Ku pamięci Francisco Franco

| 20 listopada 2015 | 0 Komentarzy

franco murialBiorąc pod uwagę powstrzymanie czerwonej hordy, autentyczną wierność względem Stolicy Piotrowej i co najważniejsze; przedłużenie żywotności tego drzewiej wspaniałego kraju romańskiego jakim była Hiszpania –  i co z tym bezsprzecznie związane – przystopowanie chociaż na chwilę degeneracji Okcydentu, a pomijając (nie daj Boże, wynikający ze złej woli, raczej z często spotykanego – niepełnego rozumienia zasad prawowitości) błąd, jakim było przekazanie korony Hiszpanij uzurpatorowi Janowi, w czterdziestą rocznicę śmierci, pamiętajmy o wielkim wodzu jakim był Caudillo – generał  Francisco Franco y Bahamonde.

 

Jego przywiązanie do transcendentnego źródła władzy, tradycji i symboliki najlepiej podsumowane podczas instauracji w madryckim (królewskim) kościele świętej Barbary, gdzie występował pod baldachimem (przywilej zastrzeżony dla biskupów i królów, więc pomazańców); na którą sprowadzono najświętsze insygnia królestwa: wizygocką relikwię Arki, nawaryjskie łańcuchy zdobyte w bitwie pod Tolosą, Chrystusa spod Lepanto, wizerunek Naszej Pani z Atocha. Odśpiewano Te Deum, średniowieczną sekwencję: hymn na powrót króla z wojny (zastępując oczywiście słowo „rey” słowem „caudillo”). Na początku, pomodliwszy się u grobów Karola V i Filipa II w Eskurialu, złożył swoją szpadę u stóp Chrystusa z Lepanto jako votum. Następnie otrzymał błogosławieństwo od Prymasa Toledo i Hiszpanii, który powierzył go opiece „Tego, od którego pochodzi Prawo i Władza”. *

 

Ostatni, prawdziwie katolicki mąż stanu.

 

AJ

 

* fragment korespondencji znanej jako „Listy do J.” –  prof. Bartyzel

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Historia, Komunikaty, Wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *