banner ad

Kumor: Wszystkie ręce na pokład

| 8 sierpnia 2017 | 0 Komentarzy

Niezależnie od tego, czy zagranie wetem przez prezydenta RP jest częścią większego, strategicznego planu Jarosława Kaczyńskiego – jak chcą zwolennicy teorii spiskowych, którzy wszystko usiłują tłumaczyć genialnością prezesa – czy jest po prostu ordynarną kłótnią w rodzinie – pewne jest, że polska partia rządząca wydaje się nie wierzyć we własną propagandę.

Bo jeśli się uznaje – całkiem słusznie – że Polska jest obsiądnięta przez układ WSI-owy, wspierany przez zastępy „staliniątek”; układ, który wziął dla siebie pokaźne kawały gospodarki oraz zmonopolizował megakorupcję, jak szaber gruntów warszawskich; jeśli się uznaje, że realnie rządzi podskórna mafia, która instytucji państwowych używa do ugruntowania materialnej pozycji nowej polskiej „arystokracji”, to trzeba zdawać sobie sprawę, że tego rodzaju ośmiornicy przy pomocy prostych chwytów demokratycznego państwa, czyli na drodze ustaw i przepisów, nie można wyczepić z ofiary. 

Przeciwnik (o ile dla PiS rzeczywiście jest to przeciwnik) jest po prostu zbytnio ukorzeniony.

Grupa Kaczyńskiego, czyli główni taktycy PiS, uznała, że przy pomocy wsparcia administracji amerykańskiej jest w stanie uderzyć:

        A – w stare wpływy Niemiec i Rosji, czyli w podporządkowane im lokalne siły polityczne, 

     B – w interesy ludzi starych służb (z których wielu notabene jest na kontakcie USA – bo przecież to przez nich CIA załatwiała sobie Klewki).

Losy państw czy narodów uczą, że jest to zawsze historia konkretnych ludzi, ich powiązań rodzinnych, znajomości, fobii, bohaterstwa, zdrady. 

Polska ma to nieszczęście, że katastrofalna polityka elit międzywojennych doprowadziła do anihilacji warstw wyższych. Józef Stalin i Adolf Hitler doskonale zdawali sobie sprawę, że Polska się nie odrodzi, jeśli obetnie się głowę. Po wejściu na polskie tereny Stalin rozpoczął przeflancowywanie polskojęzycznego elementu, który miał ubrać się w buty poprzedniej elity i zasiedlić jej mieszkania; rozpoczął nicowanie polskiego społeczeństwa. Doskonale do tego nadawała się ideologia komunistyczna, która z zasady rugowała stary porządek. 

Wyludnioną przez Niemców Warszawę zasiedlono więc nowym aparatem, wśród którego prominentną rolę pełnili urodzeni na terenach polskich Żydzi, doskonale znający tubylcze realia, bez cienia sentymentu do „sanacyjnej” Polski. Po lekturze akt IPN arcyciekawymi życiorysami można tu sypać jak z rękawa. Oczywiście, PRL budowali nie tylko oni. 

Kluczem do rozumienia historii PRL jest optyka konfliktu puławian z natolińczykami, czyli wojskówki stworzonej z polskich bandytów i tej z żydowskich.  

Zmagania te nie ustały w roku 1968, kiedy to realizując globalne zapotrzebowanie Moskwy, Warszawa odcięła część żydowskiego aparatu, ekspediując go do Izraela i na Zachód (co dało jednocześnie izraelskim i zachodnim wywiadom doskonałą agenturę do poznania wysokich eszelonów polskiego aparatu władzy). Obie grupy pykały się do końca PRL-u, by ostatecznie zacząć wspólnie kręcić lody, jak przy operacji irackiej z Amerykanami czy operacji MOST.  

Transformacja, przygotowana i przeprowadzona przez peerelowskie służby specjalne, uczyniła z tej grupy, z ich  rodzin, kumpli i towarzystwa, największych beneficjentów „przyłączenia Polski do  rodziny demokratycznych i wolnych narodów”.  To właśnie ta grupa odcina do dzisiaj kupony od swego uprzywilejowanego położenia. To środowisko obstawiające większość znaczących stanowisk państwowych i przeważające w dużym polskim biznesie, to jest polski UKŁAD.

Nikt nie oddaje za darmo złotej rybki. Podjęte przez PiS reformy nagle przenosiły konkretną kontrolę nad benefitami polskiego państwa. Ukrócenie przekrętów VAT-u, wysiudanie dotychczasowych pośredników z kontraktów rządowych i inwestycji realizowanych z europejskich funduszy, a wreszcie próba zahamowania szabru gruntów i kamienic w wielkich polskich miastach – wszystko to zapaliło w oczach systemu czerwone światło.

Wymiana elit nie jest możliwa bez wojny terroru lub innych gwałtownych metod; na pewno zaś nie jest możliwa przy pomocy kartki do głosowania. Aby w Polsce przeprowadzić taką akcję, trzeba mieć potężną maszynę polityczną i resortową, złożoną z dynamicznych młodych ludzi, którzy nie uczestniczą w obecnym podziale korzyści; trzeba mieć za sobą wojsko i policję. A i to jest jeszcze mało; trzeba mieć bowiem skonsolidowany i umotywowany własny aparat polityczny. Jednym z pierwszych kierunków obrony przez układ jest klinowanie i dzielenie napastnika. Czy PiS to ma? Nie znam na tyle polskiego rynku, by to stwierdzić. Można jednak odnieść wrażenie, że nie bardzo.

Co ma druga strona? Co ma UKŁAD? Poprzez kanały liberalne, rodzinne żydowskie, masońskie i inne środowiskowe, dociera do podobnych liberalnych elit Zachodu i USA, z łatwością uzyskuje korzystny dla siebie przekaz propagandowy. Słowem, ma skuteczne tuby nagłaśniające i jest w stanie głośno kwiczeć w obronie własnych interesów finansowych.

Polskie sądownictwo od czasu „transformacji” stało na straży systemu władzy. Przechlupnięci bez zmian z PRL-u sędziowie wydawali tak karkołomne decyzje, jak w przypadku Romana Kluski, to oni odpędzali i rujnowali wszystkich tych, którzy usiłowali zagrozić interesom nowej elity. Uznawanie pełnomocnictwa podpisywanego przez 140-letnich spadkobierców to tylko jeden z wielu przykładów bezczelności i bezkarności polskich prawników. Po prostu, przeginali, czuli się panami kraju, są  jednym z  istotnych elementów pilnowania ukradzionej schedy. Dlatego dzisiaj w walce o ich „niezależność” rzucono wszystkie siły; od krakowskiej masonerii po liberalną międzynarodówkę żydowską.

Zobaczymy więc wkrótce, czy Polacy potrafią przeciwstawić się takiej nawale i z jakiej broni będą strzelać.

 

Andrzej Kumor

 

 za.goniec.net

 

Kategoria: Andrzej Kumor, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *