banner ad

Krwawy kompromis

| 14 maja 2014 | 1 Komentarz

dzieckoŻycie ludzkie rozpoczyna się w momencie poczęcia. Nauka nie ma tu wątpliwości, a wobec światopoglądu kwestia ta powinna pozostać nietykalną. Niestety, to nie troska o ochronę życia ani nauka wyznaczają politykom priorytety. Może przez nieświadomość?

Polskie dzieci poczęte – w porównaniu ze swoimi koleżankami i kolegami ze znakomitej większości krajów Zachodu – i tak jednak mają szczęście, bo w Polsce istnieje "kompromis" i prawo aborcyjne nie jest tak liberalne. Mało tego, jak powiedziała niedawno szwedzka minister – takie prawo aborcyjne, jak to nasze, jest "hańbą". 

Tymczasem, dyskutowany ostatnio, głośny przypadek dziecka z Zespołem Downa, które we Wrocławiu przeżyło próbę aborcji, jest tylko jednym z wielu potwierdzeń prawdy naukowej, jasno określającej to, kiedy powstaje ludzkie życie. Aborcja jest zatem zwykłym morderstwem; to bardzo proste. Jednak nie dla prawodawców, w tym polskich. Nawet czteroosobowa grupka posłów PSL, czyli tzw. "ludowców", która ze wrześniu ub.r. głosowała za odrzuceniem projektu ustawy zakazującej aborcji eugenicznej, ma widać kłopoty z logicznym myśleniem… "na chłopski rozum".

O ile kompromis nieodzowny jest w handlu, życiu rodzinnym, czy – a i owszem – polityce, o tyle w przypadku ludzkiego życia to słowo brzmi jak ponury żart. Lobby aborcyjne, antykoncepcyjne, wspomagane "obrońcami praw człowieka", którzy z obrońcami praw człowieka wydają się mieć tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym, na Zachodzie Europy, mimo korzystnej dla siebie sytuacji, ciągle "prężą muskuły" i z czasem będą zapewne coraz mocniej próbować sforsować nawet i ten polski "kompromis". Europy XXI wieku nie stać na włożenie tych wszystkich sił i środków w profilaktykę, aby kobiety: a) nie musiały, b) nie chciały – dokonywać aborcji. 

Porozumienie sprzed lat, pozwalające w Polsce na zabójstwo nienarodzonych dzieci w trzech przypadkach, póki co ma się jednak dobrze. Także obecni prezydent i premier są za jego utrzymaniem. Nie przeszkadza im nawet wiara – a wierzącymi są (wedle własnych deklaracji) bez wątpienia. W sieci znaleźć można zdjęcie Bronisława Komorowskiego, przyjmującego Komunię Świętą na klęczkach, a Donald Tusk w 2005 – pod wpływem głębokiego doświadczenia z pogrzebu Jana Pawła II, zawarł ślub kościelny (nawiasem mówiąc, przypadkiem do wyborów też już było niedaleko). 

 Tymczasem papież Franciszek, co zresztą nie jest niczym niezwykłym i wyjątkowym, jeszcze jako kardynał podpisał w 2007 roku dokument końcowy Konferencji Biskupów Ameryki Łacińskiej i Karaibów, który mówi m.in.: „Nie można jednocześnie przyjmować Komunii św. i w tym samym czasie działać czynami lub słowami przeciw przykazaniom, zwłaszcza kiedy sprzyja się aborcji, eutanazji i innym ciężkim winom przeciw życiu i rodzinie". Pozostaje więc tylko wierzyć, choć nie jest to łatwe, że to nie brutalna hipokryzja – a właśnie, no cóż – niewiedza, każą utrzymywać ustawodawcom ten krwawy kompromis. Bo legalna aborcja jest sprawą prywatną w takim stopniu, co Holocaust czy mord katyński. Nie jest też pozbawiona logiki teza Wojciecha Cejrowskiego, że z moralnego punktu widzenia uprawnione byłoby stanięcie przed klinikami, dokonującymi tych "zabiegów", z bronią wycelowaną w próbujących doń wejść aborterów.

Prof. Christopher O. Tollefsen z Uniwersytetu Południowokarolińskiego  i Witherspoon Institute pyta: „Aborcja mówi do dziecka: jesteś wykluczone ze wszystkich wspólnot, do których prawowicie przynależysz, w tym do szerokiej wspólnoty ludzkiej. Co może być bardziej publiczne niż to?”.

Jeśli więc jest to już w jakimś sensie sprawa osobista, to tylko dziecka, którego jednak praw nikt nie broni, ani którego o zdanie nikt nie pyta.

Kamil Cierniak

 

Kategoria: Społeczeństwo

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. BS napisał(a):

    Dobry artykuł. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *