banner ad

Jakubczyk: Głębszy kłopot z Trzcianką

| 15 września 2017 | 1 Komentarz

Trzcianka to małe miasto w woj. wielkopolskim, w powiecie czarnkowsko-trzcianeckim, które  wyzwolono z rąk niemieckich w dniu 27 stycznia 1945 roku. Jak w przypadku większości ziem polskich, wyzwolicielami Trzcianki stały się oddziały radzieckie, w tym konkretnym przypadku  wchodzące w skład 9 Korpusu Pancernego, dowodzonego przez gen. mjr Nikołaja Wiediemiejewa (2 Armii Pancernej I Frontu Białoruskiego). Niemal nazajutrz do miasta przybyli pierwsi osadnicy z różnych zakątków kraju. Powoli życie przybierało normalny kształt, zorganizowano Obwodowy Urząd Pocztowy, posterunek Milicji Obywatelskiej, mianowano burmistrza, a później inne potrzebne miastu placówki i instytucje…jak dotąd – wszystko pięknie.

***

W piątek, 8 września bierzącego roku, w południe, rozpoczęło się burzenie Mauzoleum Armii Czerwonej, które stoi w samym centrum Trzcianki. Owa rozbiórka wywołała falę histerii w całym kraju.

Starania o zburzenie mauzeoleum trwały długo. Początkowo strona rosyjska nie zgadzała się na to, ponieważ – jak utrzymywała – pod mauzoleum znajdowały się szczątki żołnierzy radzieckich. Ambasada Rosji nie wyraziła nawet zgody na przeniesienie szczątek na cmentarz. Władze Trzcianki jednak nie odpuszczały.

Jakkolwiek osobiście, z moralnego punktu widzenia, nie widzę żadnych przeciwwskazań co do samej rozbiórki, to jednak wzięty pod uwagę musi być związany z nią  problem natury politycznej. Jak wspomiałem wyżej, strona polska utrzymuje że grobów tam nie ma, rosyjska przeciwnie. Rosjanie stoją na swoim stanowisku pomimo, że  byli informowani o tym że, po pierwsze, władze Trzcianki przeprowadziły badania georadarowe i elektrooporowe pod ścisłym nadzorem konserwatorskim, a po drugie, że owe badania „nie potwierdziły obecności ludzkich szczątków na tym obszarze. Ciała żołnierzy Armii Czerwonej zostały przeniesione na inne miejsce spoczynku już w latach 50. (XX wieku)”. Polsko-rosyjska umowa międzyrządowa o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji, zawarta w 1994 roku, „nie ma zastosowania do pomników symbolicznych, które nie są elementem grobów lub cmentarzy wojennych” – a do takich klasifikuje się wyżej wspomniane malzoleum. Jak wiadomo każdemu z nas państwo Polskie, Polacy, zawsze i „z należytą czcią i starannością otaczała i otacza mogiły wszystkich poległych żołnierzy, jeńców wojennych i internowanych, niezależnie od ich narodowości ani okoliczności, w jakich znaleźli się na naszych ziemiach”.

A więc w czym ów wspomniany problem? Problemem jest PiS-owska wojna z każdym, w dodatku na każdym froncie i w tym samym czasie. Rozbiórka mogła poczekać, nasze stosunki z Rosją są już wystarczająco nadwyrężone. Sterownicy państwa powinni wykazywać większą roztropność i cierpliwość w swoich posunięciach.

***

Alarmującym jest dla mnie zjawisko, które ze względu na medialny szum wywołany tą rozbiórką, ukazało swą twarz – a mianowicie, polskie sowietofilstwo. Jest to swego rodzaju rozszczepienie umysłowe, które ułatwia swoim ofiarom utożsamianie Rosji z Sowietami, w zgodzie rzecz jasna z nauką Józefa Stalina  – dobrego dydaktyka. Jednym z symptomów tego schorzenia jest egzaltacja czystej intencjonalnie i wyzwoleńczej w skutkach (szczególnie dla Polski) pokojowej misji Armii Czerwonej podczas drugiej wojny światowej. Tak jakby po 1943 roku przeszła ona metamorfozę grupową.

Utożsamianie Rosji z Sowietami prowadzi tych biednych ludzi do schizofrenicznego wręcz argumentu podkreślającego polsko – rosyjskie braterstwo broni. Tymczasem Rosja przestała istnieć w konsekwencji rewolucji bolszewickiej. Koniec II WŚ i konferencja Jałtańska były oficjalnym potwierdzeniem światowej akceptacji dla zawłaszczenia kraju carów przez czerwony motłoch – kraju, który dopiero teraz próbuje się odrodzić i nie da się uciec od faktu, że naród ten ucierpiał dotkliwie, kiedy weźmiemy pod uwagę przywiązanie jego elit do spadku postsowieckiego w tej samej mierze co imperialnego.

Powtarzany często argument, że Sowieci wymordowali mniej Polaków niż Niemcy, którzy w swych długofalowych planach dążyli naszego fizycznego unicestwienia, to prawda, ale przecież Sowieci mieli ten sam cel – z tym że była nim nasza zagłada moralna, psychiczna i ideowa. A czym jest ciało bez duszy? Cóż tak naprawdę owa armia czerwona wyzwalała? Łuck, Stanisławów, Nowogródek, Grodno, czy może tylko Lublin, Warszawę i Kraków? Niedługo usłyszymy że tak naprawdę  w 1939 r. Związek Sowiecki rzeczywiście przyszedł nam z pomocą. Prawdą jest również to, że za Armią Czerwoną kroczyły wojska polskie, które uformowano w ZSRS. Miały być one dowodem na istnienie polskich środowisk, stawiających na bliską współpracę z Sowietami. Wzięły one udział w walkach o Kołobrzeg, Budziszyn, aż w końcu o Berlin, jednak z militarnego punktu widzenia nie odgrywały większej roli. Oficerowie Ludowego Wojska  Polskiego byli  albo dezerterami nie uznającymi zwierzchnictwa polskiego – prawowitego, jedynego i legalnego – rządu  na uchodźstwie w Londynie, albo polskimi komunistami (ciężko mi określić która z tych opcji jest w swej istocie bardziej ubliżająca polskiemu mundurowi).Trzeba jednak zaznaczyć, że prości żołnierze (polscy i sowieccy) walczyli odważnie i z poświęceniem, nie mając pojęcia, do jakiego projektu politycznego ma być wykorzystany ich wysiłek i ofiary.

Następstwem tego „zbawiennego” przemarszu krasnoarmiejców przez Polskę była kompletnie zmieniona struktura i władze państwowe, Boga zastąpił socjalizm a ojczyznę –  Polska Ludowa.

W rezultacie II WŚ Polska, okupowana początkowo przez dwa państwa, Niemcy i ZSRS (w latach 1939-1941), wyszła z wojny i okupacji z ogromnymi stratami i niejasnymi perspektywami na przyszłość. Wraz z przystąpieniem ZSRS do wojny i koalicji antyhitlerowskiej Polska stała się zakładnikiem celów aliantów. Po 1943 r. politycznie przestała odgrywać samodzielną rolę. Dla mocarstw zachodnich przekształciła się wręcz w niewygodny ciężar. Państwo polskie straciło dwie ważne metropolie, Wilno i Lwów, z nimi 180 tys. km2 swojego terrytorium. W zamian, kosztem Niemiec do Polski włączono ok. 108 tys. km2. Polskę przesunięto więc ze wschodu na zachód o ok. 200-300 km. Dobra zamiana, dobra wola? Czy zimna kalkulacja? Jak tłumaczył  Włodzimierz Borodziej: „(…) Wystarczy wyobrazić sobie, że Stalin postanowił uczynić ze Słowacji 17 republikę radziecką. Czechosłowacja musiałaby uzyskać jakieś odszkodowanie, logicznie rzecz biorąc z pomocą frankońskich lub bawarskich terenów. Bamberg, Norymberga albo Ratyzbona byłyby dzisiaj czeskie – z podobną oczywistością, jak Szczecin i Wrocław są polskie“ . Pamiętajmy także o stratach materiału ludzkiego i ubytkach natury gospodarczej. Spójrzmy w końcu na systematyczne tępienie (ze strony niemieckiej i sowieckiej) klas wyższych, inteligencji, profesury, ex cetera.

Podstawowym błędem naszych rodzimych sowietofilów jest przekonanie, że PRL była naturalną  kontynuacją polskiej państwowości. Dlatego też jest im łatwiej pogodzić się z porażką, jaką była dla Rzeczypospolitej II WŚ. Konkludując, chciałbym zacytować profesora Bartyzela, który w bardzo klarowny sposób identyfikuje błędność takiego rozumowania: „To realne państwo polskie, które od roku 1939 istniało w postaci władz państwowych i podległych im sił zbrojnych za granicą i w kraju (jako Polskie Państwo Podziemne), zostało w latach 1944-1945 podbite przez obcą armię, jego materia (ludność, terytorium i substancja materialna) została okupowana i oddana w zarząd aparatowi władzy najezdniczej, a jego forma (ustrój) przestała istnieć z chwilą pozbawienia legalnych władz tego państwa uznania międzynarodowego. Rzecz jasna, komunistyczni najeźdźcy utworzyli na tej samej ziemi państwo (PRL), które jednak nie było nową formą państwa polskiego, lecz zupełnie odmiennym od niego bytem. Było ono zinstytucjonalizowaną strukturą powołaną do administrowania podbitą przez system komunistyczny materią ludzką i terytorialną pozostałą po zlikwidowanym przemocą państwie polskim, a perspektywicznie – jednym z wielu w obrębie komunistycznego imperium pól doświadczalnych próby realizacji utopii ideologicznej, której jednym z ostatecznych celów było przecież, przypomnijmy, „obumarcie” państwa jako takiego.”

 

Arkadiusz Jakubczyk

* W dodatku w czerwcu 1943 Wódz Naczelny i premier Rzeczpospolitej generał Władysław Sikorski uznał wojsko Zygmunta Berlinga za polską dywizję komunistyczną, o charakterze dywersyjnym, a jego samego za zdrajcęktóry zdezerterował z Wojska Polskiego.

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Polityka, Publicystyka

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Skanderbeg napisał(a):

    Berling dezerterem? To janzwać tych pajaców, co to "nie oddamy guzika" a potem ucieczka na południe?

    A Sikorski nie był samodzielnym w decyzjach. Cóż, dla Polski bardziej zasłużyli się Berlingowcy niż Andersowcy. Bo jakie znaczenie dla Polski miało Monte Cassino? Faktycznie żadne. A gdyby nie Stalin to nie mielibyśmy dzisiaj Wrocławia czy Szczecina. Choć Lwow i Wilno byśmy stracili. Takie są fakty. Anglosasi nie chcieli nam daważ żadnych ziem wówczas niemieckich.

    A walka z pomnikami, to walka tchórza. Pomnik nie odda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *