Kirk: Ideologie kapitalizmu i socjalizmu

| 10 lutego 2016 | 1 Komentarz

Russell_Kirk_pipe_caneKapitalizm” i „socjalizm”: dwie XIX wieczne ideologie. Jak wszystkie ideologie, tak również i te zwodzą i zniewalają. Fanatycy "demokratycznego kapitalizmu" zdają się zapominać, że to Karol Marks stworzył słowo "kapitalizm", jak również jego koncepcję teoretyczną. Z kolei trzymający się jeszcze przy życiu entuzjaści abstrakcji zwanej „socjalizmem”, nakładają na siebie śmiertelne obciążenia, trwając w ślepej obronie przyczyn swoich wierzeń, tak ostentacyjnie zdyskredytowanych przez nędznych oligarchów rzeczywistych państw socjalistycznych.

Konserwatysta, który nie jest ideologiem, nie wierzy, że główną kwestią życia ludzkiego jest ekonomia; aczkolwiek, zarówno wojowniczy „kapitalista”, jak i żarliwy „socjalista” w to wierzą. Pamiętam wyroki mojego starego przyjaciela Wilhelma Röpke, napisane prawie cztery dekady temu w jego bardzo ważnej książce pt. „The Social Crisis of Our Times”:

Socjalizm, kolektywizm, i ich wypustki polityczne i kulturalne są, mimo wszystko, ostatnimi konsekwencjami naszego wczoraj; są ostatnimi drgawkami XIX wieku, i tylko w nich osiągniemy najniższy punkt stuletniego rozwoju wzdłuż złej drogi; są one, beznadziejnym i ostatnim etapem, do którego zdryfujemy, jeśli nie zaczniemy działać …”

Socjalizm – wsparty przez istniejący, a zarazem wykorzeniony, robotniczy element proletariacki, stał się dlań „strawny” dzięki, również pozbawionych korzeni intelektualistów, którzy będą musieli ponieść za to odpowiedzialność – jest mniej zatroskany interesami tych mas, niż interesami intelektualistów, którzy jako jedyni, rzeczywiście mogą spełnić swoje pragnienia obfitych pozycji władzy w ramach państwa socjalistycznego”.

Zgadzam się z nim. Ideologie kapitalizmu i socjalizmu to dwie strony, tej samej i fałszywej monety. Jako społeczeństwo, u końca XX wieku, powinniśmy (w toku zdrowego) dyskursu kierować się pewną moralną wyobraźnią i poddawać nasze choroby (publiczne i prywatne) szczerej konfrontacji. W rzeczywistości jednak, wydaje się, że dryfujemy w to, co Irving Babbitt nazywa „diabelskim Szabasem wirujących maszyn”; pamietać należy przy tym, że ludzka kondycja nie uległaby poprawie, po zastąpieniu społecznych inżynierów „socjalistycznych” przez ich „kapitalistycznych” odpowiedników.

Oczywiście, czasami można spotkać ludzi o dobrych intencjach, którzy myślą o sobie, w sposób trochę mglisty, ale jednak, jako socjalistach. Tym niemniej, wystarczy tylko przyjrzeć się z bliska Partii Pracy w Wielkiej Brytanii – która, mimo wszystko jest najbardziej ludzką, z większości światowych grup tej samej (socjalistycznej) prowinencji, aby zrozumieć, jak posępnym i szarym jest porządek socjalistyczny. Aspiracje XIX-wiecznych, zarówno francuskich i niemieckich chrześcijańskich socjalistów, czy też brytyjskich socjalistów cechowych (s. wolnościowych aj), poszły w niepamięć i migotają słabością. Jak zatem zawierać sojusze z duchami przeszłości?

Kapitalistyczni" ideolodzy, którzy głoszą, że Święty Rynek jest wszystkim, że jest początkiem i końcem, pracują nad własną zgubą. Własność prawdziwie prywatna, doprowadza do mega fuzji i połączeń, przewidywania Marksa stopniowo dążą ku spełnieniu: w trudnych czasach monopole i oligopole znajdują jedynie garstkę obrońców i bez trudu przekształcane są w filie państwowe. Postępujący moralny nihilizm liberałów, „rozpuszcza” wewnętrzny i zewnętrzny porządek rzeczy, wszystko ulega autentycznemu rozpadowi. W trosce o rzeczy niezmienne, powinniśmy unieść się ponad błahe frakcje i zjednoczyć się, aby wybawić Czas.

Ale zamiana „kapitalistycznej” mowy-trawy na „socjalistyczną” nie wystarczy. Tak długo, jak socjalista będzie kurczowo trzymał się prawdziwie socjalistycznych dogmatów, pozostanie on przeciwnikiem konserwatysty.

Co należy do obrońców rzeczy stałych? Nie powinni oni dążyć do przymierza z grupą starych lub nowomodnych ideologów, ale praktykować politykę rozwagi, ożywianą przez wyobraźnię. Polityka pozostaje sztuką tego, co możliwe. Rynek, oczywiście, ma swoje zalety (umiarkowane!); co nie oznacza abyśmy czcili Kiplingowych „Targowych bogów” („Gods of the Market-Place”). Roszczenia społecznościowe są także prawdziwe (umiarkowane!); ale nie składajmy się w ofierze temu, co Röpke nazywał – „Kultem gigantyzmu ” („the Cult of the Colossal”). Środki i półśrodki zaradcze dla naszego obecnego, tak upadłego stanu duchowo – politycznego zdrowia, są nieskończenie złożone, nie do osiągnięcia za pomocą rozbujałych pasji ideologicznych.

Podsumuwując, wzywam konserwatystów aby nie łamali chleba z libertarianami – ideologami solipsyzmu. Tym samym, usilnie Was proszę; omijajcie z daleka socjalistów (ideologów niwelacji – zrównania).


 

Russell Kirk

Tłumaczenie i opracowanie: Arkadiusz Jakubczyk

 

Tekst pochodzący z „The New Oxford Review” (Tom 54, Nr 8, październik 1987, s. 18-20.)


 

*Russell Amos Kirk, filozof polityki, historyk myśli politycznej, krytyk literacki i powieściopisarz (autor powieści grozy); uzyskał doktorat z literatury na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji; współpracownik National Review i Chronicles, założyciel (1957) i pierwszy redaktor miesięcznika Modern Age; w 1964 roku wspierał kampanię prezydencką B. Goldwatera; jeden z najwybitniejszych (i nielicznych w Ameryce – bo „urodzony w niewłaściwym czasie i miejscu”, z „gotycką i nieoświeconą głową”) przedstawicieli konserwatyzmu tradycyjnego, opartego o boskie Objawienie i transcendentny ład moralny (prawo naturalne), „organicznego” i roztropnościowego (w duchu św. Tomasza z Akwinu, R. Hookera i E. Burke'a); krytyk libertarianizmu, tzw. neokonserwatyzmu, uzależnienia polityki amerykańskiej od interesów Izraela i „misjonizmu demokratycznego”, wróg nowoczesności – także w jej technicznym wymiarze (samochód to „mechaniczny jakobin”); w 1963 roku konwertował (z episkopalizmu) na katolicyzm i związał się z broniącym rzymskiej tradycji liturgicznej Una Voce America; w 1989 roku odznaczony przez R. Reagana Presidential Citizens Medal.

prof. Jacek Bartyzel

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. de Montfort pisze:

    Nie łamać chleba z libertaianami oraz omijać z daleka socjalizm? To wyzwanie dla tzw. polskiego prawicowca:

    – ten KORWIN-owski b.chętnie łamie chleb z libertaianami,

    – ten PiS-owski jest socjalistyczny (gospodarczo), umiarkowanie konserwatywny (te umiarnowanie w konserwatyzmie podkreślał ś. p. Lech Kaczyński, podkreślał i podkreśla Jarosław) bądź – w najlepszym razie – jest typem "pobożnego socjalisty" by uzyć słów Grzegorza Brauna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *