobić dziś, żeby niszczący impet działalności potomków zbrodniarzy upowskich maksymalnie zniwelować, a w fazie końcowej zepchnąć na boczny tor alias śmietnik historii ? Co zrobić aby zmarginalizować antypolską działalność Związku Ukraińców w Polsce i tych wszystkich którzy są nadreprezentowani z racji wyznananej szowinistycznej ideologii ? Uważam, że trzeba wskazywać na elemeny które łączyły, a które zasygnalizowałem w pierwszym meilu, przy jednoczesnym symetrycznym wskazywaniu winnych zbrodni. Inaczej to mamy regularną naparzankę. My im "Wszyscy z UPA i wszystkie rozkazy naczelnego prowidu UPA były zbrodnicze", oni nam "To wy nas prześladowaliście nie przyznając szlachectwa starszyźnie kozackiej w XVII wieku – zniweczyliście nasze marzenia o państwowości ukraińskiej" lub "zdradziliście starszyznę petlurowską". Gdzie dwóch się bije, tam korzysta reakcja międzynarodowa. Proszę zauważyć, czy takie podejście nie będzie tylko umacniać ideologi dzisiejszych pogrobowców OUN-UPA ? A nie lepiej byłoby spowodować rozłam w ich ideologii ?

    Co najbardziej boli oszczerców uprawiających antypolonizm w relacjach polsko – żydowskich, wskazujących na rzekomy antysemityzm polaków w okresie II WŚ ? Oni, typu, J.T. Gross, najbardziej boją się świadectwa uczciwych żydów czy polaków pochodzenia żydowskiego które demaskuje ich ideologię. To świadectwo uczciwych żydów jest nie do przełknięcia dla oszczerców m.in. żydowskich

    Ideałem byłoby "znaleźć" jaką komórkę infiltrującą oddziały UPO-wski skutecznie, tzn. skutecznie ją niszczące i ją eksponować. To byłby początek końca szowinistycznej ideologii UPA. Po części Pan już to czyni, wskazując na ukraińców którzy padli ofiarą prześladowców z UPA. Ale uważam, że za mało wskazuje Pan właśnie na ten czynnik, przynajmniej w powyższym tekście. Nie ma w nim symetrii. Ideałem byłoby znaleźć takiego Mietka Redyko alias Jana Alfreda Regułę-etc. wybitnego agenta Polskiej Policji II RP. Prawda o jego działalności była nie do przełknięcia dla ówczesnych komunistów. W efekcie coraz słabiej oddziaływali na otoczenie. A więc nic tak nie rozsadza wrogiej ideologi jak wewnetrzne sprzeczności – która jest stymulowana przez infiltrację. To samo był w okresie PRL. Co najbardziej boli obce agentury z dawnego MSW, MON czy biurokracji partyjno-państwowej ?

    Najbardziej ich boli to, że wśród nich było skrzydło narodowo-patriotyczne które sprzyjało propolskim działaniom. To samo tutaj-  zachęcam do wdrożenia wyrafinowanych metod walki informacyjnej. Do produkcji informacji, które będą nie do strawienia przez pogrobowców UPA.

     

    Pozdrawiam

    Robert

  4. magdalena zietek napisał(a):

    Polemika obu panów dotyczy dwóch kwestii: faktów historycznych oraz celów politycznych. Na poziomie dyskusji na temat faktów historycznych pan Piętka zarzucił panu Robertowi przytaczanie niedokładnych informacji, jak na razie, pan Robert temu nie zaprzeczył. Polityka: pan Piętka nie uważa, żeby współpraca z ukraińskimi nacjonalistami leżała w interesie Polski. Natomiast pan Robert widzi to inaczej, ale nie podaje konkretów, do czego ostatecznie miałaby zmierzać taka współpraca. Czy istnienie państwa ukraińskiego leży w interesie Polski? A jeśli tak, czy Polska w ogóle jest w stanie rozgrywać Ukrainę dla siebie zarówno przeciwko Niemcom, jak i Rosji?

  5. Bohdan Piętka napisał(a):

    Czy Polska jest w stanie rozgrywać Ukrainę dla siebie przeciwko Niemcom i Rosji? Polska nie rozgrywa Ukrainy, ale jest od 1990 r. rozgrywana w sprawie Ukrainy i Rosji przez USA i Niemcy. To jest główny problem – brak suwerenności polskiej polityki w sprawach wschodnich. A popieranie banderowców stało się najbardziej gorzkim owocem tego braku suwerenności. Jak zauważył Stanisław Michalkiewicz – polscy mężowie stanu nawet nie zdobyli się na to, żeby powiedzieć w Waszyngtonie: dobrze, będziemy popierać opcję prozachodnią na Ukrainie, tylko niech CIA znajdzie nam innych partnerów niż banderowcy. Nie zdobyli się na to, ponieważ w polskiej polityce funkcjonują marionetki. Dlatego także sami nie zdecydowali się, żeby poszukać i wypromować w obozie antyrosyjskim na Ukrainie elementy Polsce przychylne. Oni po prostu robią to, co im Waszyngton, Bruksela i Berlin każą. Polska jest tutaj tylko pionkiem w grze. Z popierania Juszczenki Polska nie odniosła żadnych korzyści, a tylko same straty (sankcje rosyjskie, promowanie przez Juszczenkę ideologii banderowskiej na Ukrainie). Tak samo będzie teraz. Z ewentualnego stowarzyszenia Ukrainy z UE korzyść odniosą koncerny niemieckie, francuszkie, amerykańskie etc., które wyrabują i skolonizują ukraińską gospodarkę, tak jak wcześniej polską, a także sama UE, która ropocznie tam wielką ofensywę światopoglądową przeciwko chrześcijaństwu greckokatolickiemu i prawosławnemu. Polsce natomiast przyjdzie zmagać się z prawdopodobnym odwetem rosyjskim (sakncje gospodarcze) i konsekwencjami wzrostu znaczenia opcji banderowskiej na Ukrainie, ponieważ za plecami pana Kliczki czy Jaceniuka wyrasta jednak pan Tiahnybok. Możliwy jest też inny scenariusz – polskie zaangażowanie w kryzys ukraiński pchnie ostatecznie Ukrainę w stronę Rosji, albowiem Janukowycz – który dotychczas prowadził pragmatyczną politykę wobec Rosji – postawiony przez Zachód pod ścianą nie będzie miał innego wyjścia dla zachowania władzy jak całkowite podporządkowanie polityczne wobec Kremla. Najlepiej zatem zrobiliby polscy politycy, gdyby trzymali się jak najdalej od kijowskiego Majdanu. Politykę międzynarodową bowiem prowadzi się w gabinetach, a nie na ulicy. Polityka – jak uczył Roman Dmowski – musi być pragmatyczna (unikanie skrajności) i realistyczna (dążenie do osiągnięcia celów realnie możliwych). Pragmatyzm i realizm w polityce wschodniej nakazywałyby doążenie do zachowania jak najlepszych stosunków z Rosją i Białorusią (przede wszystkim gospodarczych, obustronnie korzystnych) i delikatnego wspierania Ukrainy jako samodzielnego bytu politycznego. W tym celu należałoby rzeczywiście znaleźć na Ukrainie siły, które z naszego punktu widzenia byłyby użyteczne. Siły, które zneutralizowałby zarówno obóz postbanderowski jak i promoskiewski. Jest wielu Ukraińców Polsce przyjaznych. Ale traktuje się ich tak jak śp. Wiktora Poliszczuka, którego polski establishment lekceważył. Ze strony polskiej po prostu nie podjęto i nie podejmuje się prób zbudowania na Ukrainie propolskiego lobby czy agentury. Nie podejmuje się, ponieważ polska polityka jest niesuwerenna i w kwestiach wschodnich nieodpowiedzialna. Jeszcze lepiej widać to na przykładzie Białorusi. Pod dyktando niemieckich i amerykańskich interesów Warszawa zaangażowała się w obalenie legalnych władz tego kraju i dla osiągnięcia tego celu poświęciła tamtejszą mniejszość polską, która do 2005 r. – czyli do wykreowania Związku Polaków na Białorusi na główną siłę opozycji – cieszyła się pełną swobodą. Jakie korzyści odniosła Warszawa z awantury białoruskiej? Zniszczenie ZPB, zaostrzenie stosunków z Rosją i utrata rynku białoruskiego, na który weszły firmy niemieckie (zbudowały tam piękne autostrady). Tak więc polską politykę wschodnią trzeba całkiem przemodelować. Można to zrobić tylko wtedy, gdy polska polityka będzie realizować polskie cele. Jednakże najpierw musiałaby się w Polsce pojawić siła polityczna, która potrafiłaby takie polskie cele zdefiniować. Zarówno establishment korowsko-solidarnościowy jak i postkomunistyczny nie jest do tego zdolny. Najlepszym przykładem jest znana wypowiedź pani byłej minister (później komisarz) Danuty Hübner, która szczerze wyznała, że nie wie co to jest polski interes narodowy.

  6. Robert K. napisał(a):

    Gwoli ścisłości. Pan Piętka zarzucił mi przynależność mętalną do środowiska Gazety Polskiej czy J. Giedroyca, tymczasem to nie kto inny, jak Gazeta Polska, ustami chociażby felietonisty "GP" ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, robi dokładnie to samo co Pan Piętka. Tzn. nieustannie przypomina o ludobójstwie, o zbrodniach. Ileż można ? Przecież to wszystko jest znane, opisane. Fachowo, to powinno się rozgraniczyć wiedzę transmitowaną do elit i propagandę transmitowaną do mas. Szanowna Pani Magdo, ja w swoich wywodach ni mniej ni więcej, tylko silę się na to, aby pokazać, że należy eksponować, uwypuklać, to co łączy. Tylko o to mi chodzi. A łączy to, że tak samo jak AK, tak i UPA, walczyło o niepodległość – to był ich cel, a nie rezanie. Mówmy w dyskursie publicznym i o tym. W tym kontekście uważam za niezasadne postawienie przez Panią Magdę pytania: "Czy istnienie państwa ukraińskiego leży w interesie Polski?" Takie  pytanie to można był stawiać naszym przodką w XVII w. kiedy to warzyły się losy przyznania czy nie przyznania szlachectwa starszyźnie kozackiej. Gdyby nasi przodkowie wtedy nie byli zachłanni i przyznali to szlachectwo to dziś bylibyśmy mocarstwem stu milionowym  (Dzisiejsza Polska 38 mln.+Ukraińcy 43 mln. Białorusini 10 mln+Litwa,Łotwa,Estonia). Bylibyśmy najsilniejszym krajem Europy, a tak Powstanie Chmielnickiego zwruciło się ku Moskwie czego epilogiem była kilkusetletnia okupacja mockiewska terenów dzisiejszej ukrainy. Dziś mamy ukraińców posiadających własną ojczyznę, język – mający pełną świadomość narodową.

    Zadałbym Państwu takie pytanie: Czy entuzjastycznie byłby przez Państwa popierany ks. T. Isakowicz-Zaleski jako oficjalny dyplomata strony polskiej ? Czy entuzjastycznie byłaby popierana przez Państwa jego działalność, jako Ministra Spraw Zagranicznych w relacjach polsko-ukrainskich ?  

    Taka narracja krzywdzi, chociażby łemków których do jednego wora się wrzuca wraz z szowinistami ukraińskimi. W ramach akcji "wisła" byli razem z nimi wysiedlani. Dzięki takiej narracji mamy i biednych łemków przeciwko sobie. Czy taka narracj nie przysparza nam wrogów ?

    Eksponujmy to co łączy, np. Mordy dokonywane po 44 roku były wbrew dowództwu UPA. Bo wówczas UPA potrzebowała sojusznika w postaci AK. To wcale nie znaczy, że nie mamy przypominać faktów o których pisze Pan Piętka. Ja tylko apeluję o symetrię. Czyż tym sposobem nie pokaże się szowinistą ukraińskim, że z ich punktu widzenia, te rzezie na niewinnej ludności polskiej to był idiotyzm, że te ludobójstwo to był straszny błąd z ich punktu widzenia, że to nie było w ich interesie ? W efekcie zaczną się bić w piersi za głupotę swoich przodków, ale nie za ciągoty do budowania dumnej Ukrainy.

     

  7. Bohdan Piętka napisał(a):

    UPA nie walczyła tak jak AK o niepodległość. Niedopuszczalne jest stawianie na jednej płaszczyźnie UPA i AK. UPA nie walczyła o żadną niepodległość. Brak rzeczowej, zgodnej z faktami oceny UPA – to jest Pański problem i to jest problem, na który zwracali uwagę Poliszczuk, Rudling, Berkhoff i in. UPA nie walczyła o niepodległość, tylko o totalitarne państwo, satelickie wobec III Rzeszy. Zarzucił to OUN-B i UPA jedyny ukraiński nacjonalista przychylny Polsce i przeciwny mordom na Polakach – Taras Bulba-Boroweć (1908-1981) – zwracając uwagę, że dla banderowców najważniejsza była szowinistyczna ideologia, a nie wolność Ukraińców. Jak miało wyglądać to niepodległe państwo pod rządami OUN-B pokazuje deklaracja tzw. rządu Jarosława Stećki z 30 czerwca 1941 r., gdzie w co drugim zdaniu mamy wiernopoddańczy hołd dla Adolfa Hitlera i entuzjastycznie wyrażoną zgodę na całkowite polityczne i gospodarcze podporządkowanie Niemcom hitlerowskim. Dowódca UPA Roman Szuchewycz, prowadząc na przełomie 1943/1944 negocjacje z przedstawicielami SS i Policji Bezpieczeństwa deklarował, że zupełnie zadowala go dla Ukrainy status taki jak Protektoratu Czech i Moraw. Tak miała wyglądać ta niepodległa Ukraina! Obszernie pisze o tym w biografii Szuchewycza Edward Prus. Bez właściwej oceny ideologii integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, OUN i UPA nie jest możliwe zrozumienie historii i teraźniejszości Ukrainy, a co za tym idzie dokonanie prawidłowych wyborów politycznych. Ja nie jątrzę. Nie jest moim celem rozdrapywanie ran i oskarżanie całego narodu ukraińskiego o zbrodnie popełnione przez ekstremistyczną mniejszość. Ja tylko domagam się prawidłowej oceny i prawdy. Bo tylko prawda jest ciekawa. Droga do porozumienia z Ukraińcami wiedzie przez powiedzenie prawdy o ideologii, celach, charakterze i zbrodniach OUN-UPA oraz oddzielenie większości narodu od ekstremistów i zamknięcie w ten sposób tragicznej historii. Nie jest to możliwe bez obustronnego napiętnowania i odrzucenia banderowców.

  8. magdalena zietek napisał(a):

    W pełni zgadzam się z Panem Piętką. Jeśli uwypuklanie tego, "co łączy", ma odbywać się z pogwałceniem prawdy historycznej – a to zdarzyło się w pierwszym komentarzu pana Roberta – to nie widzę w tym żadnego realizmu politycznego. Tym bardziej, że UPA i AK nie łączyły ani interesy, ani ideologia. Interesy z bardzo prostego powodu: konfliktu dotyczącego granicy między Polską i Ukrainą, a wszczególności losów Lwowa, jednego z najważniejszych polskich ośrodków naukowych i kulturowych. Ideologia – polski nacjonalizm nigdy nie przybrał postaci szowinizmu, zwieńczonego ludobójstwem. Stąd uważam postulat pana Piętki "obustronnego napiętnowania i odrzucenia banderowców" za bardzo rozsądny.

  9. Robert K. napisał(a):

    W pierwszym moim komentarzu padło stwierdzenie że po lipcu 1944 roku "były sporadyczne przypadki mordów", przyznaje, nieprecyzyjnie się wyraziłem. Jeśli w którejkolwiek mojej wypowiedzi padły fałszywe informacje fałszujące prawdę historyczną, to przepraszam. Pan Piętka oczywiście ma racje w tym wszystkim co mówi, tzn. fakty które przytacza są po prostu, zwyczajnie faktami. W Chrześcijaństwie występuje termin: obmowa, często mylony z oszczerstwem. Obmowa to przytaczanie o kimś faktów, prawdziwych zdarzeń, ale samo przytaczanie faktów niekiedy jest właśnie obmową. Obmowa to grzeszne wyjawianie prawdy, czyli działalność, która nie sprzyja wzrostowi moralnemu. Apsolutnie teraz nie czynie tutaj żadnej aluzji do pana B. Piętki. Po prostu głośno się zastanawiam co zrobić, żeby propaganda ideologii pogobowców upowskich traciła swój impet. Z drugiej jednak strony, Pismo Święte mówi: "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od złego pochodzi"(Mt 5:33-37). I wydaje się, że podejści ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, czy pana B. Piętki jest zgodne z tym drugim podejściem. Ale jest jeszcze trzecie podejście, nie wykluczającego drugiego, podejście które od wieków stosowali misjonarze katoliccy, podejście, które polega na wstrzeleniu się w stereotypy i pojęcia środowiska społecznego, na które chcemy oddziaływać. W związku z tym, polecam Panu ciekawą stronę, może skądinąd już Panu znaną, mianowicie: http://www.socjocybernetyka.pl Zapraszam też na cykl wykładów. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!

  10. jb napisał(a):

    Zgadzam się po części z panem Robertem K. Czym innym jest polityka historyczna i tę należy kontynuować, aby Ukraińcy dowidzieli się prawdy o wydarzeniach z lat II wojny światowej. Wiedza, z moich osobistych kontaktów wnosząc, w tym momencie jest na poziomie baśni i legend.Tu jest pole dla dotowania wydawnictw historycznych w języku ukraińskim i rosyjskim, aby ludzie ci zetknęli się z rzetelnym warsztatem historycznym. Natomiast nie można negować, że UPA walczyła również o niepodległość Ukrainy. Popełniając zbrodnie wojenne, a na Wołyniu dopuszczając się ludobójstwa. Jednocześnie jednak to Ukraińcy częstokroć nie tylko zabijali, ale ratowali sąsiadów i na to trzeba też zwracać uwagę. Polska strona niestety również dopuszczała się zbrodni wojennych, nie ma co udawać, że nie mordowano bezbronnych, a odwet przekraczał często skalę zemsty. 

    Siły polityczne na Ukrainie są Polsce przychylne, nawet Swoboda. Pan Piątek ma rację, że brak przemyślanej polityki wschodniej, ale też kierowanie się emocjami i wrzucanie wszystkich do jednego worka, to przejaw braku dojrzałości politycznej. Sądzę, że niezależna od Rosji Ukraina jest w interesie Polski. Natomiast jednostronne zaangażowanie polskich polityków w postaci pustych gestów po jednej ze stron, to błąd. Za Janukowyczem stoi antybanderowskki wschód i nie chcąc dopuścić do rozpadu Ukrainy trzeba brać to pod uwagę. Tu wychodzi wytkniety przez pana Piątka brak programu i rozeznania sytuacji. Ale to już choroba całej "polskiej dyplomacji", która jest wtórna i infantylna.

  11. Robert K. napisał(a):

    W ostatnim moim komentarzu nie napisałem najistotniejszej kwestii, albowiem w takich sprawach, najważniejsze jest to, czego nie ma w tekście:

    Fragment, na jakich szkolił ormowców i policję w Legionowie doc. J. Kossecki:"…ośrodki kierownicze Polski w okresie XX-lecia międzywojennego, przywiązywały więlką wagę do sprawnego i skutecznego działania służb informacyjnych, rozumiejąc dobrze, że WALKA TOCZY SIĘ W SFERZE WYWIADU, KONTRWYWIADU, PROPAGANDY, OŚWIATY I WYCHOWANIA, zaś dobra KOORDYNACJA we wszystkich tych dziedzinach ma zasadnicze znaczenie zarówno dla procesów sterowania społecznego jak i dla powodzenia w walce. Polski przedwojenny system defensywy informacyjnej w dużej mierze zapewniał tego rodzaju KOORDYNACJĘ".

    A więc wychowanie i propaganda to klucz.

    Pozdrawiam

    Robert

  12. Piotrx napisał(a):

    Eksterminacja ludności polskiej Kresów Wschodnich – dr Lucyna Kulińska

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/referat.pdf

    ""W 1929 powołana została Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Była organizacją faszystowską. Na swym I Kongresie w 1929 r. sformułowała myśl polityczną sprowadzającą się do tezy, że ukraińskie państwoxnacjonalistyczne powstać ma na wszystkich ukraińskich terytoriach etnograficznych. Państwo takie nosiłobyxnazwę: Ukrajinśka Samostijna Soborna Derżawa. Jedną z metod zbudowania państwa było usunięcie wszystkich„zajmańców”. Oznaczało to pozbycie się nieukraińskiego elementu etnicznego w drodze eksterminacji..

    (…)

    W świetle uchwały Wielkiego Zboru OUN z kwietnia 1941 r., ich los na Kresach był  przesądzony: „Ukraina tylko dla Ukraińców”, „Kto nie jest Ukraińcem, nie ma prawa egzystencji w tym państwie”. Dyrektywa OUN pod nazwą „Walka i działalność OUN w okresie wojny”, zwracała szczególną uwagę na potrzebę eliminowania przeciwników nacjonalizmu ukraińskiego (…) Co gorliwsi ukraińscy nacjonaliści nawoływali nawet do stworzenia gett dla Polaków. Do takich działań nawoływał też Ukraiński Centralny Komitet (UKC) w Krakowie, a sam Wołodymyr Kubijowicz kilkakrotnie zwracał się do władz niemieckich o wysiedlenie Polaków z Generalnego Gubernatorstwa i sprowadzenie w ich miejsce Ukraińców (…) Na początku 1943 roku w przywódczych kręgach OUN-Bandery zapadła decyzja o realizacji „ostatecznego rozwiązania” w stosunku do ludności polskiej. Odbyło się to prawdopodobnie na III Konferencji OUN w dniach 17–23 lutego 1943 r. we wsi Terebieże w pobliżu Oleska (pow. lwowski). Na pierwszy ogień poszła wieś wołyńska. Przybyli tam agitatorzy i bojówkarze z Małopolski. Obiecywali Ukraińcom wolną Ukrainę, bogactwa z polskich domów, polskie ziemie i wzywali otwarcie do mordowania Polaków. (…) Odnaleziono dokument świadczący o kierowniczej roli OUNBandery w planowej eksterminacji Polaków. Brzmi on:

    Rozporządzenie specjalne. Rozkazuję wam przeprowadzenie czystki swojego rejonu z elementu polskiego oraz agentów ukraińskobolszewickich. Czystkę należy przeprowadzić w stanicach słabo zaludnionych przez Polaków. W tym celu stworzyć przy rejonie bojówkę złożoną z naszych członków, której zadaniem byłaby likwidacja wyżej wymienionych. Większe stanice będą oczyszczone z tego elementu przez oddziały wojskowe nawet w biały dzień […] Zmobilizować do tej pracy wszystkich członków, a także młodzież i kobiety. Wykonywać wszystkie polecenia dokładnie i natychmiast. Dlaczego ciągle to zaniedbujecie? Oczyszczenie terenu musi być zakończone jeszcze przed naszą Wielkanocą, ażebyśmy świętowali ją już bez Polaków. Pamiętajcie, że jak bolszewicy zastaną nas z Polakami na naszych terenach, wtedy wszystkich nas wyrżną. Działać szybko i mądrze. Mamy w tych sprawach określone pełnomocnictwa od Niemców. Nie trzeba przestrzegać konspiracji […] Nikogo nie oszczędzać, nawet w przypadku małżeństw mieszanych wyciągać z domów Lachów, ale Ukraińców i dzieci w tych domach nie likwidować. Przypominam jeszcze raz, że musi to być wykonane jeszcze przed naszymi świętami. Wyciągnąć całą broń, a także amunicję, bo jest teraz potrzebna. Niech broń leży na strychach. Jest przecież rewolucja […]. Wydobyć broń. 

    Śmierć Polakom. Chwała bohaterom!

    Postój 6 kwietnia 1944. Orest Karat    (…)"

     

    Kresy Wschodnie

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus.html

     

    Kozaczyzna ukrainna i ruchy hajdamackie

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/kozaczyzna1.html

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/kozaczyzna.html

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/wojny.html

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/wloscianie.html

    http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/hajdamacy.html

  13. Stanisław napisał(a):

    Byłem na wielu obchodach rocznicowych tragedii wołyńskiej, czyli mordów ukraińskich organizowanych przez jeszcze żyjących świadków tamtych zdarzeń. Wspomnienia tych ludzi, to dla mnie urodzonego po wojnie są jak fikcja podana przez ciężko chorego psychicznie. Ale z drugiej strony, ci ludzie są tak b. wiarygodni swoją kulturą i uczciwością, że tak chyba musiało być. Kim byli ci, którzy dopuścili się takich okrutnych morderstw i w takiej skali?  A kim są ci, jak powyżej Robert K i inni, którzy starają się za wszelką cenę przeinaczać historię? Wydaje mi się, że nie chodzi tu tylko o wybielanie bandytów, ale podtrzymanie "morale", czyli gotowości bojowej … Widać to po rosnących na Ukrainie, jak grzyby po deszczu pomnikach baderowców i agresywnych manifestacjach. Z jaką swobodą stawiani na równi są AKowcy z banderowcami? Uważam, że to poważne przestępstwo, winno być karane, jak kłamstwo oświęcimskie. Najgorsze to, iż ta buńczuczna swoboda ma miejsce na terenie naszego kraju!. Jeśli nie ma takiego mechanizmu, to są sądy. Czemu organizacje kresowe nic w tym zakresie nie robią? Związek Żołnierzy Armii Krajowej na pewno nic nie zrobi, bo tam rzącą tacy sami, jak Polską. Widać to gołym okiem, (rzecznik prasowy AK opluwa Polską 100-tysięczną młodzież polską z marszu 11 listopada w Święto Niepodległości " to ultranacjonalizm, faszyzm, ksenofobia itd) Tak poza tym, wydaje mi się, że Ukraina jest nam potrzebna, jak dziura w moście. Chyba tracimy niepowtarzalną dzijową szansę, chociaż takich przemyśleń, artykułów, jak pana B. Piętki jest coraz więcej, -na logiczne, optymalne miejsce w tej części Europy. Należy sobie i innym uświadomić, że Rosja, to nasz sąsiad, a nie USA z nadzieniem.

  14. Paweł napisał(a):

    Zauważcie też,że tę "gotowość" bojową, jak to określił Stanisław, mocno podtrzymuje diaspora ukraińska, przede wszystkim w Kanadzie. Swego czasu czytałem o ich kongresie, który odbył sięchyba jeszcze w latach 90, na którym zdecydowanie wspierają oni nie tylko działalność obecnej OUN UPA , ale również szczegółow planują działania antypolskie – jak choćby zagarnięcie wschodnimi województwami Polski ( wg nich zakerzonia). To,że teraz nie mówią zbyt wiele o antypolskich planach nie świwadczy o tym,że ich nie ma…czekajmy więc dalej aż wkórtce po zmianach na ukraińie( a takie są chyba już nieuchronne) i dojściu do władzy zachodnioukraińskich faszystów okaże się ,że mamy za wschodnią granicanajbardziej szowinistycznego, groźnego faszystowskiego sąsiada. Tylko czy wtedy nie będzie już za późno?

  15. Paweł Rembecki napisał(a):

    Należy zadać sobie pytanie: Skąd bierze się ten antyrosyski "odruch psa Pawłowa", pośród elit Post-PRL?

    Myślę, że z konstatacji smrodu, brudu, etc., jaki pozostał po okresie PRL. Na temat jego przyczyn można postawić kilka hipotez:

    1) Hipoteza systemowa – wynika to z niezdolności systemu socjalistycznego do zapewnienia dobrobytu na dłuższą metę. Niezależnie od tego, czy socjalizm wdrażany jest przez ludzi gorszych, lepszych, uczciwych, mniej uczciwych – musi skończyć się upadkiem narodu, który przeżera. Przykłady Niemiec, Korei a w pewnym stopniu także Mołdawii, Azerbajdżanu i Tadżykistanu to przykłady par terytoriów zasiedlonych przez tę samą ludność, znajdujących się pod włądzą różnych państw. Zawsze lepiej żyło się ludziom pod władzą systemu mniej opiekuńczego.

    Ta hipoteza ma podstawową wadę taką, że jednoznacznie określa przyszłość socjalistycznego tworu jakim jest UE. Kto chce widzieć w UE wyzwoliciela i protektora, musi być zwolennikiem jakiejś teorii alternatywnej. Np:

    2) Polacy śmierdzą i są głupi. Jako organicznie niezdolni do dbałości o samych siebie, powinni być rządzeni przez agendy UE.

    3) Rosjanie śmierdzą i są głupi. Narzucili swoje obyczaje Polakom. Gdyby nie rządzili u nas Rosjanie, tylko UE, to wszystko by było dobrze.

    Zwolennicy hipotezy 2) są po prostu Unio-entuzjastami. Hipoteza 3) to antyrosyjski manicheizm. Punktem wspólnym dla opcji 2) i 3) jest akceptacja UPA jako siły przewodniej dla całej Ukrainy, w takim kształcie jaki nadał jej tow. Chruszczow, oraz jeszcze dla kilkunastu powiatów Post-PRL (tzw. Zakierzonnia). 

  16. Alina napisał(a):

    Szanowny Panie Bogdanie!  Brawo za niesamowite i prawdziwe informacje historyczne !!!

    Od 2006 r interesuję się sprawami mordów upa (oczywiScie nie tylko na Wołyniu) i nieco "wgryzłam się" w tę tematykę. Wiem tylko o 1(!) przypadku "współpracy" WIN z bandytami upa przy rozbiciu więzienia ub w Hrubieszowie, za co ci którzy podjęli współpracę zostali przez swoich dowódców potępieni .Pan Robert ulega propagandzie ounowskiej, czyta to co te oszołomy rozgłaszają. Niech poczyta wspomnienia ludzi którzy to piekło przeżyli, którzy po traumatycznych przeżyciach osiwieli w ciągu 1 nocy, którzy stracili mowę !!!

    Panie Bogdanie wielkie dzięki i ogromny szacunek za prostowanie tego co jest trudne .

     Pozdrawiam!!!

  17. Robert K. napisał(a):

    Szanowni komentatorzy odnoszący się do mnie. Ja w swoich wypowiedziach nie rozwodzę się na temat faktów, natomiast nacisk kładę na potrzebę szkolenia się w zakresie PR. Jeśli nie nauczymy się skutecznie uprawiać propagandy, to to będzie z naszej strony grzech zaniedbania. Nie wystarczy przytaczać same fakty na forum publicznym. To potrafią robić dzieci, które regularnie uczęszczały na lekcje historii. Ja proponuję stać się dorosłym, i nauczyć się uprawiać propagandę. W zrozumieniu tego może nam pomóc ekspert z zakresu wojny informacyjnej czy propagandy, mianowicze doc. J. Kossecki. A oto Jego oferta kierowana m.in. do nas z zaledwie sprzed miesiąca:



    Pamiętajmi słowa Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego skierowane do nas: "Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się".

    A więc chciejmy takich ludzi jak doc. Józef Kossecki i korzystajmy pełnymi garściami z Jego wspaniałego dorobku i doświadczenia. Nie bądźmy obojętni!

     

     

  18. Robert K. napisał(a):

    P.S.

    Oczywiście chodzi o link:



  19. oda napisał(a):

    Rosja przyznała się do Katynia, Ukraina do Wołynia – nie.
    Rosja nie czci ludobójców (do Stalina i komunizmu stosunek ambiwalentny), Ukraina – tak.
    Rosja nie ma roszczeń terytorialnych co do Polski, Ukraina ma do tzw. Zakierzonia.
    Rosja nie ma polityki historycznej opartej na wrogości do Polski, Ukraina – tak.
    Rosja nie tępi u siebie polskości, Ukraina – tak.
    Jedyne podobieństwo to dbanie o swoje interesy narodowe. W wypadku Rosji jest to jednak nazywane imperializmem, mocarstwowością, zastraszaniem, itp.
    Dlaczego więc straszy się nas imperialnym potworem rosyjskim, a Ukraina to nasi rzekomi przyjaciele?

    A sprawa gazociągu Jamal II, który miał iść przez Białoruś i Polskę z pominięciem Ukrainy? PiS z innymi politykami się wtedy awanturował, że byłby to cios w plecy Ukrainie i straszył Trybunałem Stanu za kontakty na temat podpisania tejże umowy. Jak Rosja zrezygnowała i zbudowała kolejne nitki gazociągu z pominięciem Polski, to wtedy wszczęli krzyk, że nie przechodzą one przez Polskę (Ukraina wtedy standardowo milczała w obronie polskich interesów). Koniec złudzeń co do tych tak zwanych "patriotów". Zniszczyliby Polskę, byle tylko zrobić dobrze Ukrainie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *