Malkiewicz: Marcel Lefebvre – mąż opatrznościowy i prawdziwie ludzki

| 26 lipca 2016 | 0 Komentarzy

42-16804389Misterium Bożych zamysłów realizuje w życiu chrześcijan wypełnienie dzieła Odkupienia, czasem w stopniu heroicznym. Św. Joanna d’Arc, po swych spektakularnych sukcesach militarnych i niepodważalnie opatrznościowej misji, została zdradzona, pojmana przez wrogów, uznana przez trybunał kościelny za heretyczkę i czarownicę, a następnie spalona na stosie przez Anglików. Jednak stosunkowo szybko, jeszcze za życia jej współczesnych, Rzym unieważnił wyroki i kary na nią nałożone, całkowicie zrehabilitował Dziewicę Orleańską, a w kilka wieków później wyniósł francuską bohaterkę na ołtarze.

Arcybiskup Marcel Lefebvre – po zasłużonej, niepospolitej posłudze jako misjonarz i biskup misyjny, przedstawiciel Ojca Świętego na Afrykę francuskojęzyczną, a w końcu generał duchaczy – założył za aprobatą i przy wsparciu władz kościelnych opatrznościowe dzieło, Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X. W epoce, w której na skutek ataków z zewnątrz i wewnątrz Kościoła kapłaństwo katolickie przechodziło największy kryzys tożsamości od czasu swego ustanowienia przez Pana Jezusa, francuski duchowny założył dzieło mające odnowić kapłaństwo, kształcić kapłanów i pomagać im w dążeniu do świętości. Przeszło pół wieku po założeniu Bractwa Św. Piusa X można z całą pewnością stwierdzić, że działania Arcybiskupa były opatrznościowe. Szybko jednak francuscy biskupi uznali swego brata w episkopacie za odszczepieńca, a jego postawa wierności wobec Tradycji i niezaprzeczalnych obowiązków katolickiego biskupa ostatecznie została ukarana, w oczach ludzkich, najcięższymi karami kościelnymi… Tymczasem niecałe dwadzieścia lat po jego śmierci, co z punktu widzenia historii jest okresem bardzo krótkim, Rzym rozpoczął proces rehabilitacji „czcigodnego męża Kościoła” – jak określił go Benedykt XVI – i nie można wykluczyć, że proces ten zakończy się wyniesieniem „czcigodnego” Marcela na ołtarze.

Rozważając w niniejszym artykule świętość życia i osoby francuskiego arcybiskupa bynajmniej nie chcemy rozstrzygać przyszłego osądu, który ze swej natury należy do władzy kościelnej. Można jednak pisać o jego „świętości” w znaczeniu, jakiego pospolicie używa się w stosunku do osób żyjących i zmarłych w „opinii świętości”. Do takich zaś niewątpliwie należy abp Marcel Lefebvre, przynajmniej w oczach katolików dostrzegających nadzwyczajną sytuację w Kościele, uzasadniającą najtragiczniejszy wybór w życiu Arcybiskupa, tj. sprzeciw papieżowi.

Geneza świętości – zadanie dla historyków i teologów mistyki

Świętym zostaje się spełniając coraz doskonalej wolę Bożą wyrażoną w prawie Bożym, radach ewangelicznych, okolicznościach codziennego życia czy też dopustach Opatrzności Bożej. Dojście do świętości wiąże się z pełnym rozwinięciem życia bożego w duszy, co jest niemożliwe bez bolesnych oczyszczeń, na skutek których rzeczywiście Bóg, a nie własne ego, rządzi i kieruje daną osobą. Niezależnie od natury tych towarzyszących uświęcaniu się doświadczeń, jak uczy historia Hioba w Starym Testamencie, mogą być one najróżniejsze – ich cel jest w sumie jeden: oczyścić w duszy przyczyny teologicznych cnót wiary, nadziei i miłości. Uwypuklają się wówczas boże motywy wiary – autorytet Boga objawiającego (a nie względy ludzkie bądź przyzwyczajenia czysto społeczne), nadziei – miłosierna pomoc Boga (a nie własne siły czy zasługi) oraz miłości – Bóg godny miłości ponad wszystko (niezależnie od tego, czy nam słodko błogosławi, czy nas ciężko doświadcza). Wraz z rozkwitem cnót teologicznych następuje także coraz większe zjednoczenie woli ludzkiej z wolą Bożą. Pod tym względem, tak „doświadczalnie” pojmowana droga do świętości Marcela Lefebvre’a pozostaje tematem otwartym do zbadania przez historyków i teologów mistyki. I choć nie jest to najważniejszy aspekt czyjejś osobistej świętości, warto pamiętać, że proces ten zachodzi u każdej osoby szczerze szukającej Boga, stąd jego poznanie jest lekcją dla wszystkich, a w szczególności pociechą dla dusz doświadczanych przez oczyszczenia.

Wyznawca wiary a (tradi)faryzeusze

Pierwsza rzecz, jaką należy rozpatrzyć w przypadku świątobliwości jakiegokolwiek biskupa, to jego stosunek do krzewienia autentycznej wiary katolickiej. Pod tym względem Marcel Lefebvre był niewątpliwie prawdziwym pasterzem głoszącym „w porę i nie w porę” naukę Bożą, odważnie piętnującym współczesne błędy godzące w objawiony przez Boga depozyt.

W szczególności arcybiskup Lefebvre zachował w Kościele naukę o tym, co najważniejsze w życiu ludzkim – oddawanie czci Panu Bogu poprzez Ofiarę Jego najmilszego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa, która jest uobecniana w każdej Mszy świętej. W łączeniu się we Mszy świętej z Ofiarą Pana Jezusa widział on wypełnienie naszego powołania do świętości, ofiarę zadośćuczynienia Panu Bogu za grzechy nasze i całego świata, ale także dzieło krzewiące cywilizację, zmieniające pogan w chrześcijan, czego naocznie doświadczył jako misjonarz i biskup w Afryce. Nauka o Mszy świętej widoczna jest praktycznie we wszystkich jego kazaniach, wykładach czy książkach, a przede wszystkim była praktykowana w jego codziennym życiu. Zresztą to właśnie miłość do Mszy świętej wszech czasów najdobitniej podsumowuje reakcję Arcybiskupa na autodestrukcyjną rewolucji w Kościele po II Soborze Watykańskim, jak sam określił tę współczesną tragedię papież Paweł VI. Miłość Marcela Lefebvre’a do Mszy świętej została również potwierdzona a contrario, przez jego wytrwanie wbrew nienawistnym i krzywdzącym działaniom hierarchów, którzy konsekwentnie zwalczają tradycyjną Mszę świętą aż po dziś dzień, mimo zachęty i ustaleń papieża Benedykta XVI, powszechnie hamując rozwój duszpasterstw tradycyjnych!

Po drugie, wobec postępującej dechrystianizacji społeczeństw Zachodu, wierny nauczaniu encykliki Quas primas Piusa XI założyciel Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X nieugięcie głosił prawa Boga do panowania nad społeczeństwami, prawa Pana Jezusa do otrzymywania czci od zorganizowanych społeczeństw, czyli od państw. Można powiedzieć, że nauczanie to było wręcz prorocze i jest wciąż aktualne: doświadczony afrykański misjonarz bardzo dobrze wiedział, że „nie można dwóm panom służyć”, a skoro narody odwrócą się od panowania Chrystusa, bardzo szybko popadną w niewolę błędu, zaślepienia i Szatana, co dziś staje się najsmutniejszą rzeczywistością, gdy coraz więcej państw ustawowo zatwierdza grzechy wbrew naturze, a papież Franciszek publicznie stwierdza, że państwa wyznaniowe powinny pozostać reliktem przeszłości.

Należy jednak zaznaczyć, że gorliwości o prawo Boże towarzyszy nieodzowna pokusa kamienowania grzeszników – przynajmniej w sensie duchowym, czy też proszenia Chrystusa o zesłanie ognia niebieskiego na Samarytan… Faryzeizm jest ciągłym niebezpieczeństwem towarzyszącym postawie obrony czci i nauki Bożej. Trudno zaś dopatrzyć się w postawie francuskiego duchownego cienia faryzeizmu – wręcz przeciwnie, nawet jego wrogowie podkreślali jego łagodność i dobroć, której wiele przykładów można przeczytać w świetnej biografii pióra bp. Bernarda Tissier de Mallerais’ego. Na myśl przychodzi tu szczególnie jego postawa wobec obcych księży wizytujących seminarium w Ecône. Gdy odwiedzali go duchowni krytykujący jego postawę, nie rokujący nadziei na przekonanie ich do Tradycji, wierny swemu mottu biskupiemu (Et nos credidimus caritati – I my zawierzyliśmy miłości) Marcel Lefebvre po prostu okazywał im wówczas ogromną serdecznośćPrzykładów tej serdeczności wobec innowierców, jak muzułmanów w Senegalu czy protestanckiego doktora Schweitzera w Gabonie (którego notabene ówczesny ojciec Marcel zapraszał do grania na fisharmonii w katolickim kościele!), nie brakuje. Jednakże tylko święci są w stanie pogodzić największą gorliwość o chwałę Bożą, o czystość wiary, bez której nie ma zbawienia, z najgłębszą łagodnością wobec grzeszników i serdecznością wobec innowierców. Tak więc zachowanie Marcela Lefebvre’a, łączące tak odmienne postawy, świadczy o jego niepospolitej, świątobliwej cnocie wielkoduszności.

Mąż prawdziwie ludzki i wielkoduszny

Z wielką pomocą zrozumienia tego zjawiska przychodzi teologia, gdyż, jak naucza św. Tomasz z Akwinu, cnota wielkoduszności wszystkie cnoty czyni wspanialszymi, quæ omnes virtutes majores facit. Tak więc zachowanie człowieka świętego będzie w istocie „wspaniałe”, łącząc w sobie rzeczy pozornie sprzeczne, co trafnie komentuje inny dominikanin, ojciec Réginald Garrigou-Lagrange: „W doskonałej duszy pokorze i łagodności towarzyszą pozornie przeciwne, lecz w rzeczywistości dopełniające je cnoty męstwa i wielkoduszności; są to jakby dwie przeciwne strony sklepienia ostrołukowego, które podtrzymują się wzajemnie”. W pewnym sensie wspomniana trwała wielkoduszność jest oznaką rzeczywistej świętości, z której wynika ten „wspaniały” humanizm. Tak naprawdę tylko autentyczni święci są naprawdę ludzcy, tylko świętość pozwala osiągnąć prawdziwy humanizm. Wynika to stąd, że rzeczywista doskonałość ludzka wiąże się nierozerwalnie z rozkwitem życia nadprzyrodzonego w duszy, którego szczytem jest pełne działanie darów Ducha Świętego. Za pomocą bowiem tych darów Bóg kieruje działaniami ludzkimi, czyniąc je wręcz boskimi.

I znów przykładów tego bożego humanizmu Marcela Lefebvre’a nie brakuje. Bp Tissier de Mallerais przytacza jedną sytuację, gdy odprawiwszy Mszę świętą w Suresnes we Francji Arcybiskup zabrał swego ministranta do kuchni i przygotował mu kilka kanapek, aby młody chłopak nie poszedł głodny do szkoły. Świeccy kierowcy też często opowiadali – i wciąż opowiadają – o jego wysokiej, lecz niekrępującej kulturze obcowania z drugim człowiekiem, o jego życzliwej wdzięczności. Arcybiskup Lefebvre zaprosił kilkakrotnie swych kierowców wraz z małżonkami na wakacje, podczas których on redagował swe książki, a jego „podopieczni” wybornie się bawili (na koszt swego dobroczyńcy).

Godna uwagi była jego dbałość o szczegóły. Jeśli trzeba było, francuski biskup sam zmieniał obrus ołtarzowy czy chwytał za miotłę, aby móc odprawić Mszę świętą w otoczeniu godnym przyjścia Pana Jezusa. Dawał również w ten sposób przykład swym kapłanom, że mądrość teologii nie zwalnia z dzieł pospolitych czy zdrowego rozsądku. W pewnym sensie ten wątek „ludzkości” Marcela Lefebvre’a należałoby rozwinąć w najróżniejszych kierunkach, tak bowiem pewne skrzywienie umysłowe chciałoby nam wmówić, że wielkoduszność jest przejawem pychy, że święci nie powinni być ludzcy, że łaska uświęcająca zastępuje zdrowy rozsądek i myślenie, że nauka wystarcza, aby uczynić z kogoś porządnego człowieka lub odpowiedniego kapłana. Pozostawmy jednak te rozważania każdemu z osobna, w zależności od własnych skłonności i potrzeb pracy nad sobą.

Wnioski

Istnieją postawy świątobliwe czy też wydarzenia opatrznościowe, bardziej godne podziwu niż możliwe do naśladowania. Z pewnością do tych należą niektóre nadzwyczajne osobiste decyzje czy poczynania arcybiskupa Marcela Lefebvre’a. Jak jednak staraliśmy się to przed chwilą wykazać, szereg jego cnót może być przykładem zarówno dla kapłanów, jak i nawet świeckich. W tym celu najlepiej zapoznać się z życiem francuskiego duchownego, uzupełniając lekturę biografii bp. Tissier de Mallerais’ego świetnym filmem dokumentalnym poświęconemu osobie założyciela Bractwa Św. Piusa X.

Po drugie, pamiętajmy o wdzięczności Panu Bogu za dar, jakim ksiądz i biskup Marcel Lefebvre był dla całego Kościoła. Ponieważ zaś wychwalanie Pana Boga jest najwyższą formą wdzięczności, a wyniesienie świętych na ołtarze chwali Pana Boga, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy dziękując Panu Bogu modlili się prywatnie, sercem, o to, aby pewnego dnia niezłomne wyznanie wiary, doskonała miłość Boga i bliźniego oraz heroiczna roztropność Marcela Lefebvre’a zostały stwierdzone przez najwyższą władzę w Kościele i dane za przykład ogółowi wiernych poprzez zaliczenie go, jeśli Pan Bóg tak zechce, w poczet świętych.

 

Franciszek Malkiewicz

 

za: http://www.piusx.org.pl/

Kategoria: Inni autorzy, Publicystyka, Religia, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *