banner ad

„Monarchia to system naturalny”. Wywiad z JW Bertrandem de Orléans e Bragança

| 18 marca 2016 | 2 komentarze

PRC_Dom BertrandSto lat od wprowadzenia rządów republikańskich 20% ankietowanych wciąż preferuje Monarchię. Pod berłem króla panowała harmonia socjalna, zniesiono niewolnictwo, a Brazylia miała drugą co do wielkości marynarkę wojenną na świecie – mówił w 1993 r., w wywiadzie dla czasopisma „Christianita”, następca tronu Brazylii, JW Bertrand de Orléans e Bragança.

Giovanni Cantoni: Jaka jest sytuacja w Brazylii, gdy chodzi o system rządów?

Bertrand de Orléans e Bragança: Brazylia narodziła się jako integralna część portugalskiej monarchii, raczej jako zamorska kolonia, i tak egzystowała aż do 7 września 1822, daty ogłoszenia niepodległości. Ta proklamacja nie ma charakteru agresywnej separacji od ojczystego kraju, ale przychodzi jako bieżąca i przewidywalna konsekwencja na terytorium podwładnym Domowi Królewskiemu Portugalii w postaci regenta don João, który pozostawił Półwysep Iberyjski, uciekając przed inwazją napoleońską, i który pozostawał w Brazylii nieustannie od 1807 do 1821, z podniesieniem tego zamorskiego terytorium w 1815 do rangi królestwa zjednoczonego z Portugalią, stąd João VI. Ponieważ cały czas jest szczególnie nieszczęśliwy dla portugalskiej ojczyzny, w której 24 sierpnia 1820  wybucha liberalna rewolucja w Porto, 26 kwietnia 1821 don João VI jest wezwany do powrotu na Stary Kontynent, zostawiając na zamorskim terytorium starszego syna, don Pedro, któremu przy odjeździe daje taką radę: „Pedro, jeśli Brazylia się odłączy, cokolwiek się stanie, w swoich działaniach masz pozostać oddany i lojalny wobec mnie”. W ten sposób, w Brazylii ryzyko rewolucji mogło tkwić w „antycypacji” przez sugestię – i  za zgodą – obecnego króla: po krótkim okresie regencji, 7 września 1822, na brzegu niewielkiego strumienia Ipiranga, w San Paulo, don Pedro proklamuje niepodległość, 14 września, w Rio de Janeiro, ogłosił się Konstytucyjnym Władcą i Wiecznym Obrońcą Brazylii, i nadał faktowi moc urzędową 12 października, co przypieczętowany 1 grudnia 1822  przez koronację: i to jest Pedro I.

A więc, niepodległość bez rewolucji…

Dokładnie. Ponieważ Brazylia ma w świecie latynoamerykańskim status specjalny, w dzięki niepodległości uzyskanej nie drogą rewolucji, lecz raczej przez emancypację. I ten statut się utrzymuje aż do 15 listopada 1889, gdy nie żadna rewolucja, ale bardziej skromny akt znosi instytucję monarchii. Warto wspomnieć, że jednym z powodów tego zamachu stanu jest stanowisko wielkich producentów kawy wobec Lei Áure, „prawa złota“, zgodnie z którym regentka, księżniczka donna Isabel, w maju 1888, zakazała  niewolnictwa, przełamując opór rządu, który chciał je utrzymać. I czyni to „w pechowym momencie”, tuż przed porą zbiorów kawy, co powoduje katastrofę ekonomiczną, która jednoczy przeciwko monarchii wielkich producentów tego produktu, których pozycja wobec abolicyjnego prawa pogarsza się przez fakt, że rynek przesuwa się w kierunku najpoważniejszego kryzysu, akt wyswobodzenia niewolników miał ją jeszcze pogorszyć. Ale sami puczyści są zaskoczeni uzyskanym efektem: księżniczka dziedziczka chciałaby stawić opór, ale don Pedro II jest teraz w Petropolis, około 50 km na północ od Rio de Janerio. Mimo rad zięcia, książę Gaston di Orléans, hrabia d’Eu, odmawia udania się do centralnej części kraju, gdzie ma więcej zwolenników. Gdy udaje się do Rio de Janeiro, trwa tam pucz przygotowany przez konspiratorów – między nimi oczywiście wielu wojskowych – 17 listopada 1889 zmusza to rodzinę królewską do opuszczenia kraju na pokładzie statku: to jest wygnanie. Imperator nie sądził, że bunt jest poważny, także dlatego, że jeszcze w sierpniu tego samego roku, a więc kilka miesięcy przed końcem monarchii, stronnictwo republikańskie – które było legalne, od kiedy rząd był monarchią parlamentarną – liczył tylko dwóch deputowanych! Ale dzięki żołnierzom, w których głowach [potem] mit Rewolucji Francuskiej był bardzo silny, wszystkie sąsiednie stany zostały zajęte przez rządy republikańskie. I jeśli ktokolwiek sądził, że chodzi o rządy postępowe itd.: to były to głosy powszechne wśród burżuazji, a nie wśród ludu.

Bez poparcia powszechnego, jakie szanse na przetrwanie miał ustrój republikański?

Gdyby rzecz dotyczyła republiki „prowizorycznej”, o której się czyta w pierwszym artykule dekretu tychże zwycięskich spiskowców, wydanego 15 listopada 1889. Jest  artykuł 7, który przewiduje referendum. Natomiast było tak, że wygnano naszą rodzinę i zakazano każdej akcji politycznej filomonarchicznej, po pierwsze przez „dekret tamujący” z dnia 23 grudnia 1889, potem poprzez klauzulę – tak zwaną Clausula Pétrea – zawartą w pierwszej Konstytucji republikańskiej z 1891, i podtrzymaną w tej z 1934, 1946 i 1967. Przepisy dotyczące emigracji – Lei do Banimento – zostały odwołane we wrześniu 1920, podczas gdy te zakazujące propagandy na rzecz restauracji monarchii – Clausula Pétrea – zostały unieważnione 17 marca 1988. Co do tego ostatniego przepisu, rzeczy miały się tak: w 1985, w wyniku długiego procesu Aberdury – czyli procesu od ustroju wojskowego do państwa prawa, zainicjowanego w latach 70. – rodzi się tak zwana Nowa Republika; następnie, razem z wyborami 15 listopada 1986, zostaje wybrane Zgromadzenie Narodowej Konstytuanty – która z czasem przekształca się w Parlament; potem mój brat don Luiz pisze list – datowany 7 września 1987 – do członków tego zgromadzenia – zwracając uwagę na niespójność zakazu „każdej propagandy na rzecz restauracji monarchii”, i cała instytucja decyduje wielką przewagą głosów nie tylko skasować z nowej konstytucji ten zakaz, ale 2 czerwca 1988 wzywa też do referendum instytucjonalnego, przewidując je 7 listopada 1993[1]. Zauważmy, że z korzyścią dla tej decyzji głosowali nawet komuniści. Tak, od 1988 dyspozycje, które zakazywały każdej propagandy na rzecz monarchii, są uchylone i otwiera się konkretna możliwość Restauracji. 

Jaka jest szansa, że referendum da rezultat pozytywny dla Restauracji?

Rzecz nie tyczy się jakiejś chimery: w lutym 1989 sondaż zrealizowany przez prawicowy dziennik wykazał, że 21% elektoratu preferuje monarchię. Dzisiaj wynik byłby lepszy. Rzeczywiście, przede wszystkim wśród ludu obecna jest nostalgia za systemem monarchicznym: pamięć regencji donny Izabel, szczególnie dzięki Lei Áurea, jest bardzo żywa, tak jak uderza fakt, że od 1822 do 1889 w Brazylii zostały nam oszczędzone niepokoje i łańcuchowe zamachy stanu, charakterystyczne dla życia politycznego ameryki Łacińskiej po „dekolonizacji”. Czas Imperium stał się dla Brazylii okresem wielkiej harmonii socjalnej i znacznego postępu: wystarczy przypomnieć, że w 1889 Brazylia miała flotę wojenną pod względem wielkości drugą na świecie i stała się drugim państwem, po USA, które zainstalowało linie telefoniczne. Z tego punktu widzenia zrozumiałe jest, że ludność coraz bardziej natarczywie zadaje pytanie, czy obecna sytuacja nie jest skutkiem systemu republikańskiego i czy nie jest to powód do restauracji systemu, który wydał tak dobre owoce w przeszłości. Lud rozumie nadzwyczaj dobrze, że monarchia to system naturalny, pamięta i czuje nostalgię: obserwatorom, którzy nie są szczególnie zorientowani, umyka, na przykład, że kostiumy używane podczas karnawału w Rio to są te z czasów imperium. Ta rzeczywistość została dobrze ujęta w określeniu jednego z polityków nazwiskiem Ruy Barbosa, urodzonego w Bahia w 1849 i zmarłego w Rio de Janeiro w 1923, republikanina i ministra pierwszego rządu republikańskiego, według którego „w każdym republikaninie drzemie monarchista”.

To ważna obserwacja, przede wszystkim wskazująca na wielką gotowość opinii publicznej, którą pragniemy oświecić, informować i, krok po kroku, rezultaty się poprawią. Ruch monarchistyczny, który się organizuje w ramach Círculos Monárquicos i Juventude Monárquica do Brasil, rozwija się bardzo szybko, szczególnie wśród ludu. Największe skupiska są w Rio de Janeiro, Sao Paulo i na Zachodnim Wybrzeżu. Nie stworzyliśmy partii, bo król nie ma kolegów partyjnych, jest ponad partiami. Mamy sympatyków w już istniejących partiach i, również jeśli chodzi o wsparcie finansowe, środki w Brazylii są bardziej niż wystarczające, więc odrzucamy szukanie wsparcia za granicą.      

Potem od kwestii wizerunku politycznego, uwaga światowej opinii publicznej przesunęła się na kondycję ekonomiczną Brazylii…

Od 1889 do dziś, sto lat Republiki ma efekt w postaci niepowodzenia: Brazylia miała 38 prezydentów Republiki, z których 10 elektów dotrzymało terminu, na jaki mieli mandat, 6 elektów obalonych, 1 zdymisjonowany, a 2 elektów zmarłych przed objęciem urzędu, 1 objął udział siłą, dwie junty wojskowe, dwóch wiceprezydentów, którzy dotrzymali terminów mandatu swoich prezydentów, 1 wybrany, którego osadzenie zostało uniemożliwione, 5 tymczasowych, 5 wojskowych, na czele dyktatury, 1 elekt, który został dyktatorem… Krótko mówiąc, prawie 20 przewrotów i długie okresy dyktatury.

Mimo tego wszystkiego Brazylia jest krajem w doskonałej kondycji i poprawia się z dnia na dzień. W rzeczywistości, mimo bezsensownych rządów, jak te republikańskie, jest jeszcze w stanie przetrwać. Zadłużenie zagraniczne Brazylii jest imponujące, liczone w 20 miliardach dolarów, ale dla kraju nieprzeciętnie bogatego w dobra naturalne jest to cyfra niska: np. sama kopalnia żelaza w Carjas, w stanie Pará, jest w stanie zapewnić dochód w wysokości dziesięciokrotnej wysokości długu zagranicznego. 

Ta brazylijska ekonomia jest jedną z najbardziej szkodliwych na naszej planecie, z powodu ponadnormatywnej i bezużytecznej machiny państwowej: państwo wydaje więcej, niż zyskuje, i oto dlaczego przetrwały struktury marnotrawne i bezczynne, które uciskają wolną inicjatywę, i one powinny być wyeliminowane. To znaczy, aby podnieść brazylijską gospodarkę, trzeba sprzyjać wolnej inicjatywie, zagwarantowanej zawsze przez własność prywatną, i wprowadzić dla administracji publicznej zasadę pomocniczości, podczas gdy ona się nadmiernie scentralizowała. W rzeczywistości, w około ¾ ekonomia brazylijska zależy od państwa i to paraliżuje największą populację Nowego Kontynentu, można stwierdzić, że u podstaw favelas [slumsów] stoi latyfundium publiczne, wielkością równe całej Wspólnocie Europejskiej, które uniemożliwia budowę dróg, silosów, uniemożliwia w zasadzie każdą inwestycję przemysłową.

Jaka jest hipoteza instytucjonalna na przyszłość?

Nie wszystko jeszcze zostało zdefiniowane, ale myślimy, że nie powinniśmy czynić tak, jak czyniła Republika, która skopiowała konstytucję USA, która nie jest odpowiednia dla naszej mentalności.  Winniśmy inspirować się naszymi tradycjami. Będzie monarchia parlamentarna, którą charakteryzował się system imperialny. To układ, uznany przez wszystkich politologów za najbardziej oryginalny: „władza moderowana” suwerena. W jego obrębie trzy klasyczne formy – ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza – będą sąsiadować z czwartą władzą, w osobie suwerena, przeznaczonego do tego, by utrzymywał koordynację między pozostałymi formami, i aby unikać tego, co dzieje się wszędzie, czyli dominacji jednej z nich. W imperium, w Brazylii, takie zjawisko nie miało miejsca. W rzeczywistości, póki państwo nowoczesne będzie wtrącać się we wszystko i wchodzić w każdy sektor życia, przejmować odpowiedzialność osobistą obywateli i rodzin, trzeba będzie środka zapobiegawczego, by te trzy klasyczne poziomy władzy nie dręczyły obywateli i nie naruszały „najwyższego dobra narodu”, jak mówi Konstytucja Monarchiczna. Niech raczej będzie król, który trzyma władzę. Chodzi o króla, który wpływa na rząd w wytycznych generalnych, jak to uczyniła przedtem donna Isabel, doprowadzając do zakazu niewolnictwa, i który identyfikuje swoje powołanie osobiste z tym, jakie ma jego lud, urzeczywistniając cnoty i w jakiś sposób broniąc jego interesów.        

Giovanni Cantoni, Wywiad z Bertrandem de Orléans e Bragança („Cristianita“, nr 184-185, 1993), tłum. Aleksandra Solarewicz      

Książę Bertrand Orleański-Bragança, właściwie: Bertrand Maria José Pio Januário Miguel Gabriel Raphael Gonzaga de Orléans e Braganca (ur. 2 lutego 1941, w Mandelieu-la-Napoule (Francja) – członek cesarskiej rodziny Brazylii, obecny tytularny następca tronu Brazylii.

 


[1] Plebiscyt odbył się. Monarchiści rzeczywiście uzyskali ponad 20% głosów. Brazylia pozostała republiką.

 

 

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Myśl, Społeczeństwo

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Jacek Bartyzel napisał(a):

    Wszystko pięknie, tylko imiona władców się spolszcza, więc João to Jan VI, Pedro to Piotr, Isabel to Izabela (albo Elżbieta), a Luiz to Ludwik.

  2. AS napisał(a):

    Dziękuję, Panie Profesorze. Obawiałam się nie przekręcić, więc dla bezpieczeństwa zostawiłam w oryginale. Będę pamiętać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *