banner ad

Kumor: Wałęsa to tylko część kłamstwa

| 5 czerwca 2016 | 4 komentarze

Lech WalesaSprawa dokumentów Wałęsy pokazała jak na dłoni to, co od dawna jest jasne. Polską transformację przygotowały i przeprowadziły służby informacji wojskowej pobłogosławione przez Amerykanów i innych zagranicznych partnerów. Jedną z twarzy tej operacji była polityczna pacynka – Lech Wałęsa. Opowieści tzw. działaczy opozycji o tym, jak to obalali komunizm, to bajka. Nie było czym, nie było jak.

Niestety, Maria Kiszczak niewiele się myli, mówiąc, że to jej mąż "obalił komunizm", z tym tylko zastrzeżeniem, że komunizm obalono jedynie nominalnie – jedną legitymację władzy zastąpiono inną. Już w latach 70. komunizmu nikt nie kochał, był fasadą zasłaniającą rządy kliki i klika zmieniła tę fasadę, przy mniej lub bardziej cynicznej współpracy tzw. opozycjonistów ze "strony społecznej".

Podobne operacje zostały przeprowadzone przez służby specjalne we wszystkich demoludach. Przy mniejszym i większym wsparciu dość biernej populacji; w Czechosłowacji trzeba było dźgać ludzi kijem, by zaczęli statystować w teatrzyku "przemiana ustrojowa", w Rumunii trzeba było użyć snajperów.

W Polsce było łatwiej, bo Polacy są bardziej zrywni i lepiej reagują na prowokacje. Mają to przećwiczone w historii. Na dodatek, nowa wielkoprzemysłowa klasa robotnicza peerelu przez lata całe była karmiona propagandą o własnej ważności, o tym, jak rządzi…

Wszyscy mamy sentyment do własnej młodości, do tych silnych przeżyć, do autentycznych ludzkich tragedii i dramatów, do tamtych przyjaźni i nadziei. Nie zmienia to jednak ogólnej perspektywy. A ta jest czytelna. Mimo obfitego zagranicznego finansowania "na wybranych kierunkach", opozycja polska lat 80. nie miała ani siły militarnej, ani propagandowej, ani organizacyjnej. Większość jej działań – o ile za takowe uznać można różne teatralne akcje – była znana służbom.

Opozycja ta nawet nie wydała z siebie frakcji terrorystycznej, jak to miało miejsce wszędzie tam, gdzie działały autentyczne ruchy narodowowyzwoleńcze, jak choćby w przypadku Irlandii, Kraju Basków czy Palestyny, gdzie frakcje takie stanowiły atut przetargowy w prawdziwych negocjacjach z rządzącymi.

Oddziaływanie propagandowe opozycji w Polsce ograniczało się do środowisk "inteligenckich" w większych miastach.

Słowem, opozycja nie miała ŻADNEJ mocy sprawczej. Mogła co najwyżej wydawać komunikaty nagłaśniane później z zewnątrz, przeprowadzać akcje ulotkowe podczas rocznicowych Mszy św. i drukować pisma, dzięki czemu można było pokazywać zachodniej opinii publicznej, że żyje.

Jej jedyny użyteczny charakter polegał właśnie na tym – roli listka figowego dla przepoczwarzającej się komuszej nomenklatury. Do takiej roli była przygotowywana przez służby systemu od początku stanu wojennego. Wówczas nastąpił przesiew, który  wyłonił tych, na których współpracy komuniści mogli polegać i których użyteczność była największa. I tego  dotyczyło porozumienie Jaruzelski – Geremek, które legło u podstaw nowego kształtu państwowego na polskich ziemiach.

Elementem tego porozumienia był "bohater ludowy" Lech Wałęsa – konstrukt propagandowy, świetnie działający na wyobraźnię opinii publicznej państw zachodnich, a tym samym usprawiedliwiający nową politykę wobec bloku wschodniego.

Próżność Wałęsy przy jednoczesnej posłusznej uległości wobec mocodawców trzymających w rękach sznurki informacji, gwarantowała, że nawet przy olbrzymiej popularności wewnątrzkrajowej i zagranicznej nie był on w stanie usamodzielnić się i wyemancypować. Pod względem cech charakteru był więc idealną postacią do roli, jaką mu wyznaczono.

Dzisiaj Polska, mimo wszystko, powoli i z trudem, ale dźwiga się. Czy mit Solidarności jest potrzebny młodemu pokoleniu.

Wałęsa siłą rzeczy niedługo będzie się rozliczał przed Panem Bogiem. Dlatego Polacy powinni rozliczyć nie tyle Wałęsę, co własną przeszłość; powinni rozliczyć porozumienie, jakie komuniści zawarli z własną agenturą w Magdalence. Czasu się nie cofnie, historii nie przeżyje inaczej, ale po to, by budować suwerenną Polskę, musimy mieć wiedzę, musimy znać informacje.

Kornel Morawiecki – bohater Solidarności Walczącej, zaapelował ostatnio do Wałęsy, by "stanął w prawdzie" i przyznał się, tymczasem może lepiej byłoby, by ludzie tamtych czasów, również ci o znanych nazwiskach i odgrywający wówczas jakąś rolę, "stanęli w prawdzie" i powiedzieli,  jak było i co mogli.

No bo jeśli to oni obalili komunizm, to powinni się wytłumaczyć, co z tym zwycięstwem zrobili; dlaczego pozwolili na rozszabrowanie kraju? Jeśli zaś to nie oni wygrali, no to warto byłoby pokazać, dlaczego byli słabi, co przeszkadzało i dlaczego dali się wykiwać.

Stańmy w prawdzie, zamiast podtrzymywać  matriks narzucony przez cudzą propagandę. Wałęsa to tylko część kłamstwa. W odkrywaniu prawdy nie powinniśmy się zatrzymywać w pół drogi.

 

Andrzej Kumor

 

za:goniec.net

Kategoria: Andrzej Kumor, Polityka, Prawa strona świata, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (4)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Robert G. napisał(a):

    Absolutnie zgadzam sie z autorem Posiadajac jednak troche wiecej informacji, pozwole soibie dodac pare szczegolow.

    Po pierwsze, tzw. "transformacja" w Polsce byla tylko czescia fazy zakonczeniowej projektu-eksperymentu komunistycznego, przeprowadzanego praktycznie przez ok. 80 lat, a z uwzglednieniem "planowania" przez prawie 150 lat, przede wszystkim na narodach Europy Srodkowo-Wschodniej, a takze Azji i czesciowo Ameryki Pd.. Fiasko – przede wszystkim materialne – tego eksperymentu bylo juz widoczne pod koniec lat szescdziesiatych i wtedy juz zaczeto przygotowywac rozne warianty "odwrotu", polegajace miedzy innymi na tworzeniu w krajach dotknietych tym eksperymentem sterowanej "opozycji" czy "podziemia" i przygotowywaniu niektorych marionetek z tegoz do pozniejszego objecia funkcji w "potransformacyjnych" spoleczenstwach. Przy czym jest absolutnie niewykluczone, ze w tych "sterowanych opozycjach" znajdowali sie tez ludzie naprawde idewowi i zaangazowani, nie zdajacy sobie sprawy ze sterowania i poswiecajacy siebie calkowicie walce o wolnosc i demokracje dla swoich narodow. Byla to jednak zdecydowana mniejszosc, ktora po zakonczeniu "transformacji" zostala calkowicie "wystrychnieta na dudka", przez tych, ktorym zpreparowano mit "wielkich dzialaczy"i przyklejono do siedzen stolki, na ktorych do dzisiaj siedza.

    Ta "transformacja" byla sterowana z osrodka czy osrodkow ktorych istnienie jest oczywiste, ale ktorych dokladne umiejscowienie jest przedmiotem sporow. Jedno jest jednak pewne: Kto byl ramieniem wykonawczym i zapewniajacym logistyke "transformacji", byl to bez watpienia US States Department. A dzialal zarowno konspiracyjne, jak i calkiem otwarcie pod przykrywka poparcia dla ruchow demokratyczno-wolnosciowych w opanowanej prze komunizm Europie. W gruncie rzeczy wszystkie te tzw. "demokratyczne opozycje" byly na sznurku tej instytucji. Tak samo byli oplacani przez nia Gorbaczow, jak i Walesa. Wedlug mojego informatora Walesa mial przez lata otrzymywac stala prywatna pensje z tego zrodla.

    States Department sterowal wszystkim, takze upadkiem muru berlinskiego. Doswiadczylem tego osobiscie, jak nastepuje:

    W czerwcu 1989 mialem w jednej z niemieckich central politycznych referat na temat, jakie byloby zdanie polskich osrodkow emigracyjnych na temat ewentualnego zjednoczenia Niemiec. Poprosilem wtedy o opinie na ten temat z roznych osrodkow i o zezwolenie na przytoczenie tych opinii w moim referacie. A czas byl goracy, w Czechach i na Wegrzech mnozyli sie uciekinierzy z NRD. Pare tygodni przed tym referatem siedzialem 24 godziny w rowie przed przedstawicielstwem NRD w Bonn z "Mahnwache" International Gessellschaft für Menschenrechte (IGFM), do ktorej wtedy nalezalem.

    Z USA przywiozl mi obszerne opracowanie na ten temat czlowiek, ktorego nazwiska nie chcialbym tutaj wymienic, z ktorym mialem kontakt od ponad czterech lat. Byla to postac bardzo kontrowersyjna (mozna poczytac o tym w internecie), ale ja osobiscie moge jedno o nim poswiadzyc: Mimo bledow, udokumentowanego chaosu w dzialaniach byl to czlowiek na wskros uczciwy i bezgranicznie oddany Polskiej Sprawie, dla ktorej poswiecil caly swoj majatek i cale swoje zycie.

    Poza tym, mial on swietnych informatorow w States Department.

    Na odchodnym, przed odlotem z Kolonii, gdzie sie z reguly spotykalismy, powiedzial mi: "Wie pan co, moze pan na tej imprezie powiedziec Niemcom, ze na jesieni mur berlinski upadnie"

    Na imprezie bylo towarzystwo "doborowe", szefowie instytutow historycznych tzw. IFZ-tow (Institut für Zeitgeschichtliche Forschung) itp. Kiedy na zakonczenie powiedzialem ostroznie, ze "wedlug moich informacji spodziewany jest upadek muru berlinskiego na jesieni tego roku" zapanowala absolutna cisza. Nikt nie pytal, nikt sie nie smial, chociaz w oczach prawie wszystkich widac bylo usmiech powatpiewania. Moderator podziekowal mi za referat i wygladalo na to, ze sprawa jest zakonczona.

    Takze na bankiecie po imprezie nikt z Niemcow nie pytal mnie o szczegoly. Tylko moj koreferent, Konsul Generalny USA z jednego z wielkich miast niemieckich, ktorego znalem juz telefonicznie z moich interwencji w sprawach Polakow chcacych emigrowac do USA, doktor S. podszedl do mnie i zapytal: "No, no, ale skad ma pan takie informacje?". Odpowiedzalem:"Z tego samego zrodla, co i pan, panie doktorze".

    Zasmial sie i zaprosil mnie na drinka.

    Na zakonczenie moj osobisty, poza-polityczny (jezeli mozna tak powiedziec) niestety bardzo czarny osad jednego z chyba zaplanowanych, i wstydliwie ukrywanych efektow tych "transformacji":

    W Polsce, jak i w innych dotknietych nia krajach powtarza sie jedno ze zjawisk Rewolucji Francuskiej.  Spuszcono "ze smyczy" skrajna holote, ktora dotad jakos trzymana byla w ryzach.

    Na Zachodzie juz w czasach napoleonskich wytworzyla sie swego rodzaju rownowaga, holota cofnela sie do swego rodzaju gett, gdzie jest, niestety tolerowana.

    Ale w Polsce wedlug moich obserwacji pleni sie coraz bardziej i opanowuje coraz szersze obszary zycia spolecznego. Widac to w zwyczajach, w jezyku, w zyciu politycznym, dyplomacji, Sejmie, po prostu wszedzie.

    Mala pociecha moze byc, ze wedlug mojego rumunskiego przyjaciela (tworca nowej rumunskiej Chadecji) w jego kraju wyglada to jeszcze gorzej.

    CZY TAK MUSI BYC ?

     

     

  2. emit napisał(a):

    Czy tak musi być ?

    Tak właśnie musi być !  Od 1945 roku hodowano w Europie Wschodniej destruktorów. Postawiono na paranoików i ociężałych umysłowo. To nie przypadek, że wylansowano coś takiego jak Wałęsa. a władzę wykonawczą oddano debilowi balcerowiczowi, michnikowi i całej zgrai otumanionych wasali. Świat ma być fanatycznie oddany interesom USA. Dlatego ciągle działa coś takiego jak " radio swoboda" w bardzo wielu językach. W Azji tuba propagandowa szczuje i podżega udając "wolną azję".  Za jakimi nazwami ukrywają się podżegacze manipulujący społeczeństwami na innych kontynentach ?   

  3. Robert G. napisał(a):

    @emit

    Polska holota, tak jak kazda inna, jest produktem krajowym. Tak samo. jak zlodziejstwo (kradziez samochodow, okradania Kosciolow, zabytkow… itp.) czy bandytyzm. Otwarcie granic "umiedzynarodowilo" to zjawisko. Wprawdzie "zlecenia" moga przychodzic z zewnatrz, ale wykonawcy sa urodzonymi w Polsce Polakami. To zjawisko istnialo zawsze, ale trzymane bylo w ryzach, teraz sie coraz bardziej rozplenia. Nie widze sily, ktora chcialaby temu zapobiec. Tak zwane "elity", zwlaszcza polityczne, zamiast sie temu zjawisku przeciwstawic, staraja sie o poparcie "holoty" i stopniowo sie w nia zamieniaja. Wychowawcza rola Kosciola Katolickiego jest zadna, zreszta co to za autorytet, ktory sam nie chce sie oczyscic z PRL-owskiej przeszlosci.

    Zeby tak NIE BYLO potrzeba Pasterzy, zarowno duchowyc, jak i swieckich. Pasterzy, ktorzy nie klamia dla jakichkolwiek celow, nawet takich, ktore wydaja sie byc dobre. Te sprawe moga zalatwic w Polsce tylko Polacy, "zagranica" nie ma tu nic do czynienia.

     

  4. Robert G. napisał(a):

    Uzupelnienie:

    Jestesmy dumni z tego, ze zadnemu zaborcowi czy okupantowi nie udalo sie zdemoralizowac naszego Narodu. Dlaczego teraz jest inaczej ? Czy musimy zawsze byc pod butem, by wyciekala z nas "dobra krew" ?

    A moze to wszystko tylko legenda, w ktora wierza nieliczni, a reszta ja tylko klepie dla wlasnego samozadowolenia i usprawiedliwiania swych mniejszych i wiekszych dranstw ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *