banner ad

Jakubczyk: Murzynowo?

| 14 listopada 2017 | 0 Komentarzy

Nie do końca rozumiem falę oburzenia, która była konsekwencją słów rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej, pana Mateusza Pławskiego. Przecież MW zalicza się do grona nurtów politycznych, zrodzonych podczas rewolucji francuskiej. Nacjonaliści postrzegają narody i rasy jako byty czysto etniczne.

Faktycznie, z biegiem czasu polski nacjonalizm ewaluował, dojrzewał, w końcu nabierając charakteru prawdziwie katolickiego. Jednakże jego korzenie pozostaną jego korzeniami, a ryzyko cofnięcia się w rozwoju zawsze będzie duże. Pan Pławski reprezentuje tzw. nacjonalizm agresywny – szownistyczny. W odróżnieniu od doktryny nacjonalizmu integralnego, uznającego państwo za suwerena i formę bytu „narodu historycznego”, niekoniecznie homogenicznego rasowo, etnicznie i językowo. Owe bałwochwalstwo etniczno-plemienne to „prymitywny sposób odreagowania upokorzeń zadawanych sentymentom, upodobaniom i obyczajom mas, przejawiający się zazwyczaj w tym, co współczesna nauka określa mianem „banalnego nacjonalizmu”.

Wielu nadwiślańskich „separatystów etnicznych” (sic!) jako powód swoich racjonalnych uprzedzeń podaje kryzys, jaki przechodzi obecnie Europa tzw. Zachodnia i fakt że chcą oni uchować Polskę przed takim samym losem. Istotą problemu „rasistowskiego” w  Europie jest postkolonializm. U nas niemożliwy z prostych przecież przyczyn. I tak dla przykładu, w Portugalii multirasowy luzotropikalizm od zawsze był częścią idei środowisk prawicowych. Murzyni z Angoli czy Mozambiku to jak najbardziej Portugalczycy – spróbujcie drodzy państwo im to wyperswadować. Kolonializm przeniósł do Azji, Afryki i Ameryki Południowej błogosławieństwa Cywilizacji Zachodu – tej prawdziwej rzecz jasna, łącznie z wiarą katolicką. Tragedią państw postkolonialnych jest to, że okres ten trwał za krótko. W Afryce, większość tamtejszych społeczności powróciło do pewnej odmiany plemiennego barbarzyństwa. W poszukiwaniu lepszego życia mieszkańcy tych państw napływają teraz do swych cywilizacyjnych państw – matek. Największą przeszkodą asymilacji tych grup jest ich liczba i wspomniany powyżej, niedokończony proces ich latynizacji.

No dobrze, ale czy murzyn może być Polakiem?

Kluczowym w problemie okazuje się samo pojęcie rasy. H. Taine zaznaczał  (jak przypominał p. Bartyzel) że „ rasa to „wrodzone i dziedziczne dyspozycje, które człowiek przynosi ze sobą na świat i które zazwyczaj łączą się z szczególnymi właściwościami jego temperamentu i struktury fizycznej. (…) Człowiek zmuszony do harmonijnego ułożenia swoich stosunków z otoczeniem nabywa odpowiedniego temperamentu i charakteru, a ów charakter i temperament jest tym trwalszy, im częściej odczuwa on wpływ owego otoczenia oraz im dłuższy jest okres, w jakim drogą dziedziczenia przekazuje to piętno swemu potomstwu. A więc w każdym momencie charakter danego ludu można traktować jako sumę wszystkich jego poprzednich działań i wrażeń, czyli jako pewną wielkość i pewien ciężar, co prawda nie nieograniczony, gdyż wszystko w naturze ma swoje granice, ale nierównie większy niż cała reszta i niemal niemożliwy do zrzucenia (…)”. Oprócz tej wewnętrznej struktury rasy należy „rozważyć środowisko, w jakim ona żyje. Człowiek bowiem nie jest sam na świecie; istnieje wokół niego przyroda i otaczają go inni ludzie; na znamiona pierwotne i stałe nakładają się znamiona przypadkowe i drugorzędne, a okoliczności fizyczne lub społeczne zakłócają lub uzupełniają ich naturę. Niekiedy oddziałuje klimat. (…) Niekiedy znów oddziałują okoliczności polityczne. (…) Niekiedy wreszcie pewien ślad pozostawiają warunki społeczne. (…) Charakter narodowy i otaczające warunki nie działają na tablicę pustą, lecz już pokrytą znakami. Zależnie od tego, w jakim momencie do niej podejdziemy, wzór na niej będzie różny, to zaś wystarczy, by wynik ostateczny był również odmienny”[1] .

Profesor Mieczysław Gogacz pisze: „dodaje się, że narodem są te osoby, które wiąże ponadto ten sam obszar urodzenia lub zamieszkania, ten sam język lub przynajmniej język dominujący, oraz ta sama kultura. Można zastanawiać się, czy są to elementy podobnie konstytuujące naród jak dobro wspólne”. [2] –  a zatem osoby mieszkające w Polsce, tym bardziej w Polsce urodzone, utożsamiajace się z  polską kulturą i tradycją są częścią narodu polskiego. Bez względu na ich tzw. pochodzenie etniczne – czymkolwiek ono jest. Problem z którym borykamy się dzisiaj w Europie nie jest problemem (w biologiczny sposób rozumianym) rasowym. Raczej cywilizacyjnym, religijnym i obyczajowym. Jak zauważył między innymi pan Terlikowski: na dzień dzisiejszy mniej istotnym jest, czy Europa będzie „biała” czy nie. Tylko  czy będzie chrześcijańska. Zacytuję: „Więcej mam wspólnego z kard. Robertem Sarahem niż z Emmanuelem Macronem. Sprowadzanie sporu o przyszłość Europy do koloru skóry (nawet jeśli symbolicznie) jest błędnym populizmem, który jest tylko dalszym ciągiem postoświeceniowego liberalizmu, a nie powrotem do chrześcijaństwa.”

Jako katolicy musimy odrzucić jakąkolwiek formę dyskryminacji na tle rasowym. "Interes moralności i religii wyższym jest nad interes tej lub owej Ojczyzny, bo sprawa ludzkości wyższa jest bez porównania nad wiekowy lub czasowy interes któregokolwiek z ludów. (…) Żaden jeszcze prawego serca i zdrowej myśli człowiek, żaden prawdziwy dziejopis nie uronił łzy politowania nad zgonem ludu moralnie zepsutego, bo owszem, na takowym zgonie ludzkość moralnie zyskuje. Jawną jest więc rzeczą, iż nawet dla interesu Ojczyzny nie godzi się obrażać nieprzemiennych i odwiecznych praw 'wyższego porządku' , w porównaniu z którymi każdy byt ojczysty pojedynczego ludu jest tylko znikomym zjawiskiem na łonie czasu i przestrzeni.” [3]

W przeszłości rasizm był zjawiskiem w świecie zachodnim całkowicie nieznanym. Chrześcijaństwo nie miało żadnego problemu z uznaniem świętości mieszkańca Numidii, a więc przedstawiciela rasy czarnej – Augustyna z Hippony, największego Doktora Kościoła do czasów św. Tomasza, jak też z przyznaniem, że Kościół i cała cywilizacja Zachodu powstały za sprawą nauczania i pod kierownictwem izraelskich i azjatyckich pasterzy, jak św. Epifaniusz, biskup Salaminy, czy św. Ireneusz. Rasizm pojawił się natomiast w atmosferze ideowych zawirowań i rozruchów, jakie wywołała nieszczęsna rewolucja francuska, urzeczywistniająca masoński (i talmudyczny) plan zeświecczenia Civitas Christiana. „Masoneria, bardziej niż jakakolwiek inna organizacja, przyczyniła się do zagwarantowania świeckiego charakteru państwa – napisał słynny „brat” Ernest Nys. – Ona ustawicznie walczyła o usunięcie ze wszystkich norm prawa oraz wszystkich oświadczeń prawnych pierwiastka religijnego.”[4]

Zakończę kolejnym cytatem, znanym i wałkowanym, działacza narodowego Wincentego Lutosławskiego: ”Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeżeli żyją do wspólnego ideału Polski. Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przyjmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach, jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków”.

 

Arkadiusz Jakubczyk

 

 

[1] H. Taine, «Rasa, środowisko, moment», [w:] S. Krzemień-Ojak, Taine, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, ss. 157-162.

[2] MIECZYSŁAW GOGACZ, “MĄDROŚĆ BUDUJE PAŃSTWO CZŁOWIEK I POLITYKA. ROZWAŻANIA FILOZOFICZNE I RELIGIJNE”

[3] Józef Kalasanty Szaniawski (1813).

[4]  E. Nys, Massoneria e societa moderna (‘Masoneria i nowoczesne społeczeństwo’), Foggia, 1988, s. 6.

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *