„Królowa Luiza: pruska Madonna”

| 30 stycznia 2016 | 0 Komentarzy

Louise_of_Mecklenburg-StrelitzRed. Magdalena Ziętek-Wielomska krótko rozprawiła się z niemiecką troską o polski nacjonalizm, pisząc: "Nacjonalizm niemiecki ma się całkiem dobrze". Rzeczywiście, Niemcy wyśmiewają naszą tradycję, ale dbają o swoje perełki historii. Należy do nich niewątpliwie "Luiza, królowa ludzkich serc", "bohaterka, matka dynastii, opiekunka narodu i męczennica". Pruska Madonna! Tak. Europejscy obrońcy demokracji i feminizmu stawiają za wzór taką kobietę. Na filmie z powtórnego pogrzebu Fryderyka Wielkiego dostrzegłam nawet transparent: "Prussia live!"

Niemiecka telewizja publiczna ZDF, znana Polakom np. z powodu wstrętnego "Unsere Mütter, unsere Väter", wyprodukowała serię filmów pt. "Kobiety, które tworzyły historię"  ("Frauen, die Geschichte machten"). Do serii głównych bohaterek historii, niemieckim zdaniem, należą Kleopatra, Joanna d'Arc, Elżbieta I, Katarzyna Wielka, Sophie Scholl i królowa Luiza Pruska właśnie.

Są to krótkie, może godzinne utwory w formie filmu kostiumowego z bieżącym komentarzem. W każdym z nich skrótowo przedstawiono życie bohaterki, która jest narratorką i przewodniczką przez dzieje swoje i narodu. Łatwo zrozumieć, o co chodzi, i osłuchać się z językiem obcym, stąd moje zainteresowanie serią.  

Królowa Luiza (1776-1810) jest bohaterką odcinka "Königin Luise: Die preußische Madonna". Luiza, jako księżniczka pochodząca ze starego i zasłużonego rodu, przeżywa dzieciństwo w księstwie Meklemburg-Strelitz. Gdy podrośnie, na balu w Frankfurcie nad Menem pozna przyszłego króla Prus, Fryderyka Wilhelma III. Zostaną wyswatani. Nastąpi ślub w Berlinie, nudne życie pałacowe, potem niepokój i batalie napoleońskie, i znowu pokój… Gdzieś w tle, krąży widmo śmierci, która zabierze ciężko chorą Luizę, gdy ta będzie miała zaledwie 34 lata. Wszystko to opowiada i komentuje sama Luiza. Z przyczyn oczywistych (nie jest to fabularny film sensu stricte), scenariusz jest oszczędny. Znaczące są próby zobrazowania architektury dawnego Berlina, z którego przecież zostało niewiele, a szkoda. 

Królowa Luiza jest przedstawiona jako osoba o prostej, niemal dziecięcej duszy. Nie zabiega o władzę polityczna ani militarną. W interesie narodu i poddanych, próbuje wywierać wpływ na męża, delikatnie, zakulisowo. To dobrze, że uniknięto maniery robienia z kobiety żołnierza. Jest osobą, która dzięki pięknu wewnętrznemu i zewnętrznemu, swojej  prostocie, oczarowuje bliskich, ale i dalszych znajomych Dworu. Wobec poddanych jest serdeczna i bezpośrednia. Gdy potrzeba, używa kobiecej siły i bezpośredniości. To ona namawia cara Aleksandra I do sojuszu przeciwko Napoleonowi. Wreszcie to ona, mając siłę i charakter, ma odwagę stanąć twarzą w twarz z Napoleonem, co nie przyniesie Prusom pokoju, ale przyniesie Luizie sławę królowej – bohaterki (spotkanie w Tilsit urosło już do rangi legendy).

Jej małżeństwo jest typowym małżeństwem zaplanowanym przez rodziców, które jednak dało szansę młodym, bo przypadli sobie wzajemnie do gustu. Mają dziewięcioro dzieci. Wbrew tradycjom pruskiego drylu, Luiza i Fryderyk poświęcają im dużo czasu. Kiedyś dwoje z nich będzie panować w Prusach, z czego Wilhelm I Hohenzollern będzie cesarzem niemieckim. Luiza stanie się matką niemieckiej monarchii, współtwórczynią niemieckiej potęgi, symbolem tożsamości narodowej. I kto jeszcze ma wątpliwości, że nacjonalizm jest rzeczą karygodną? Po prostu zależy, o czyją potęgę i interes chodzi…

Historia królowej Luizy jest ładna, choć, jak przyznają historycy niemieccy, tak naprawdę o królowej niewiele wiadomo. Przekaz o niej zachował się w ludowych opowieściach, choćby w listach, jakie pisał do niej mąż "w trakcie kampanii w Polsce" (czytaj: gdy Prusy napadły na Rzeczpospolitą). Rok temu uczestniczyłam w ciekawej prelekcji, gdzie dowiedziałam się, że niedawno odkryto szczątki kościoła Pamięci Królowej Luizy, któren stał za czasów niemieckich przy dzisiejszej ul. Krakowskiej, a został zburzony w trakcie oblężenia Breslau w 1945. Przewodnik miejska dodała, iż Luiza "próbowała również łagodzić politykę Fryderyka Wilhelma wobec Polaków". Może to i prawda, ale już to chyba skądś znam. Kiedy bowiem śledzę życiorysy żon naszych zaborców, dość często odkrywam schemat: "władca prywatnie był to człowiek łagodny i wrażliwy", po czym dalej: "żona jego próbowała wstawiać się za Polakami". Wiadomo, że w I połowie XX wieku Polskę okupowały artystyczne dusze. O, niegłupią jest moja teza o 120-letniej anielskiej opiece, zwanej przez nas mylnie zaborami.

Aleksandra Solarewicz

"Königin Luise: Die preußische Madonna", ZDF (2008)

 

Tags: , , ,

Kategoria: Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *