banner ad

Kumor: O wyższości wojsk zaciężnych…

| 24 maja 2016 | 1 Komentarz

Rotmistrz_pancernyPokutuje w polskiej mentalności przekonanie, że politycy powinni być jak Siłaczka czy dr Judym, a politykę robi się pospolitym ruszeniem. I jest w tym wielka wartość, jeśli na ołtarzu starań politycznych składamy całopalną ofiarę własnego życia, poświęcając na dokładkę dzieci i rodzinę.

Nasza historia obfituje w piękne klęski, w których „zwyciężaliśmy moralnie”. Niestety, owe „zwycięstwa” nie tylko, że nie przybliżały nas do narodowego sukcesu, ale jeszcze powodowały olbrzymi ubytek polskiego majątku i przetrzebienie najwartościowszych pokoleń.

Wszystko to jest oczywiście efekt pokarania nas zaborami przez Pana Boga. Było szlachcie za dobrze, przestała kształcić dzieci, no a potem nie dało się już wiele zrobić. Przez rozbiory polska państwowość powstawała dziwacznie i zbyt późno, by móc wykształcić nowoczesne myślenie polityczne.

Jedną z jego podstawowych zasad  jest to, że polityka wymaga zapewnienia finansowania działalności. Kto ma czym płacić, ten działa. Potwierdza to dzisiejsza polska rzeczywistość, potwierdza to również polska historia.

Jeśli chce się działać niezależnie trzeba mieć niezależne środki.

Przykład pierwszy z brzegu – polskie państwo podziemne. Oficerowie Armii Krajowej otrzymywali pensje. Bo nie można poważnie walczyć za kraj jedynie „po godzinach”, jednocześnie tyrając na cały etat. Kurierzy wozili więc z Londynu  instrukcje, ale przede wszystkim złoto i dolary. Zresztą nie tylko podczas okupacji niemieckiej, ale również po zakończeniu wojny z Niemcami, kiedy to owe złoto i dolary często lądowały w kieszeniach ubeckich prowokatorów.         

 Uświadomił mi to lata temu porucznik NSZ Tadeusz Siemiątkowski, który opowiadając o rozmowach scaleniowych z AK, stwierdził: – Ponieważ większość oficerów to byli piłsudczycy, to oni to wszystko później zaczęli przejmować i ta Służba przerobiła się na Związek Walki Zbrojnej. Ta organizacja robiła się największa, bo miała pieniądze. (…)  A potem już w 42 roku zaczął się pęd do scalenia tych wszystkich kół, zwłaszcza zaś nacisk ze strony Londynu, który miał pieniądze i czasami kupował. (….) Londyn przysyłał pieniądze i oni mogli szeroko działać. I działali! W każdym razie delegatura AK przekupiła po prostu… Wie pan, ja panu to  mówię, ale nie mam na to dowodów – ja to słyszałem, to było głośne…

Politycy narodowi, którzy weszli w ten „kwadrat”, dostali „zapomogi” – tak  się to nazywało. Nie wiem tam ile, może z dziesięć tysięcy dolarów  miesięcznie – dla całej organizacji politycznej. Zresztą dowództwo,  oficerowie, którzy weszli, byli od razu na pensji. No i były pieniądze!  Londyn dawał, nie miał dużo, ale dawał!

Nawet najbardziej zbożna działalność wymaga pieniędzy, o czym od wieków wie Kościół katolicki, głosząc wiernym, że muszą Kościół utrzymać. Znów podeprę się wspomnieniami, tym razem księdza, który pracował na misjach wśród Pigmejów i powiedział, że tubylcom od początku tłumaczy się, że to nie jest „kultura cargo”, trzeba misję wspierać i jeśli nie mają kurki czy jakiegoś owocu, to powinni choćby przyjść popracować.

Polityka to jest działanie dla dobra wspólnego, ale pro publico bono nie oznacza, że za darmo. Z patriotycznego czy ideologicznego uniesienia można działać krótko i kiedy nie ma się innych obowiązków. Nawet ukraińscy superideowi banderowcy-majdanowcy mieli zapłacone za koczowanie na kijowskim placu. W przeciwnym razie rozeszliby się po tygodniu, szukając jakiegoś dochodowego zajęcia. Jak się później okazało, płacili im przez pośredników Amerykanie.

Dlaczego to przypominam? Bo właśnie w miniony weekend* przez Warszawę przeszły marsze KOD-u i antyKOD-u. Okazało się, że KOD-u było wiele więcej. Wywołało to lekką konsternację antyKODowej strony, skoncentrowano się jednak na podważaniu informacji o frekwencji KOD-owego pochodu, zamiast zająć istotą rzeczy.

To, co ma tutaj największe znaczenie, to fakt, że KOD był i jest “umocowany” finansowo, a antyKOD nie, słowem, jedna strona przyjechała do Warszawy za partyjne pieniądze, z opłaconą wyżerką i dźgnięta w tyłek groźbą dąsów aparatu, druga zaś była goła i wesoła. Patrząc z zewnątrz, nikogo nie interesuje, która strona była bardziej ideowa – ważne jest, jaki przekaz został osiągnięty. A przekaz był taki, że manifestacja KOD-u była masowa.

Polityka bez pieniędzy jest niemożliwa! Co więcej, polityka bez pokazania źródeł pieniędzy jest podejrzana. Bo kto płaci, ten najczęściej wymaga. Często jest to sponsor ukryty.

Dlatego właśnie w wielu państwach zakazuje się działalności tajnych zagranicznych lobbystów, różnych organizacji „pozarządowych”, aby nie dać sobie robić dywersji.

I dlatego trzeba sobie zapewnić trwałe źródła finansowania polskich działań. W kraju, który już od kilkuset lat boryka się ze zdrajcami opłacanymi przez obce ambasady, jest to absolutna konieczność. Bieżące wypadki pokazują to z całą ostrością.

 

 

Andrzej Kumor

 

* artykuł z dnia 13/05/2016

 

za:goniec.net

Kategoria: Andrzej Kumor, Polityka, Prawa strona świata, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Robert G. napisał(a):

    Z braku wlasnych pieniedzy jest kazdy, z zewnatrz sponsorowany – ruch narodowy, czy pseudonarodowy skazany na fiasko.

    Mieszkam od ponad trzydziestu lat w Nadrenii-Palatynacie w regionie, w ktorym po pierwszej wojnie swiatowej istnial dosc powazny ruch separatystyczny, dazacy najpierw do autonomii, a w dalszej perspektywie do przylaczenia do Francji (jak to podobne do separatystow ukrainskich!).

    Ruch ten byl po cichu wspierany przez lokalne francuskie wladze okupacyjne, ktorych urzednicy robili w tym czasie kokosy na sztucznie przez nich wywolywanych spekulacjach odnosnie przyszlosci tego regionu.

    W Wikipedii mozna troche o tym ruchu, ktory przerodzil sie w zbrojne powstanie, poczytac, ale niektore, z naszego "patriotycznego" punktu widzenia "zabawne" szczegoly rozwoju i upadku tego "powstania" sa z wiadomych wzgledow przemilczane (po niemiecku "zu peinlich").

    W powstaniu mialy miejsce regularne bitwy z wojskami ogolno-niemieckimi, najwazniejsza miala miec miejsce w okolicy miasteczka Ochtendung, okolo 30 km od mojego miejsca zamieszkania.

    Opowiadal mi o tym wszystkim w koncu lat osiemdziesiatych nauczyciel gimnazjalny mojego syna, ktorego dziadek bral w tym "ruchu" udzial.

    Jego zdaniem, wbrew oficjalnym wersjom "powstanie" upadlo z nadzwyczaj prozaicznego powodu:                                                     "Sily powstancze" byly dowozone na miejsca bitew autobusami miejscowych firm przewozowych, ktore kasowaly za te przewozki zdrowe sumy. Kiedy skonczyly sie wlasne pieniadze na te "przewozki",                a i Francuzi stracili ochote na ich finansowanie (dosc nabili juz kabze na calej imprezie), "wojsko powstancze" po prostu sie rozlecialo.

    Wracajac do Polski: Jedynym calkowicie udanym polskim ruchem narodowo-wyzwolenczym (pomimo jawnego sabotazu ze strony Jozefa Pilsudskiego) bylo Powstanie Wielkopolskie, calkowicie finansowane przez Wielkopolan, a przede wszystkim przez takich patriotow, jak Raczynscy, Mielzynscy i wiele innych wielkopolskich rodow arystokratycznych.

    Niestety, w nowopolskim "smietniku" (general Barcz sie klania) nie widac takich Patriotow.

     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *