banner ad

Kumor: Gwiazdy w oczach

| 25 sierpnia 2015 | 0 Komentarzy

okragly_stol_pap_600W rozmowach na temat Polski często padają słowa: "trzeba było", "należało" itp., opisujące to, co trzeba było zrobić, "aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej". Problem tego ujęcia jest taki, że rzeczywiście, "gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem", ale alternatywna wizja przebiegu wypadków pomija zasadniczy problem. Nie było komu!

W Polsce nie było patriotycznego środowiska, zdolnego do skutecznej akcji politycznej, a nawet przedstawienia sensownego programu gospodarczego. 
Interesy zewnętrzne zainteresowane wyeliminowaniem Polski, jako potencjalnego gracza regionalnego, natrafiały w naszym kraju na bezwolną masę ogłupionych Polaków, nierozumiejących mechanizmów świata, poruszających się w głębokim matriksie stereotypów na temat najprostszych politycznych interakcji. Z drugiej strony, ludzie, którzy rozumieli, jak się sprawy mają, nie byli patriotami, nie zależało im na stworzeniu jakiegokolwiek sensownego bytu państwowego; zależało im na podłączeniu do głównych nurtów szabru.

Polska – pożal się Boże – opozycja była całkowicie nieprzygotowana do normalnego działania. Wystarczy poczytać jej ówczesne komunikaty i oświadczenia. Wśród polskiej elity "patriotycznej" panowało przekonanie, że gdy tylko wyrzucimy z kraju "czerwonego luda" w postaci sowieckich wojsk, "Zachód" szybko zrobi nam dobrze. Wśród ludzi w tak katastrofalny sposób zakompleksionych przez izolację geograficzną (cedzenie zagranicznych paszportów za czasów PRL) intelektualną, nieznajomość języków, i oczadzenie mitami z XIX wieku, jakiekolwiek skuteczne działanie polityczne było niemożliwe.

Dlatego na czas transformacji poszczególne agentury przygotowywały własne stronnictwa, mierząc w ludzi z potencjałem, inteligentnych, zdolnych. Amerykanie prowadzili "na kontakcie" stypendystów różnych mniej lub bardziej prywatnych fundacji; ich służby (DIA, CIA, NSA) przebrane za dyplomatów, przyjaźnie puszczały oko do wielu środowisk młodych opozycjonistów, np. koledzy z WiP-u, wraz z "wybuchem wolności" podróżowali do Waszyngtonu na lekcje poglądowe.

Odbywało się to na wielu mniej lub bardziej dyskretnych poziomach. Pan konsul USA w Krakowie, któremu jeden z rodziców podnajmował willę na mieszkanie, zapraszał w latach 80. kolegów z liceum na oglądanie fajnych filmów – puszczał im "Rambo"…

Co dzisiaj robią? Dobre pytanie.

Tyle o Amerykanach.

Rosjanie zaś robili swoje przez hardcore z PRL-u, zapuszczając łapy w strategiczne sektory gospodarcze, montując agenturę na przyszłe dekady; Kreml tracił wpływy, ale ludzie Kremla nie zamierzali odchodzić na emeryturę. Była dla nich oferta. Dysponowali wszak siatką wpływów i informacji, która w doskonały sposób nadawała się do odcięcia z peerelowskiej tuszy co tłustszych kawałków. Część polskich kagebowców przewerbowała się na kierunek amerykański, ale w nowych strukturach WSI pozostało wystarczająco dużo zaufanych towarzyszy, by można było w Polszy sprawnie prowadzić interesy.

Niemcy.

No, ci mieli gotową agenturę od czasów, kiedy bodajże w 1984 r. Kiszczak pozwolił Stasi założyć własną siatką nad Wisłą, niezależną od polskiej struktury.

Działo się to na wniosek sowiecki. Raz agent, zawsze agent. Agenturę Stasi przejęło BND, mieli do niej też dostęp Amerykanie, ponieważ niesławnej pamięci oberkomendant Stasi Markus Wolf przekazał USA ciekawe listy (w tym listę agentów Stasi w RFN, którego to dokumentu Waszyngton przez 10 lat nie chciał Niemcom oddać, mając w tym czasie dostęp do agentury). Niemcy mogli więc w Polsce działać nie tylko przez ludzi o podwójnej lojalności, którzy i tak byli na celowniku jeszcze za peerelowskiego kontrwywiadu, ale całkiem nowych agentów, pozyskanych czasem nawet pod obcą flagą. (w końcu agent nie musi wiedzieć, dla jakiego wywiadu pracuje).

Żydzi.

Ci mieli najlepsze rozpoznanie i możliwości działania, sięgające najwyższych eszelonów peerelowskiej władzy. Z kilku prostych powodów. Ich agenci byli w Polsce jak u siebie w domu. Całe stronnictwo "puławian" miało świetne i dokładne informacje o PRL. Część z tych ludzi Gomułka wywalił z Polski, kontakty jednak pozostały, inna część działała w Polsce dalej w Komitecie Centralnym, Biurze Politycznym, peerelowskim przemyśle. Izrael, za sprawą osób o podwójnej lojalności, miał również superrozpoznanie środowisk opozycyjnych.

I tu wracamy do pytania podstawowego.

A Polacy? Co mieli Polacy?

Ci mieli gwiazdy w oczach…

Tak. "Należało" to, "trzeba było" tamto, ale nie było komu. W rezultacie wojny z Polski zrobiono frankensteina, w miejsce głowy odstrzelonej w Katyniu i Powstaniu Warszawskim, Stalin przyszył nową, pozbieraną z kawałków różnych szumowin.

Kiedyś ktoś ładnie odpowiedział na ciekawe pytanie. Dlaczego Niemcy, pomimo wielkiego niedostatku środków do prowadzenia wojny, wyrzucili po powstaniu wszystkich warszawiaków i dynamitem rozprawiali się ze zbuntowanym miastem? – Proszę pana – brzmiała odpowiedź – Hitler był wizjonerem, wiedział, że przegrywa wojnę, ale dzięki jego akcji Angela Merkel nie miała w Warszawie "polskiego problemu".

Trzeba czasem umieć patrzeć ponad horyzont…

Kiedy my będziemy potrafili?

 

Andrzej Kumor

 

za:goniec.net

 

Kategoria: Andrzej Kumor, Historia, Polityka, Prawa strona świata, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *