Kurdybacha: Ziemianin czy rycerz? Karta z dziejów polskiej ideologii wychowawczej

| 23 października 2015 | 0 Komentarzy

szlachta polska W literaturze staropolskiej na przestrzeni XVI i XVII stulecia spotykamy szereg utworów prozaicznych i poetyckich, poświęconych wychwalaniu wsi, jej uroku i rozkoszy życia ziemiańskiego,1 Treść tych zabytków przypomina niemal zawsze myśl przewodnią znanej powszechnie ody Horacego Beałus ille qui procul negotiis. Fakt ten jednak nie dowodzi bynajmniej, że wszystkie polskie pochwały stanu ziemiańskiego i związanej z nim ideologii zawdzięczają swoje powstanie pragnieniu pisarzy polskich naśladowania rzymskiego poety; na genezę bowiem tych utworów wpłynęły raczej rodzime zapatrywania szlachty polskiej na życie wiejskie, a Horacy dostarczył tylko doskonałego wzoru, ułatwiającego wyrażenie w pięknej fermie literackiej nurtujących w społeczeństwie zapatrywań.

Ugruntowanie się ich w mózgach szlacheckich poprzedziły głębokie procesy kulturalne i polityczno-gospodarcze. W początkach XVI wieku dała się szlachta porwać ogólno-europejskiemu entuzjazmowi dla nowoodkry-tych nauk humanistycznych, czego wyraźnym dowodem były liczne wyjazdy polskich scholarów szlacheckich na studia do uniwersytetów włoskich, a zwłaszcza padewskiego i bolońskiego, uchodzących wówczas za niewyczerpane źródła nowej wiedzy.2 Ta Polonia apud Italos scholasłica szukała u włoskich najsłynniejszych mistrzów wiadomości, jak zarządzano w starożytności klasycznej domem i państwem, uczyła się przemawiać do króla na sejmach pięknymi z Cycerona zaczerpniętymi zwrotami, poznawała dokładnie ustrój rzeczypospolitej rzymskiej, rozprawiała na dysputach uniwersyteckich nad metodami zachowania wywalczonych wolności politycznych a nawet wojowania z wrogiem. Zdobywszy w ten sposób gruntowne i wszechstronne — wedle ówczesnych zapatrywań — wykształcenie wracał młody peregrynant polski, pełen marzeń o pracy na szerokiej arenie życia publicznego, do ojczystego kraju, aby się tu przekonać w niedługim czasie, że wiedza literacko-humanistyczna nie wiele mu przynosi pożytku. Do pracy naukowej, pomimo wygłaszania na jej cześć częstych pochwał, nie miał szlachcic większego zamiłowania, a zawodowe jej uprawianie poczytywał sobie za ujmę. Gdyby zresztą opanowany zapałem potrafił przezwyciężyć uprzedzenia stanowe, to i tak praca naukowa w ówczesnych warunkach polskich nie zapewniłaby mu należytych środków utrzymania. Zdobyć je mógł wprawdzie stosunkowo łatwo w zawodzie kapłańskim, lecz nie każdy miał w tym kierunku powołanie. Pozostawała wobec tego jedynie służba w kancelarii królewskiej, zaszczytna wprawdzie, ale wynagradzana słabo, wskutek czego mógł jej się poświęcić tylko szlachcic, mający większy majątek rodzinny.

W tych specyficznych warunkach musiał niejeden szlachcic porzucić marzenia młodzieńcze o wielkiej karierze życiowej i osiedlić się na stałe we wsi, w której z głową, wypełnioną Cyceronem i innymi pisarzami starożytnymi, trzeba się było zabrać do gospodarki rolnej. Konieczność ta wywoływała początkowo niewątpliwie swojego rodzaju tragedie i załamania psychiczne- Z czasem jednak przyzwyczajał się były wychowanek uniwersytetów włoskich do wiejskiego trybu życia, a nawet uważał go za jedynie godny wolnego człowieka. Pod wpływem własnych doświadczeń rewidował tylko swój dawniejszy stosunek do studiów humanistycznych i wedle nowego już programu pragnął wychowywać synów. Dewizą tej oryginalnej, stworzonej na ziemiach polskich edukacji, było powszechne przeświadczenie, że szlachcic nie powinien być człowiekiem bardzo uczonym. Podczas nauki w szkole średniej i studiów uniwersyteckich nie należy więc obciążać jego głowy niepotrzebnym balastem naukowym, lecz ograniczyć się jedynie do tych przedmiotów, które mu umożliwią i ułatwią pracę życia codziennego, szczególnie zaś przyczynią się do lepszego spełniania obowiązków ziemiańskich. W ten sposób to, co było uważane początkowo za przykrą konieczność życiową, stawało się powoli powszechnie uznawanym zwyczajem, wpajanym już od dzieciństwa każdemu niemal szlachcicowi.

IDEAŁ ZIEMIAŃSKI

Wytworzony przez twarde warunki życiowe nowy typ człowieka w Polsce przedostał się niebawem na karty dzieł literackich, w których ubrano go już w dostojne szaty ideału, zalecanego do naśladowania ogółowi zwłaszcza średnio zamożnej szlachty. W takiej postaci widzimy go poraź pierwszy w Zwierciadle Reja. Człowiek „żywota pomiernego a spokojnego”, przywiązany szczerze i głęboko do wsi, do własnego gospodarstwa i rodziny, znający doskonale „przyrodzenie każdego zwierzątka, każdego ptaszka, każdego drzewka, każdego ziółka”, wykształcony w okresie młodzieńczym tylko w tych przedmiotach humanistycznych, które mogły mu przynieść realne korzyści w życiu, uczciwy w działalności prywatnej i publicznej, stawiający wyżej spokój sumienia i niezależność osobistą od najwyższych godności państwowych — oto krótko ujęty ideał pana na Nagłowicach, reprezentującego w tym wypadku poglądy szerszych kół szlacheckich. Powstanie ideału ziemiańskiego było tym łatwiejsze, że zajęcia około gospodarstwa rolnego dostarczały szlachcicowi nie tylko środków utrzymania, ale przysparzały mu nawet poważnych dochodów. Otwarte na Zachodzie nowy rynki zbytu dla produktów wiejskich i związane z tym podrożenie cen ziemiopłodów wpłynęły ożywczo na handel, z którego szlachcic obdarzony zupełną wolnością od opłat celnych umiał uzyskać wysokie dochody. Idące w ślad za tym bogactwa w połączeniu z średnim ogólnym wykształceniem wzmogły u szlachty poczucie własnej godności i dominującej roli politycznej, gospodarczej i kulturalnej w życiu całego państwa.

Świadomość ta zrodziła nie tylko dumę szlachecką i pełne zadowolenie z istniejącego stanu rzeczy, ale wywarła również duży wpływ na znany powszechnie konserwatyzm szlachty polskiej, broniącej się wszystkimi siłami przed jakimikolwiek reformami politycznymi w obawie, że mogą one zmniejszyć zdobyte przywileje i znaczenie. Aby je w pełni zachować zaczęła szlachta przez usta swoich przedstawicieli głosić, że wytworzone przez nią warunki społeczne i polityczne w Polsce są ze wszystkich innych możliwych najlepsze, a nawet wprost idealne. Dodać przy tym należy, że za ideał uchodził tylko szlachcic średnio zamożny, gdyż tylko majątek dziedziczny mógł mu zapewnić zupełną niezależność materialną, a wraz z nią i moralno-ideową.

Pierwsze ślady omawianego procesu ideowego w masach szlacheckich spotykamy już w połowie XVI wieku. Istnienie jego stwierdza z całą świadomością nieznany autor „Pieśni„, wychwalającej zajęcie szlachcica i jego życie na wsi. Wedle tego pierwszego teoretyka „kondycji ziemiańskiej” największym i nieocenionym skarbem każdego szlachcica jest niczym nieograniczona jego wolność osobista. Zapewnić ją może tylko życie wiejskie, bez względu na wielkość posiadanego majątku; chociażby bowiem szlachcic mieszkał na wsi nawet w domu strzechą krytym, posiada faktycznie więcej, niż gdyby w innych warunkach władał całym światem. Szczęście ziemianina – szlachcica polega na tym, że nie uznaje on żadnego nad sobą zwierzchnika, pracuje wtedy, kiedy na to ma ochotę, ubiera się według własnego upodobania, nie troszczy się o żywność, gdyż ma jej pod dostatkiem w własnych posiadłościach. Życie całe upływa mu w niczym nie zamąconym spokoju. Nie zatruwają mu sumienia nie zapłacone długi, których z zasady nie zaciąga, nie kłopocze się żadnymi sprawami politycznymi, nie drażni go nadęta pycha magnatów czy dygnitarzy państwowych, bo będąc od nich niezależnym, może ich bezkarnie lekceważyć.3

Wyrazicielem podobnych również poglądów był inny przedstawiciel szlachecki, Jakub Ponętowski. Sformułowany przez niego idealny człowiek polski posiada tylko jedną wieś, ale o dobrej ziemi i doskonale zagospodarowaną. W młodości każe mu Ponętowski zwiedzić świat i zdobyć odpowiednie wykształcenie, ale bezpośrednio po peregrynacji naukowej osadza go na wsi i cały czas wypełnia mu zajęciami gospodarczymi. Na zajmowanie się pracą umysłową nie ma szlachcic Ponętowskiego czasu, ani zbytniej ochoty; najprostsze problemy filozoficzne są mu zupełnie obojętne. Wierząc głęboko, że Bóg rządzi jego losem, nie stara się o polepszenie własnego bytu; zadowolony w zupełności z tego, co posiada, nie handluje, ani nie kupuje nowych majątków- Posunięte aż do skrajnego kwietyzmu zamiłowanie do osobistego spokoju i wygód nie pozwala mu nawet na bardziej ofiarne zajęcie się sprawami własnej ojczyzny. Tylko w razie gwałtownej potrzeby może ona spodziewać się i „to w miarę” jego pomocy.4

Nie należy jednak sądzić, że zjawiające się już w połowie XVI stulecia ideały ziemiańskie oczarowały od razu całe masy szlacheckie. W duszy każdego niemal szlachcica owych czasów rozgrywała się bowiem długo zacięta walka między żywym jeszcze, przekazanym przez tradycję średniowieczną przywiązaniem do zajęć rycerskich, a budzącą się dopiero w społeczeństwie skłonnością do beztroskiego i pełnego wygód bytowania ziemiańskiego. Twierdzenie to udowodnić można najłatwiej, a równocześnie najdobitniej na przykładzie Jana Kochanowskiego. Czas jego służby dworskiej jest właściwie okresem nieustannej walki, która toczyła się w jego sercu między pragnieniem poświęcenia się na rzecz spraw ogólnopaństwowych, a domagającym się coraz natarczywiej o swoje prawa wrodzonym mu zamiłowaniem do wiejskiego spokoju i niezależności osobistej. Jako potomek rycerzy biada on często nad upadkiem w społeczeństwie ducha wojennego, narzeka na zaniedbywanie przez młodzież ćwiczeń rycerskich, boleje z powodu niszczenia Polski przez najazdy tatarskie, wzywa płomiennymi utworami brać szlachecką do wyruszenia na wroga, ale równocześnie cieszy się, że sam nie musi brać czynnego udziału w bitwach.5 W wierszu np. do Andrzeja Patrycego Nideckiego twierdzi, że w wojnach lubują się ci tylko, których dręczy żądza złota. Ponieważ zaś on sam zadowala się skromnym majątkiem, wobec tego, chociaż grozi wojna z Moskwą, pragnie pozostać na wsi, a o wojnie dowiadywać się jedynie z opowiadań żołnierzy przy suto zastawionym stole.6

Podobne również stanowisko zajmował Kochanowski i wobec pracy publiczno-politycznej. Jako człowiek o wysokim wykształceniu i jako długoletni dworzanin królewski zdawał on sobie jasno sprawę z doniosłości i konieczności pełnienia przez szlachtę obowiązków publicznych, nawoływał nawet do podjęcia się prac w celu zreformowania praw ojczystych, podniesienia poziomu moralnego w społeczeństwie i doprowadzenia do zgody powaśnionych stronnictw. Dla siebie samego jednak tworzył inne zasady. Rozumując słusznie, że każdy urząd publiczny czy każda praca na rzecz ogółu pociąga za sobą ograniczenie wolności osobistej, oświadczał się niemal stale za spokojnym życiem na wsi, dającej możliwości zorganizowania sobie życia i czasu według wyłącznie własnego upodobania.7

Wspomniana walka w duszy Kochanowskiego zakończyła się — jak wiadomo — po ustąpieniu jego z królewskiego dworu wielkim zwycięstwem ziemianina nad człowiekiem publicznym. Wieś i jej skromne zasoby urosły w jego utworach do wzniosłego ideału, godnego najwyższego uznania. Autor „Trenów” nie spostrzegł może nawet, że w tym ideale brak było prawdziwego idealizmu; argumenty bowiem, którymi uzasadniał wartość życia wiejskiego są zupełnie przyziemne, a nawet egoistyczne. Na wsi — udowadniał były sekretarz królewski — „przed nikim nie zginam kolana, jestem wolny i nikomu nie służę. Zadowolony jestem ze swego losu i orzę ojczystymi wołami własną ziemię, co mnie utrzymuje i żywi. Zdala odemnie zawiść, śpię snem bezpiecznym, niczego się nie spodziewam, troskom się opędzam, w końcu dla siebie tylko żyję”.8To właśnie pragnienie życia wyłącznie „dla siebie” zadowolenie z istniejących warunków bytowania, zamiłowanie do osobistego spokoju i bezgraniczne przywiązanie do własnej wolności zadecydowały o tym, że Kochanowski — może nawet bezwiednie — stał się w drugiej połowie swego życia czołowym przedstawicielem ideologii ziemiańskiej, której w licznych utworach zbudował trwałe podwaliny.

Pierwsze składniki tej ideologii, sformułowane w drugiej połowie XVI wieku, przetrwały z małymi zmianami niemal do końca XVIII stulecia, chociaż wyraźniejsze ślady ich w literaturze nikną już za czasów panowania Jana Sobieskiego. Zasadnicze myśli Ponętowskiego, Kochanowskiego i ich następców można odnaleźć w każdym utworze XVII w., poświęconym życiu wiejskiemu i jego zaletom; późniejsi pisarze wyrażali je tylko szerzej, operowali bardziej przekonywującymi argumentami i stosownie do potrzeb swoich czasów dodawali lub opuszczali pewne momenty pośledniejszego znaczenia.

Na pierwszy plan wysuwa się stale u wszystkich tych pisarzy przeciwstawienie życia dworskiego szczęśliwemu bytowi ziemiańskiemu, zgodnie zresztą z znaną już od dawna na Zachodzie krytykąvitae aulicae. Duma osobista i zdrowy rozsądek nie pozwalają — wedle omawianej teorii — żadnemu średniozamożnemu szlachcicowi pilnować w charakterze dworzanina „drzwi pałaców pańskich”.9 Praca ta bowiem, i to zarówno na dworze królewskim, jak i magnackim, nie tylko nie przyniesie szlachcicowi żadnych zysków, ale jeszcze narazi go na poważne straty. Najbardziej nawet sumienna służba dworska nigdy nie doczeka się odpowiedniej nagrody. Wszelkie więc wyczekiwanie dworzanina na awanse, starostwa i posiadłości ziemskie jest z reguły zwodnicze, gdyż chociażby król chciał uposażyć odpowiednio wiernego sługę, magnaci zawsze w ostatniej chwili potrafią rożnymi intrygami zdobyć dla siebie przyrzeczone już komu innemu majątki.10

Zrujnowany materialnie i moralnie musi dworzanin prędzej czy później uciekać z dworu, jak ,,mnich w jednej sukni”, aby w odziedziczonej wsi odrabiać przez szereg lat to, co stracił w okresie „podpierania ramiony drzwi cudzych”.11 W dodatku życie na dworze jest niezwykle trudne. „Dobrze tam potrzeba głową ruszać” — przestrzega ociężałego szlachcica Gawiński — a ponadto wiele i to wydatnie pracować.12 Trzeba przy tym ciągle „piętą wiercić” i uważać ustawicznie, aby kogo nie urazić niezręcznym powiedzeniem czy postępowaniem. W dworskiej atmosferze moralnej niebezpieczeństwo to nabierało specjalnego znaczenia. „Szczerość, wstyd i pokora” wśród dworzan są zupełnie nieznane. Każdy udaje wesołego, chodzi stale z uśmiechem na twarzy, a równocześnie w sercu jego rozgrywa się walka namiętności; obłuda, podstęp, pragnienie cudzej zguby toczą stale boje o palmę pierwszeństwa. Dworzanin musi nawet zadawać gwałt własnemu usposobieniu. W zależności od humoru pana trzeba się śmiać lub płakać, udawać zakochanego, nienawidzieć, lub też płonąć żądzą walki. Chociażby najbardziej był zmęczony, nie może marzyć o odpoczynku. Najgłębszy sen przerywają mu niepokojące nowiny polityczne, nagłe przyjazdy posłów cudzoziemskich i długie z nimi nocne narady, podczas których do zmęczonych uszu dochodzą ustawicznie dzikie hałasy pijaków i nałogowych awanturników.13Napoje, jadła i ubiory pochłaniają na dworze olbrzymie fortuny, zwłaszcza że jeden drugiego stara się pod tym względem przewyższyć.14

Z podobną niechęcią, jak do życia dworskiego, odnosił się również szlachcic do urzędów publicznych. Że ideologia szlachecko-ziemiańska zakazywała swoim wyznawcom kupowania urzędów i niemoralnego ubiegania się o nie, można temu i dzisiaj jeszcze z całym uznaniem przyklasnąć; trudno jednak zrozumieć jej w ogóle nieprzychylny stosunek do wszelkiej służby publicznej. Argumenty, wysuwane przez szlachtę na obronę tego stanowiska, nie przemawiają zupełnie do przekonania. Niemożliwą bowiem jest rzeczą zgodzić się np. ze Słupskim, który twierdzi, iż każdy szlachcic powinien unikać urzędów, bo z nich „uciechę rzadko kto odnosi” lub też przyznać rację Mikołajowi Lubienieckiemu, pisarzowi również z XVII w., operującemu takimi zarzutami pod adresem obowiązków publicznych, jak że budzą one stale zazdrość u współobywateli, wymagają wiele pracy i narażają człowieka na popełnianie licznych błędów natury etycznej.15 Poza tymi sztucznie fabrykowanymi argumentami krył się znany kwietyzm szlachecki oraz źle maskowana troskliwość o potępiane przez Skargę „pojedynkowe korzyści” i wygody.

Z niebezpieczeństw politycznych, które niosło z sobą w konsekwencji to niechętne stanowisko szlachty wobec obowiązków publicznych, nie tylko nikt sobie nie zdawał sprawy, ale nawet próbowano niechęcią ziemiańską objąć i zagadnienia obrony granic państwa. Długoletni dworzanin Batorego i Zygmunta III, Andrzej Zbylitowski, tłumaczył z końcem XVI wieku bratu — szlachcicowi, iż nie powinien myśleć o tym, aby miał rąbać zawoje tureckie i przygotowywać się do wyprawy wojennej. Lepiej bowiem patrzeć na pługi, ciągnące w pole, niż na działa straszliwe lub zbrojne okręty. Sam zaś przyznawał się z naiwną czy cyniczną szczerością, iż nie znosi, kiedy pukają „z strasznych arkabuzów, a kule w szyku koło łba latają.16 Wprawdzie wspomniane poglądy na sprawy rycerskie uległy w XVII w. pod wpływem ustawicznych wojen gruntownej rewizji, mimo to jednak nawet w okresie najcięższych walk znalazłoby się niewątpliwie więcej takich, którzy jak Zbigniew Morsztyn woleli „zagrzać się w miękkie puchy”, niż jechać na patrol wojskowy.17

Wzgardziwszy urzędami i służbą wojskową, osiadał szlachcic na wsi, twierdząc, że tylko ten sposób życia nadaje się do przestrzegania nakazów moralności. Dawniej bowiem, kiedy nie było obwarowanych zamków, ani kosztownych pałaców, wskutek czego Polacy tylko we wsiach mieszkali, nie znano w Polsce zazdrości, morderstw, oszustw i chytrości, które to wady w czasach Zbylitowskich i Morsztynów miały grozić szlachcie zupełną ruiną moralną. Ale ta troska o wysoki poziom życia etycznego była pozorem, pretekstem, jeżeli już nie wytartym frazesem, używanym dla zasłony stanu faktycznego. Ten zaś był taki, że średnio zamożny szlachcic szukał na wsi, w myśl swojej ideologii, przede wszystkim absolutnej niezależności osobistej, niczym nie skrępowanej wolności i swobody. Nie znosząc z natury żadnego nad sobą zwierzchnictwa i rozkazu, mógł tylko z własnej wsi twierdzić, że sam sobie „jest panem i senatem”, a twierdzenie to w ówczesnych warunkach miało istotnie wszelkie cechy prawdopodobieństwa.18 To na wskroś egoistyczne umiłowanie wolności osobistej dominuje we wszystkich omawianych utworach, usuwając na dalszy plan inne argumenty, przemawiające również za życiem wiejskim.

Wśród nich nie małą rolę odegrał hedonistyczny motyw zupełnie beztroskiego życia na wsi. Ziemia dostarczała szlachcicowi bez żadnego niemal z jego strony wysiłku wszystkich środków do życia; nawet szaty można było sporządzić w domu własnym przemysłem.19 Trzeba było tylko wyzbyć się chciwości, zawiści, zamiłowania do zbytków i pieniactwa, aby osiągnąć w życiu idealny spokój duchowy. Zajęcia gospodarcze przyczyniały się w dużym stopniu do jego pogłębienia. Patrząc na obfitość zboża, na obrodzone sady, zarybione stawy i lasy pełne zwierza, mógł szlachcic spokojnie myśleć o przyszłości własnej i swoich najbliższych.20 Pozbawiony ambicji wybicia się i zmienienia dotychczasowych skromnych warunków życia na lepsze, unikał z reguły wysiłku; „statutem sobie głowy nie łamał”, retoryki umiał tyle, ile wystarczyło do wygłoszenia mowy weselnej, czy pogrzebowej, bronią władał słabo, twierdząc, że go od najazdu wroga ochroni „wszystkim miła jego niewinność”.21 Cały czas natomiast poświęcał zabawie. Umysł jego, nastawiony ciągle na poszukiwanie przyjemności, znajdował je w kierowaniu zajęciami gospodarczymi, w polowaniu, w łowieniu ryb, słuchaniu śpiewu ptaków, a zwłaszcza „w potrząsaniu dzbanem”.22 Ustawiczna rozrywka nabierała specjalnego wyrazu z chwilą przybycia do dworu ziemiańskiego przyjaciela pana domu; „czarom wina” i „namowom rozmaitym” nie było wtedy końca.23 W okresie srogiej zimy urozmaicał sobie szlachcic czas lekturą poetów starożytnych i współczesnych mu satyryków, szukając w nich zaspokojenia wszystkich swoich zainteresowań kulturalnych.24

przedstawionej i popularnej ideologii szlachecko-ziemiańskiej można wyróżnić następujące składniki o decydującym znaczeniu: 1) umiłowanie wolności i zupełnej niezależności osobistej; 2) pragnienie spędzenia całego życia w niczym niezakłóconym spokoju wewnętrznym człowieka i ściśle z nim związane unikanie urzędów oraz wszelkich obowiązków publicznych; 3) posunięte aż do kwietyzmu zadowolenia z istniejących warunków życia; 4) ograniczenie zainteresowań do własnych spraw gospodarczych, z zupełnym niemal pominięciem zagadnień ogólno-państwowych, oraz 5) średni, a nawet niski poziom umysłowy w miarę zamożnego ziemianina.

Ideał szlachcica ziemianina, mający zasadniczo na celu przedstawienie wzoru człowieka w wieku dojrzałym, nie pozostał jednak bez wpływu na teorię i praktykę wychowawczą. ŻądanieGoślickiego, aby jego wzorowy obywatel opanował obok innych nauk także sztukę gospodarowania na wsi jest niewątpliwie pierwszym dowodem przedostawania się zapatrywań i nastrojów gminu szlacheckiego do polskich postulatów edukacyjnych, wysuwanych przez najgłębszych myślicieli.25 W ślady Goślickiego poszedł w niespełna trzydzieści lat późniejSebastian Klonowicz. Ten uczony mieszczanin, dążący do sformułowania szlacheckiego ideału wychowawczego wedle najczystszej teorii humanistycznej i pisarzy starożytnych, pragnął nadać swemu herosowi obok licznych cech obcych, także pewne znamiona rodzime, polskie. Żądał więc, aby jego idealny Polak był biegły we wszystkich naukach humanistycznych, celował męstwem i innymi cnotami, przekazanymi przez bohaterów starożytnych, ale równocześnie nakazywał uczyć go gospodarstwa wiejskiego i wpajać mu zamiłowanie do życia w skromnym wiejskim dworku szlacheckim. Najbardziej zdolnemu polskiemu humaniście twierdził Klonowicz nie przyniesie żadnej ujmy dokładna znajomość hodowli bydła i ryb, nie mówiąc już o hodowli koni, którą uważał za specjalny zaszczyt szlachecki.26

Na wymienione postulaty mogła wpłynąć oczywiście i literatura klasyczna, w szczególności rzymska, chociaż wpływu tego nie należy zbytnio przeceniać. Ówcześni bowiem pisarze, konstruując narodowy ideał wychowawczy, uwzględniali w pierwszym rzędzie potrzeby i warunki własnego kraju. W utworach swych powoływali się wprawdzie często na zapatrywania starożytnych Rzymian, ale czynili to zasadniczo w tych tylko wypadkach, w których ich własne doświadczenie i poglądy zgadzały się z ideałami Katonów Scypionów i Cincinnatów. Nie było to więc proste naśladowanie starożytnych wzorów, ale raczej szukanie w powszechnie uznawanej powadze pisarzy klasycznych poparcia moralnego i ideowego dla własnych, czysto polskich zapatrywań wychowawczych.

Chociaż nie posiadamy innych — obok Goślickiego i Klonowicza — bezpośrednich dowodów wpływu ideologii ziemiańskiej na wychowanie, to jednak śmiało możemy twierdzić, że był on olbrzymi. Nie znajdziemy go naturalnie w oficjalnych programach szkolnych, ani w oświadczeniach ludzi ze szkołą związanych; nawet w instrukcjach rodzicielskich, pisanych przeważnie przez magnatów, przebija się on słabo. Łatwo go natomiast dostrzec w całej polskiej atmosferze polityczno-moralnej, w życiu codziennym każdego średnio zamożnego szlachcica, w jego ustosunkowaniu się do spraw ogólno-państwowych, jego konserwatyzmie i jego wprost mistycznym przywiązaniu do obyczajów i sposobu życia dawnych przodków, którzy właśnie tworzyli i propagowali znaną nam ideologię. Przywiązanie do niej i dostosowanie do jej postulatów bytowania całych pokoleń szlacheckich tłumaczy nam w dużej mierze osławioną prywatę szlachecką, zaściankowość, niechęć do wojen, identyfikowanie szczęścia osobistego z dobrem ogólnym i szeregu innych wad, piętnowanych ostro przez dzisiejszą naukę historyczną.

IDEAŁ RYCERZA

Ideał szlachcica-ziemianina, mimo swojej opor-tunistycznej treści, obliczonej na zjednanie najszerszych mas, i dużej swej żywotności, nie podbił jednak serc wszystkich Polaków, a nawet ci, którzy byli jego zagorzałymi zwolennikami, usiłowali w ciężkich chwilach pogodzić jego wskazania z nakazami kultu zajęć rycerskich. Powodem częściowej klęski ideologii ziemiańskiej było geograficzno-polityczne położenie Polski. Bezpośrednie jej sąsiedztwo z Tatarami, będącymi tylko przednią strażą niezwyciężonej dotychczas Turcji, oraz świadomość ciągłego wzrostu potęgi moskiewskiej, mającej od dawna różne pretensje do Rzpltej, nie pozwoliły przynajmniej bardziej uświadomionym politycznie jednostkom delektować się spokojnie kwietystycznym życiem wiejskim. Już u schyłku XVI w., a więc w czasie ostatecznego precyzowania szlachecko-ziemiańskiego ideału, zaczęły się podnosić w Polsce coraz częstsze głosy, zwracające uwagę społeczeństwu na bliskie już niebezpieczeństwa wojenne, grożące państwu zwłaszcza ze strony potęgi tatarsko-tureckiej. W potężny jednak dzwon na alarm z tego powodu uderzył skutecznie dopiero biskup kijowski Józef Wereszczyński w 1594 r. Ten natchniony polski Piotr z Amiens pragnął swoim animuszem rycerskim, gorącą miłością ojczyzny, i bezgranicznym własnym poświęceniem poruszyć całą Rzeczpospolitą i zmusić ją do zastanowienia się „jakoby ta Ukraina złota pospołu i z Koroną Polską opływała w lepszym bezpieczeństwie, aniżeli teraz opływa”.27Nie czekając na odpowiednie w tej materii uchwały sejmu, dla którego w pierwszym rzędzie napisał Pobudkę, wystąpił Wereszczyński z własnym planem zabezpieczenia granic przed nawałą turecką. Plan ten połączył ściśle z gruntowną reformą dotychczasowej polskiej praktyki wychowawczej. Młodzież — wedle twierdzenia biskupa kijowskiego — spędza gros czasu na próżnowaniu i lenistwie, uczęszczając chętniej do karczem na tańce i gry w karty, niż na naukę do szkoły. Jeżeli nawet nieliczne jednostki spełniają sumiennie obowiązki szkolne, to mimo to wychowanie ich pozostawia wiele do życzenia. Każdy szlachcic bowiem powinien dążyć do tego, aby nie tylko potrafił „scamnum deklinować albo na kwestie się dialektyczne zdobywać, ale też żeby umiał, w dorosłych leciech swoich będąc, nieprzyjacielowi każdemu za miłą ojczyznę swoją szablę kwestią salwować”.28

Sztuki wojennej nie można się jednak nauczyć „po krakowsku na burku”, ale tylko „w polach dzikich sub dio, pod dachem niebieskim”. Na Ukrainie więc należy założyć szkołę rycerską dla dziesięciu tysięcy młodzieży szlacheckiej, a „miasto supremum cancellarium academiae potrzeba jej dać hetmana wielkiego koronnego, w rzeczach rycerskich dzielnego; miasto rektorauniversitatis albo podkanclerzego, potrzeba jej dać hetmana polnego sprawnego; miasto dziekanów jakiejżkolwiek facultatis, potrzeba jej dać pułkowniki w rzeczach rycerskich biegłe, tysiące pod swą mocą dyscypułów każdy z nich z osobna w tej szkole mające; miasto w bursach seniorów, potrzeba jej dać rotmistrze w rzeczach rycerskich, bywałe; miasto doktorów albo mistrzów, potrzeba jej dać poruczniki w każdej setni, w rzeczach rycerskich ćwiczone; miasto bakałarzów, potrzeba jej dać podskarbiego z szafarzami dowcipnymi, a k’temu wiernymi”.29

Wychowankowie tej szkoły mieli w przyszłości jako „rotmistrze czy nawet hetmani”, stanowić pewną, na każde zawołanie gotową obronę Rzplitej. Lecz na tym nie kończyła się ich rola. Wereszczyński jako biskup z zawodu, a z zamiłowania żołnierz o gorącym patriotycznym sercu, pragnął widzieć w wychowankach projektowanej szkoły pionierów odrodzenia całego życia polskiego. Przypisując powody rozluźnienia obyczajów w Polsce zaniedbaniu przez szlachtę cnót i życia rycerskiego, sądził, że młodzież szlachecka, wychowana wedle jego wskazań w karności, w lekceważeniu wygód życiowych, w głębokim szacunku dla honoru i sławy wojennej oraz w ciągłej gotowości do poniesienia śmierci na polu bitwy, podniesie życie codzienne na wyższy o wiele, niż był, poziom moralny. Dzięki tej koncepcji szkoła Wereszczyńskiego nie była tylko garnizonem wojskowym, jak twierdził Tarnowski, ale raczej olbrzymią instytucją wychowawczą dla najszerszych mas szlacheckich.30 Zadanie jej polegało z jednej strony na praktycznym przygotowaniu młodych pokoleń do działań żołnierskich, z drugiej zaś na wpajaniu im najgłębszego przywiązania do religii chrześcijańskiej, i wskazywania obowiązku czynnego bronienia jej dorobku ideowego i kulturalnego. W ten sposób ideał szlachcica-rycerza, był równocześnie ideałem rycerza chrześcijańskiego; obrońca granic Polski przed najazdami Turków czy Tatarów awansował na defensora całego świata chrześcijańskiego, a cała Polska stawała się osławionym promurale christianitatis.

Stwierdzenie faktu, że dopiero Wereszczyński w ostatnich latach XVI w. położył pierwsze trwałe podwaliny pod budowę polskiego ideału rycerza chrześcijańskiego, może spotkać się z licznymi zastrzeżeniami. Powszechnie przecież wiadomo, że postulaty wychowania w duchu rycerskim wysuwał już ModrzewskiGlicznerGórnicki i Rej, a ten ostatni kładł na nie nawet specjalny nacisk. Zastrzeżeniom powyższym można by przyznać słuszność, gdyby nie to, że po głębszym rozważeniu postulatów wymienionych pisarzy można stwierdzić niezbicie, iż były one dyktowane z jednej strony przez żywą jeszcze w Polsce tradycję średniowieczną, z drugiej zaś — przez humanistyczną teorię pedagogiczną. Pod wpływem tych dwu czynników pierwsi teoretycy polskiego ideału wychowawczego wymagali wprawdzie od Polaka umiejętności rycerskich, ale czynili to — z wyjątkiem Reja — bez przekonania i bez wiary w nieodpartą konieczność tych umiejętności. Nic więc dziwnego, że ich ideał wychowawczy w tym punkcie jest raczej abstrakcyjny i papierowy. Barwnych rumieńców życia nabrał on dopiero wtedy, gdy nad Polską zawisła groza nieuniknionej wojny, a więc w chwili dziejowej, która wymagała od społeczeństwa przede wszystkim gruntownego przygotowania i nieustraszonej dzielności żołnierskiej.

O słuszności tego rozumowania świadczy fakt, że w ciągu kilkunastu lat najbliższych po wystąpieniu Wereszczyńskiego nie ma bodaj pisarza w Polsce, który by nie nawiązywał w swojej twórczości — chociażby pobieżnie — do zagadnień, poruszonych przez biskupa kijowskiego. Nie każdy wprawdzie z epigonów Wereszczyńskiego umiał wnieść do omawianego tematu nowe myśli, czy skierować dyskusję nad tak poważnym problemem na nieznane dotychczas tory; samo jednak ciągłe, choćby w sposób mało oryginalny, powtarzanie postulatów wychowania rycerskiego dowodzi niezbicie, że w społeczeństwie całym te idee nurtowały i dopominały się natarczywie niemal wprowadzenia ich w życie. Charakterystyczną przy tym jest rzeczą, że twórcami ideologii rycerskiej byli — zwłaszcza w pierwszym okresie jej istnienia — kresowcy, a więc ludzie, którzy od lat najmłodszych wychowywali się w ustawicznej trwodze przed napadami Turków i Tatarów, a kiedy dochodzili do wieku męskiego poszukiwali gorączkowo sposobów zabezpieczenia granic Rzeczypospolitej. Tak było nie tylko z Wereszczyńskim, ale i z najbliższym chronologicznie kontynuatorem jego myśli Piotrem Grabowskim. ,,Zaraz gdym z młodzieńczych lat swoich wychodził, a do baczenia stateczniejszego przystępował — oświadczył on — nie pomału mię to poczynało boleć, gdym słychał i czytał i z inszymi w trwodze bywał jako Tatarowie, ludzie pogańscy, barbari, niepotężni, do boju goli, tak często, a gęsto krainy nasze pustoszą, wyznawców Chrystusowych, bracią naszą tyrańsko mordują”.31 Zapobiec temu w przyszłości miała proponowana przez niego „Polska niżna”, czyli wielka kolonia rycerstwa polskiego na Ukrainie.

Pojęcie rycerza polskiego urasta w rozważaniach tego duchownego o żołnierskim sercu do wielkiego symbolu doskonałości ludzkiej i świętości. Szlachcic, wedle jego ideologii, to synonim obrońcy czci Boga, wiary chrześcijańskiej i całego świata katolickiego, a równocześnie nieustraszony bojownik o bezpieczeństwo własnej ojczyzny. Służbę żołnierską, pełną poświęceń, trudów i ran, uważa ten nieskalany rycerz za jeden wielki hołd, składany Bogu, a śmierć na polu bitwy poczytuje sobie za najwyższe szczęście, jakie go może spotkać w życiu oraz za niewątpliwą zapowiedź zbawienia wiecznego. Nic więc dziwnego, że ideał Grabowskiego, wpatrzony w swoje zaszczytne powołanie rycerskie, gardził, jak starożytny Spartanin, wszelkimi wygodami tego świata, żyjąc w ustawicznej czujności i pogotowiu do walki z wrogiem.

Obdarzony dużym realizmem w ocenianiu ówczesnych stosunków, zdawał sobie Grabowski jasno sprawę, że propagowany przez niego ideał nie przemówi do przekonania szlachty, jeżeli nie przedstawi się go w nowej, bardziej zrozumiałej dla ogółu syntezie. Postanowił jej wobec tego dokonać przez ścisłe połączenie wzorowego rycerza z doskonałym ziemianinem. Jak starożytnycolonus rzymski miał szlachcic polski, zwłaszcza na kresach wschodnich, uprawiać ziemię, walcząc równocześnie w obronie granic państwowych. Szabla i pług miały być jego godłem i najbardziej zaszczytnym powołaniem, do którego należało przygotowywać już od najwcześniejszych łat całą młodzież szlachecką. Wiedza rolnicza, uzupełniona przez wojskową, powinny stanowić, — wedle ideologii Grabowskiego — podstawę i cel najwyższy całego wykształcenia szlacheckiego, gdyż „agrykulturalna zabawa, albo ruralis, jako o tym świadczą ci, co de delectu militum pisali, czyni człowieka do rycerskiej sposobnego”.32 Dzięki takiemu ujęciu zagadnienia ideał Grabowskiego mógł zejść stosunkowo łatwo z kart traktatów do średnio zamożnych dworków szlacheckich, znaleźć w nich zrozumienie i zjednać sobie nawet zwolenników.

Postulaty Wereszczyńskiego i Grabowskiego, dyktowane głęboką i szczerą troską o bezpieczeństwo Polski, oraz ich konkretne projekty obrony granic przed napadami wrogów nie doczekały się niestety szybkiej realizacji i to zarówno w dziedzinie ustawodawczej, jak i wychowawczej. Nic więc dziwnego, że myśli zawarte w ich memoriałach podejmują coraz to nowi pisarze, domagający się podniesienia ducha rycerskiego w całym społeczeństwie szlacheckim, a przede wszystkim wprowadzenia wychowania wojskowego do programów edukacyjnych. W myśl tego prądu ideowego żądał w 1600 r. brat znanego nam już ideologa ziemiańskiego, Piotr Zbylitowski usunięcia od dziecka od jego lat najwcześniejszych zbytnich wygód i pieszczot a wprowadzenia na ich miejsce twardego, systematycznego szkolenia rycerskiego, które każdy szlachcic powinien pogłębić po ukończeniu studiów przez kilkuletnią służbę wojskową.33

Bardziej radykalnie od Zbylitowskiego ujął swoje postulaty w tej dziedzinie znany przyjaciel Kochanowskiego Jan Januszewski. Wedle jego poglądów, studia szkolne i cała wiedza książkowa nie przedstawiają w stosunkach polskich żadnego znaczenia; w Polsce bowiem potrzeba przede wszystkim umiejętności rycerskich. Uczyć ich wobec tego należy każdego szlachcica, chociażby za cenę zupełnego wyrugowania innych przedmiotów- ,,Miejmy tych — kończył swoje rozważania Januszowski — którzy prawo dobrze rozumieją, pisać wybornie, mówić i radzić subtelnie umieją, wszystko to fraszka, gdy nie będzie pewny żołnierz na granicy”.34

Najgłębiej jednak pojął i samodzielnie rozbudował myśli Wereszczyńskiego Piotr Skarga. Dla natchnionego kaznodziei królewskiego połączenie ideałów polskich, chrześcijańskich i rycerskich wydawało się rzeczą zupełnie jasną i tak prostą, że nie potrafił inaczej wyobrazić sobie idealnego szlachcica, jak tylko w postaci syntezy pierwiastków narodowych, religijnych i rycerskich. Dlatego też często podkreślał konieczność pielęgnowania w każdym Polaku trzech zalet: „Naprzód, aby ojczyźnie swej, Rzpltej, w której się urodził i chrzest święty wziął i w której ma doczesne dobra swoje, służył, onej szarpać i gubić — ile go staje i może — nie dopuścił i za nią i za to, co się w niej zamyka, krew swoją — gdy tego potrzeba — rozlał. Drugie, aby wiary, ewangelii i Kościoła św. bronił i upadać mu nie dał, zwłaszcza gdy poganie i niewierni na nas i królestwo nasze powstają. Trzecie, aby na wojnie sławy nabywał i wysługi sobie u swego króla i Rzpltej a pożytki świeckie jednał”.35

W zacytowanym powyżej wyjątku spotykamy ze zdziwieniem słowa, świadczące niezbicie o tym, że Skarga mimo wzniosłego idealizmu, którym pragnął przepoić życie i działalność szlachcica-rycerza, nie zapominał również o jego zyskach materialnych. Trudno przypuszczać, aby ten wymowny moralista katolicki, potępiający niezwykle ostro w kazaniach zbytnie krzątanie się szlachty około osobistych korzyści z równoczesnym zaniedbywaniem dobra publicznego, pochwalał owe „wysługi i pożytki świeckie”, których nawet rycerz chciał szukać w walce o całość Rzeczypospolitej. Na włączenie tych materialistycznych czy egoistycznych składników do ideologii rycerskiej Skargi wpłynął raczej — naszym zdaniem — powszechnie wyznawany wśród szlachty utylitaryzm. Przyzwyczajenie do szukania w wykształceniu, w pracy publicznej, a nawet rycerskiej konkretnych, osobistych w dodatku korzyści, było widocznie w społeczeństwie zakorzenione tak silnie, że nawet kaznodzieja królewski musiał się z tymi objawami poważnie liczyć, jeżeli chciał porwać przynajmniej część mas szlacheckich propagowanymi przez siebie gorąco ideałami.

Znając doskonale współczesne sobie życie polskie i niechęć Polaków do rozważań abstrakcyjnych, nie poprzestał Skarga na zarysowaniu ogólnych cech ideału, ale w dalszych rozdziałach Nabożeństwa podał szereg wskazówek, normujących w konkretnych warunkach polskich postępowanie sformułowanego przez niego wzoru rycerza chrześcijańskiego. Na wojnie być lwem, a podczas pokoju owcą nakazuje mu dostojny autor „Kazań sejmowych”. Wzorowy rycerz broni swej używa tylko na nieprzyjaciół ojczyzny i wiary; nie napada więc spokojnego sąsiada, nie rabuje, ani nie niszczy mienia obywateli, podczas postojów i marszów unika wszystkiego, co godzi w przykazanie miłości bliźniego. Podczas wojny zachowuje surową dyscyplinę, spełnia z pokorą rozkazy przełożonych, z towarzyszami żyje w najlepszej zgodzie, śmierci żołnierskiej nie obawia się, uważając ją za największy zaszczyt. Obok sumienia honor powinien kierować wszystkimi jego uczynkami. Największą plamą na honorze rycerskim jest tchórzostwo; stąd też ucieczka z pola bitwy jest nie tylko najwyższą hańbą doczesną, ale powoduje też zniesławienie i potępienie wieczne.

Kreśląc ideał żołnierza, dostosowany najściślej do aktualnych potrzeb polskich, nie potrafił Skarga wyeliminować zupełnie z swoich poglądów wpływów literatury humanistycznej. Dowodzi tego jego teoretyczne rozważanie na temat wojny sprawiedliwej i niesprawiedliwej. W świetle teorii humanistyczno-skargowskiej za niesprawiedliwą uważana jest każda wojna, wypowiedziana nie wedle wymagań ustaw krajowych, względnie mająca na celu wykazanie tężyzny bojowej danego państwa, czy też rozszerzenie jej granic. W razie rozpoczęcia niesprawiedliwej wojny, przestaje żołnierza automatycznie obowiązywać posłuszeństwo wobec władz wojskowych; samowolne wycofanie się w takim wypadku z wyprawy poczytuje mu się za wysoką moralną zasługę. Pomijając zupełnie kwestię słuszności omówionego podziału wojen, nie można nie zauważyć olbrzymiego niebezpieczeństwa, które kryło się w pozostawieniu sądowi każdego żołnierza rozstrzygania problemu, czy tocząca się w danej chwili wojna odpowiada abstrakcyjnym wymogom sprawiedliwości.

Niebezpieczeństwo to w Polsce, przy znanej powszechnie niekarności i zasadniczej niechęci szlachty do wszelkich wypraw wojennych, było specjalnie groźne. Widział je też zupełnie wyraźnie Skarga i znalazł na nie niezawodny w jego przekonaniu środek zapobiegawczy. Wzorowy Polak w ujęciu „tyrana dusz ludzkich” to nie tylko pełen odwagi rycerz chrześcijański, przelewający z zapałem krew w obronie króla i religii, ale również wzorowy obywatel. Połączenie przez Skargę w szlachcicu cech dzielnego żołnierza i doskonałego obywatela pasuje go na myśliciela nie byle jakiej miary i stawia go obok najbieglejszych statystów dzisiejszej epoki.

Połączenia tego nie można bynajmniej uważać za przypadkowe. Skarga bowiem wierzył głęboko, że wpojona obywatelowi-rycerzowi „miłość osobna ku braci, ku Rzeczypospolitej i ojczyźnie, ku chwale Bożej i kościołów świętych'” będzie stale stała na straży jego wszelkich poczynań i nie pozwoli mu nigdy działać na szkodę dobra ogólnego zarówno na wojnie, jak i podczas pokoju. Swoim sumieniem obywatelskim potrafi żołnierz wyczuć w każdej chwili potrzeby ojczyzny i w imię ich uznać najcięższą nawet wojnę za pożyteczną, w normalnych zaś czasach pokojowych cnoty rycerskie uczynią z niego uczciwego obywatela. Pod to zaszczytne miano podciąga Skarga każdego, który idzie przez życie bez żadnych wykrętów, „który powinności swoich przestrzega i one wiernie wypełnia tak na ustroniu, jako też w oczach ludzkich, nie mniej wtenczas, gdy w wykonaniu swego urzędu żadnego nie upatruje zysku, jako też, gdy w tym znajduje jaką korzyść i chwałę”.36 Pojęcie dobrego obywatela nie można wreszcie oddzielić od uczciwego człowieka, wypełniającego bez zarzutu wszystkie powinności życia codziennego.

Postulaty Skargi, domagające się wychowania szlachcica na gardzącego śmiercią rycerza chrześcijańskiego, rycerza zaś na dobrego obywatela Rzeczypospolitej, musiały długo czekać, zanim wprowadzono je w życie w murach Szkoły Rycerskiej Adama Czartoryskiego, a później w izbach szkolnych Komisji Edukacji Narodowej. Nie należy jednak sądzić, że na przestrzeni tego czasu pokryła je zupełnie gruba warstwa zapomnienia. Już bowiem w niespełna trzydzieści lat później wpłynęły one decydująco na konstrukcję i naczelną ideę traktatu Szymona Starowolskiego p.t Prawy rycerz.37

Uczony kanonik krakowski nie silił się, określając ideał polskiego rycerza, na oryginalność myśli, ani nawet na samodzielność literackiego ujęcia tematu, lecz powtarzał niemal tymi samymi słowami znane nam już poglądy Skargi.38 Brzmiały one jednak w ustach Starowolskiego inaczej, niż w kazaniach złotoustego jezuity; autor bowiem Prawego rycerza, spędziwszy w młodości szereg lat na wojnie, mógł przemawiać do społeczeństwa jako doświadczony weteran, a równocześnie jako człowiek doskonale zorientowany we wszystkich wadach, potrzebach i zaletach polskiego rycerstwa. Dlatego też w dziele jego odczuwa się bardziej, niż u Skargi bezpośredni, na osobistym doświadczeniu oparty stosunek autora do omawianych zagadnień i kreślonych przez niego obrazów życia wojskowego w Polsce.

Mimo jednak tych różnic poglądy Starowolskiego są wiernym powtórzeniem myśli Nabożeństwa żołnierskiego, z małymi tylko, już zupełnie samodzielnymi dodatkami. Pierwszy z nich polegał na silniejszym niż u Skargi podkreśleniu charakteru katolickiego ideału rycerza polskiego. Drugi miał już większe znaczenie dla dalszego kształtowania się narodowej myśli wychowawczej. Pod wpływem coraz częstszych objawów rozprzęgania się życia wewnętrznego w Polsce, Starowolski nie poprzestał już, jak Skarga, na domaganiu się, aby rycerz był równocześnie obywatelem miłującym gorąco ojczyznę, ale określił dokładnie jego cechy. Twierdził więc, że każdy szlachcic-rycerz „prudentiam civilem powinien mieć i rozumieć dlatego, że jest w wolności ojczystej wychowany i sposobny przez to do dostąpienia każdego najwyższego urzędu w Rzpltej swojej. A toż żeby umiał dobrze rządzić ojczyzną i radzić o niej i sprawować zleconą sobie prowincję albo urząd, trzeba mu się ćwiczyć w naukach wyzwolonych z młodu, osobliwie w historiach, polityce, krasomóstwie i prawach ojczystych”.39

Należało by wreszcie odpowiedzieć na pytanie, czy i jaki ewentualnie wpływ wywarła ideologia rycerska na codzienne postępowanie szlachty. Opierając się na przebiegu wypadków wojennych XVII stulecia, można by twierdzić, że nawoływania królewskiego kaznodziei przeszły w społeczeństwie bez echa, a jeżeli nawet wywołały pewien oddźwięk, to był on tak słaby, że trudno go wyraźnie dostrzec. Wolno jedynie przypuszczać, że pod wrażeniem lektury Nabożeństwa żołnierskiego obradował sejm z 1609 roku, na którym uporządkowano częściowo sprawę obrony państwa. Jak wiadomo z pracy prof. Kutrzeby, wiek XVI nie zdołał nawet załatwić definitywnie norm prawnych, regulujących całokształt życia wojskowego.40 Trzymano się w tej dziedzinie praktyki średniowiecznej, polegającej na tym, że król, względnie później hetmani ogłaszali przed każdorazową wyprawą tzw. „artykuły hetmańskie”, w których ustalano zasady dyscypliny wojskowej, określano powinności żołnierskie, precyzowano kompetencje poszczególnych oficerów i t. p. Nie wpływało to oczywiście dodatnio na możliwości obronne Polski; hetmani bowiem zamiast skupić w początkach każdej wojny całą uwagę na zagadnienia strategiczne, musieli często już w obliczu nieprzyjaciela poświęcić wiele wysiłków na uporządkowanie podstawowych przepisów normujących życie i postępowanie zebranej pospiesznie armii. Stroniąca od wypraw wojennych szlachta nie interesowała się w ogóle tymi sprawami aż do wspomnianego już sejmu z 1609 roku, na którym artykuły hetmańskie uchwalono w formie konstytucji, obowiązującej odtąd niemal przez dwa wieki wszystkich hetmanów koronnych. Brak diariusza tego sejmu nie pozwala na odtworzenie przebiegu jego obrad. Ponieważ odbył się on w trzy lata po ukazaniu się pierwszego wydania dzieła Skargi, wolno przypuszczać, że posłowie właśnie pod wpływem jego płomiennych argumentów zjechali się z zamiarem załatwienia w jakiś sposób ciągle aktualnych spraw obrony granic, Umiłowanie spokojnego wiejskiego życia i niechęć do płacenia podatków nawet na cele wojenne były jednak w nich samych tak silnie zakorzenione, że nie pozwoliły im na przeprowadzenie gruntowniejszych reform w tej dziedzinie. Aby jednak uspokoić sumienia, poruszone wymową autora Kazań sejmowych, uchwalono wspomniane „artykuły wojenne hetmańskie”, pragnąc dać w ten sposób choćby pozorny dowód, że kwestia obronności państwa interesuje żywo całe społeczeństwo szlacheckie.

Jeżeli w dziedzinie poczynań konkretnych szlachty możemy zanotować jedynie nikłe dowody ewentualnych wpływów Skargi, to na polu frazeologii XVII w. możemy wykazać ich bardzo wiele. Wystarczy tylko przeglądnąć mowy tego okresu i to zarówno publiczne, jak i prywatne, aby się przekonać, jak dalece szlachta — mimo kwietyzmu, który opanował całe jej życie — przejęła się ideologią Wereszczyńskiego, Skargi czy Starowolskiego. Najczęstszym motywem, jaki spotykamy w tych zabytkach kulturalnych, jest właśnie katolicka rycerskość społeczeństwa szlacheckiego, nazywającego się z dumą i patosem „przedmurzem całego świata chrześcijańskiego” Przyznać ponadto trzeba, że w okresach najcięższych wojen XVII w. dowodziła szlachta nie jednokrotnie czynem swych frazeologicznych zapewnień; porywy do czynów orężnych były jednak naogół krótkotrwałe, a jako takie wydawały nikłe tylko rezultaty.

ZAKOŃCZENIE

Omówione dwa kierunki ideologiczne: ziemiański i rycerski , znane w społeczeństwie szlacheckim już w drugiej połowie XVI w., znajdowały gorących zwolenników aż do ostatnich dni Rzeczypospolitej. Dzięki tej ich niezwykłej żywotności musiał się z nimi poważnie liczyć każdy przyszły reformator polityczny, społeczny, a przede wszystkim wychowawczy, jak tego dowodzi działalność Konarskiego i Komisji Edukacji Narodowej, Organizator Collegium Nobilium, tworząc na podstawie dotychczasowego naszego i zagranicznego dorobku pedagogicznego ideał nowego obywatela polskiego, dostosowany najściślej do ówczesnych warunków życia narodowego, uważał ziemiańskość za jeden z najbardziej podstawowych jego składników. Poświęcając wiele uwagi zaletom szlachcica-ziemianina, nie opowiadał się jednak Konarski, jak dawniejsi reprezentanci szlacheccy, za niebezpiecznym kwietyzmem, a zwłaszcza za stronieniem szlachty od zajęć publicznych. Dążył on bowiem świadomie i konsekwentnie do stworzenia w swojej szkole syntezy wzorowego gospodarza i dobrego obywatela, podkreślając kilkakrotnie, że vir honestus musi być równocześnie bonus civis, gdyż tych dwu pojęć nie da się w żaden sposób od siebie oddzielić.41

Wysiłki Konarskiego podjęli na całej linii działacze Komisji Edukacji Narodowej, dodając do myśli uczonego pijara szereg własnych idei i postulatów. W głębokim przekonaniu, że Polska, jako kraj rolniczy, musi dbać o większą niż dotychczas wydajność ziemi, oświadczali oni wyraźnie, że „młodzian szlachetnie urodzony ma być człowiekiem prywatnym, mającym domowe związki, domowe sprawy, a mianowicie, ma być ziemianinem, którym to imieniem miło i chwalebnie było nazywać się przodkom naszym w owych wiekach dobrych obyczajów, szlachetności umysłów, męstwa i sławy narodu”

Oddawszy w ten sposób hołd dawnym ideologom ziemiańskim, nie poszła jednak Komisja ich śladem w wychwalaniu kwietyzmu, konserwatyzmu, czy zacofania szlacheckiego. Jej ziemianin nie mógł twierdzić, że w gospodarstwie jego wszystko najdoskonalej idzie, i że już w nim nie da się nic ulepszyć, względnie zmienić. Przygotowany odpowiednio w szkole przez naukę rolnictwa, ogrodnictwa, warzywnictwa, historii naturalnej ze szczególnym uwzględnieniem wiadomości o zwierzętach domowych i roślinach uprawnych, a wreszcie przez poznanie zasad nowożytnej ekonomii, stawał się wychowanek pierwszych naszych państwowych zakładów naukowych ziemianinem postępowym, nie obawiającym się nowych metod gospodarczych i stosowania najświeższych zdobyczy wiedzy do uświęconej tradycją wieków pracy na roli.

Złączywszy za wzorem Konarskiego pojęcie ziemianina z pojęciem obywatela, dodała jeszcze Komisja do tej syntezy ideał rycerza, dzięki czemu znikła zupełnie przepaść, dzieląca dawniej zwolenników pracy na roli od propagatorów w społeczeństwie cnót rycerskich.

Wychowanek szkół Komisji to w czasach pokojowych wzorowy ziemianin i troskliwy o dobro całej ojczyzny obywatel, w okresie zaś zawieruchy wojennej nieustraszony bojownik o nienaruszalność granic Rzpltej. Dzięki połączeniu sprzecznych dawniej kierunków ideologicznych odżyły w Polsce znowu cnoty naszych bohaterów spod Kircholmu, Cecory, Chocimia i Wiednia. Zimny rozsądek, rozwagę i stałe baczenie na rację stanu, którymi to zaletami miał się kierować szlachcic w życiu prywatnym i obywatelskim, powinien wyjeżdżając na wojnę odłożyć do czasów pokojowych, aby mogły w duszy jego dojść do wyłącznego głosu pierwiastki uczuciowe. Niczym nieustraszone męstwo, odwaga posunięta aż do szaleństwa, pogarda ran, a nawet śmierci, niepohamowany zapał wojenny, wiara, że nie liczbą wojsk, lecz ich siłą moralną odnosi się zwycięstwo, bezgraniczne poświęcenie, absolutne posłuszeństwo rozkazom przełożonych, a wreszcie duma z przeszłości rycerskiej własnego narodu — oto cnoty, którymi Komisja chciała ozdobić swoich kierujących się pozornie tylko rozumem wychowanków. Dawne ziemiańskie przywiązanie do wolności osobistej podniosła Komisja w swojej ideologii do umiłowania wolności politycznej całego państwa, rozszerzając równocześnie zainteresowania szlachcica na całość zagadnień ogólno-państwowych, w których naturalnie miały swoje poważne miejsce i interesy jednostkowe obywatela. Orał on w czasach pokojowych własną ziemię, wywoził zboże do obcych krajów, myśląc równocześnie o podniesieniu bogactw całej ojczyzny, przestrzegał wiernie — przyzwyczajony do dyscypliny wojskowej — nakazów ustaw Rzpltej, a w razie wojny potrafił ,,zwyciężać, bić i gnębić nieprzyjacioły kraju swojego”.

Łukasz Kurdybacha

 

  1. Artykuł niniejszy jest wyjątkiem z większej pracy autora p. t. „Staropolski ideał wychowawczy”.  

  2. Kot Stanisław, Polska złotego wieku wobec kultury zachodniej, Kultura staropolska, Kraków 1932, str. 648.  

  3. Kot Stanisław, Urok wsi i życia ziemiańskiego w poezji staropolskiej, Warszawa, 1937 (osob. odbicie z Księgi pamiątkowej na 75-lecie Gazety Rolniczej), str. 35.  

  4. Tamże str. 70.  

  5. Dzieła wszystkie (wyd. pomnikowe) t, I, Orpheus Sarmaticus, str. 370, Pieśń o zniszczeniu Podola, str. 310, t, II. Satyr, str. 43, Marszałek, str. 216, Zgoda, str. 222.  

  6. Tamże t. III, str. 134 i nast.  

  7. Tamże t. III, str. 136 i nast.  

  8. Dzieła wszystkie, t. II, str. 450.  

  9. Słupski Stanisław, Zabawy orackie, Bibliteka Pisarzów Polskich, nr. 17 i Zby-litowski Andrzej, Żywot szlachcica we wsi, wyd. w zbiorze: Niektóre poezje Andrzeja i Piotra Zbylitowskich, Kraków 1860.  

  10. Ethica albo zwierciadło żywota Krzysztofa Pieniążka, Biblioteka Starożytna Pisarzy Polskich, wyd. Wójcicki, Warszawa 1843, t. I, str. 151 — 184.  

  11. Zbylitowski, Żywot.  

  12. Gawliński Jan, Żywot ziemiański i dworski, Kot, I. c. str. 103.  

  13. Tamże, str. 105.  

  14. Zbylitkowski, I. c.  

  15. Słupski, op, cit. i Lubieniecki Mikołaj, Kondicja szlachecka, Kot 1. c. str. 76.  

  16. Żywot szlachcica.  

  17. Morsztyn Zbigniew, Votum, wyd. Kot, op, cit. str. 66.  

  18. Gawiński, str. 104.  

  19. Słupski, Zabawy orackie  

  20. Morsztyn Zbigniew, Votum, wyd. Kot. str. 67.  

  21. Zbylitowski, Wieśniak, wyd. Kot., str. 44 i Gawiński, I. c. str. 103.  

  22. Zbylitowski, Żywot i Słupski, op. cit.  

  23. Kot, str. 51, 67, 81.  

  24. Na 23 utworów opisujących życie wiejskie, a zebranych przez Kota, tylko dwa z nich polecają lekturę książek, a to Zbylitowski, str. 44 i Zbigniew Morsztyn, str. 66.  

  25. Goślicki Wawrzyniec, De optimo senatore libri duo, Basileae 1593, str. 86 — 88.  

  26. Klonowicz Sebastian, Victoria deorum, str. 107 i nast.  

  27. Wereszczyński Józef, Publika z strony fundowania szkoły rycerskiej, wyd. w zbiorze: Pisma polityczne Józefa Wereszczyńskiego Kraków 1858, str. 1.  

  28. tamże.  

  29. Publika, str. 5.  

  30. Tarnowski Stanisław, Pisarze polityczni XVI w., Kraków 1886, t. II, str. 95.  

  31. Grabowski Piotr, Polska niżna, Kraków 1859, str. 7.  

  32. Polska niżna str. 50.  

  33. Zbylitowski Piotr, Rozmowa szlachcica polskiego z cudzoziemcem, wyd. Turowskiego, Kraków 1860.  

  34. Januszowski Jan, Poprawa niektórych obyczajów polskich. Kraków 1628.  

  35. Skarga Piotr, Nabożeństwo żołnierskie. I wyd. Kraków 1606. Cytuję wedle wydania warszawskiego z roku 1784, str. 10.  

  36. Nabożeństwo żołnierskie, str. 97.  

  37. Starowolski Szymon, Prawy rycerz, 1632 i II wyd. 1648 (b. m. dr.) Autor posługiwał się wydaniem późniejszym.  

  38. Bielak Franciszek, Źródła i tendencje Prawego rycerza Szymona Starowolskiego, Studia staropolskie ku szci Brucknera, Kraków 1928, str. 544.  

  39. Prawy rycerz, str. 16.  

  40. Kutrzeba Stanisław, Polskie ustawy i artykuły wojskowe, Archiwum Komisji Historii Wojskowej, nr. 3, Kraków 1937, str. IX-XIV.  

  41. Konarski Stanisław, De viro honesto et bono cive Oratio, Varsaviae 1754, passim.   


 

Za: Dystrybucjonizm.pl

Kategoria: Historia, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *