banner ad

Kilijanek: Przyszedł człowiek do człowieka, czyli jak według ateistów powstała moralność

| 13 lutego 2015 | 0 Komentarzy

darwinPewnego dnia, jakiś czas po Big Bangu, w wyniku ślepego i niesterowanego przez żaden intelekt procesu ewolucji, powstał człowiek – byt, trzeba przyznać, dosyć skomplikowany jak na owoc przypadkowego procesu. W jakiś czas później, oczywiście wynikiem tego samego przypadkowego procesu, pod wpływem różnych czynników fizycznych i chemicznych, nauczył się on myśleć. Potem (z pewnością również przypadkowo) spotkał innego człowieka i nastała chwila konsternacji… Dwie istoty ludzkie doszły do wniosku, że lepiej jest sobie pomagać w celu przetrwania niż walczyć ze sobą. I tak powstała moralność.

Tak wynika z poglądów i słów angielskiego biologa Richarda Dawkinsa i jego współbraci w ateizmie, jak słynny w pewnych kręgach Christopher Hitchens. Jako znani wrogowie religii w ogóle, a chrześcijaństwa w szczególności, tak właśnie wyobrażali sobie powstanie moralności. Czemu tak absurdalnie? Wynik ewolucji? A może raczej dewolucji?

Moralność nie pochodzi od Boga

Jako wróg religii i ateista, Dawkins nie chciał przyznać, że cokolwiek pozytywnego mogłoby pochodzić od religii. Tego samego zdania był też inny angielski ateista – złotousty Christopher Hitchens. Uważał on, że jeśli religia miałaby w sobie coś dobrego, to musiałaby przejąć to od człowieka. Skraść coś, co człowiek na kolejnych etapach ewolucji wymyślił i przedstawić jako swoje. Jeśli miałaby zaś w sobie coś negatywnego, to tak Dawkins jak i Hitchens byli pewni, że miało to swoje źródło w samej religii. Tak też jest z moralnością. Ateuszom podoba się wzajemna pomoc, miłość, dobroczynność, ale nie mogą przecież zgodzić się na ponadnaturalne pochodzenie tych zachowań. Religia, według nich, nie ma z nimi nic wspólnego, chyba tylko to, że wykoślawia wzniosłe wartości i osłabia je, narzucając człowiekowi wierzenia wprost przeciwne tej ogólnoludzkiej moralności.

Hitchens twierdził, że umiejętność rozróżniania dobra i zła jest zakorzeniona w człowieku. Że jest wrodzona i wspólna każdemu homo sapiens już z natury i nie potrzeba żadnych dodatkowych systemów aksjologicznych mogących ją ulepszyć. One mogą tylko zaciemnić naturalne odczuwanie tego, które zachowania są złe, a które dobre. Jak to możliwe, że przypadkowo i niezależnie od siebie powstałe w procesie ewolucji „egzemplarze” ludzi otrzymały czy raczej wykształciły ten sam model zachowań? Dawkins twierdzi, że poprzez odwołanie do rachunku zysków i strat. Po prostu dla celów przetrwania lepiej było współpracować. Wydaje się logiczne. Ale załóżmy taką sytuację: dwie grupy umówionych co do wzajemnej, opłacającej się w kontekście przetrwania pomocy homo sapiens, współpracują w zdobywaniu jedzenia. Nadchodzi czas, gdy jedzenia zaczyna brakować, a migracja nie pozwala znaleźć nowych żerowisk. Co robią wtedy głodne ssaki? Z punktu widzenia przetrwania korzystniejsze jest pozbycie się słabszych osobników, aby silne miały więcej pożywienia, przetrwały i rozmnożyły się. Czy to jednak byłoby według Hitchensa i Dawkinsa moralne? Zakładam, że nie. Widzimy tutaj poważną lukę w ich poglądach. Aby rozwiązać ten kazus w sposób, który nie poraziłby nas brutalnością, którego nie nazwalibyśmy niemoralnym, czyli nie kończącym się zabójstwem słabych, musiałby on sięgnąć tam, gdzie tak bardzo nie chce sięgać – do chrześcijańskiej koncepcji prawa naturalnego. Musiałby powiedzieć, że życie nie może być odbierane z powodów utylitarnych, czyli że są powody, wobec których rachunek zysków i strat, przetrwanie bądź nie, ma wartość podrzędną. Czy Hitchens mógłby sięgnąć do kuferka wartości ludzkich po prostu? Nie. Z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, musiałby wyjaśnić jak powstałe w wyniku ewolucji i walczące o przetrwanie istoty mogłyby zdecydować się na ryzykowanie życia osobników zdrowych, na rzecz ratowania starych, chorych i słabych, mając w perspektywie wyginięcie gatunku z powodu osłabienia najsilniejszych jednostek? Czyżby miały w jakiś czarodziejski i anachroniczny sposób ulec resentymentowi? Po drugie, musiałby wyjaśnić, dlaczego zanim powstało chrześcijaństwo, nie mamy w historii do czynienia z podobną aksjologią, którą on nazywa po prostu ludzką, pewnym „wewnętrznym kompasem”, który zawiera wzajemną, bezinteresowną pomoc, miłość bliźniego, współczucie, ofiarność.

Morderstwo czy kradzież poddawana była sankcjom od niepamiętnych czasów. Zapisy takie znajdują się w najstarszych kodeksach. Jest to też widoczne wśród pierwotnych plemion żyjących w naszych czasach. Czy musimy tu przyznać ateistom rację? Wszak i przed chrześcijaństwem istniał zakaz mordowania, kradzieży, gwałtów. Nie. Ponieważ wymagałoby to założenia, że wszyscy ludzie (przypomnijmy, według Hitchensa i Dawkinsa produkty przypadkowego procesu) posiadali jakąś wspólną podstawę. Czy to możliwe aby różne istoty ludzkie, żyjące w oddaleniu od siebie wpadły na ten sam pomysł? Musiałyby mieć tak samo zbudowany mózg (Hitchens stawia znak równości między mózgiem a rozumem) a ewolucja musiałaby przebiegać u nich zupełnie tak samo. Jak to możliwe jeśli powstały zupełnie niezależnie od siebie w wyniku przypadkowego procesu bez planu i jednakowego wzoru?

Czy Hitchens się stabularyzował?

Kolejnym problemem, którego nasi angielscy bohaterowie zdają się nie zauważać, jest otoczenie, w jakim zostali wychowani. Dziecko rodzi się tabula rasa i jest tym, co zapiszą na nim rodzice i kultura kraju, w którym żyje. Niezwykle trudnym byłoby uwolnienie się od tego, co wtłoczył nam proces socjalizacji. Christopher Hitchens został wychowany w kraju będącym częścią kręgu kultury chrześcijańskiej, chodził do szkoły wyznaniowej, od małego przyzwyczajany był do, nazwijmy to, uczynków chrześcijańskich, takich, jak bezinteresowna pomoc, przekonanie o świętości życia, ofiarowywaniu siebie dla innych. Będąc wychowany w innej kulturze, nabyłby zgoła innego przekonania na przykład o wartości życia. On jednak za przykład przejawów moralności ludzkiej, naturalnej, uznaje w większości wartości dokładnie pokrywające się z wartościami, których był uczony jako chrześcijanin. Czy przypadkiem podaje za przykład moralności oddawanie krwi, a nie zostawianie pariasów na śmierć – bo tym szybciej będą mogli wcielić się w coś wyższego i skrócić swoje męki? Nie sądzę. Hitchens bezczelnie kradnie to, co dała światu religia chrześcijańska i próbuje to w śmieszny sposób przedstawić jako zdobycz człowieka, uzyskaną dzięki procesowi ewolucji. Doprawdy wyborna mieszanka godna ateisty. Zachowuje ona zarówno styl, bzdurność jak i poziom zakłamania proporcjonalny do tego, jaki jest obecny w założeniu zwanym ateizmem. Zachowuje się jakby zdołał stać się na nowo tabula rasa, użyć swoich rozwiniętych w procesie ewolucji zmysłów i zrozumieć „moralność pierwotną” zupełnie niezależną od tego czym żył dotąd, jak został wychowany i czego nauczony. Udaje, że pomimo religijnego zgiełku dopadającego go zewsząd dokopał się do głębi moralności czysto ludzkiej, niestworzonej przez Boga, nieudoskonalonej przez nakazy chrześcijaństwa, ale wyewoluowanej z pojęcia moralności szympansa, jego bliskiego kuzyna od strony babci ewolucji.

Prawo naturalne

To, co w charakterystyczny dla siebie, ekstrawagancki, sposób Hitchens i Dawkins próbują degradować do roli urobku ewolucji (nieplanowanego i przypadkowego, jak zresztą wszystko czego według niektórych dokonała) normalny człowiek nazwie prawem naturalnym. Jest to odbicie wiecznego porządku, zapisanego przez Boga w naturze ludzkiej. Jako że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, możliwe było przekazanie zapisanego w duszy ludzkiej prawa kolejnym pokoleniom. Dlatego ludzie wszystkich ras na całym świecie, mimo wypaczeń spowodowanych błędami religii fałszywych, zgadzają się w fundamentalnych sprawach. Nikt nie mówi, że czynem sprawiedliwym jest zabicie matki, nikt nie powie, że za dobro należy odpłacić złem, nikt nie powie, że zabić niewinnego jest czynem chwalebnym. Gdyby człowiek był samą biologią, żadna z tych zasad nie byłaby niczym uzasadniona. Nie byłoby powodu aby ich przestrzegać. Dla biologii matka jest tylko innym osobnikiem, który jest przydatny, póki młode nie osiągnie pełnej sprawności. Na szczęście ludzie, wbrew temu co sądził Hitchens, a powtarza za nim jego osobliwa trzódka, posiadają duszę niematerialną, objawiającą się rozumem i wolną wolą. Rozumem, który pomaga odczytać prawo naturalne i wolną wolą, aby chcieć je wypełniać. Hitchens lubił nazywać człowieka ssakiem częściowo rozumnym. Myślę, że patrząc na niego i jemu podobnych można w tych słowach odnaleźć jakiś sens.

 

Karol Kilijanek

 

Kategoria: Karol Kilijanek, Myśl, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *