banner ad

Georges Bernanos o reformowaniu Kościoła

| 28 marca 2014 | 0 Komentarzy

bernanos

Z cyklu 'Temat miesiąca': 

Georges Bernanos

 

Poniższe tłumaczenie jest krótkim zbiorem fragmentów książki Georges Bernanosa pod tytułem „Wielkie cmentarze pod księżycem” (org. „Les Grands Cimetières sous la lune”), opublikowanej w 1838 roku.

Uwagi tego wielkiego katolika pozostają aktualne w dzisiejszych czasach, kiedy nasza Matka-Kościół apostolski przeżywa jeden ze swoich większych kryzysów. Czy otwarta krytyka i nieposłuszeństwo wobec odbiegającego od ortodoksji duchowieństwa jak i potępienie braku podstawowego zrozumienia nauki Magisterium wśród laikatu jest lekarstwem na ten „zimny wrzód” rozrastający się na Jej łonie? Czy raczej powinno nim być pokora i nienaruszalne posłuszeństwo?

 

***
 

Nie da się zaprzeczyć że w Kościele istnieje forma miernoty, dla której nie odczuwam potrzeby znalezienia nazwy, ponieważ posiada ona już takową od tysiąca, a nawet dwóch tysięcy lat. Ta miernota to faryzeusze na łonie Kościoła. Krążenie faryzeizmu w krwiobiegu tego wielkiego organizmu wzmaga się, kiedy kostnieje dobroczynność [ … ] Faryzeizm jest bezgorączkowym ropnieniem, zimnym wrzodem, który nie powoduje bólu. Niewątpliwie, Kościół jest zarówno ludzki, jak i Boży, a więc nie jest obca Mu żadna z ludzkich przywar, ale faryzeizm jest szczególnym rodzajem przestępstwa, które okrutnie testuje cierpliwość świętych, jednocześnie zamieniając prostych chrześcijan, takich jak ja, w ludzi zgorzkniałych lub zdegustowanych/odczuwających obrzydzenie.

Osobiście nie ufam mojemu oburzeniu czy zniesmaczeniu: oburzenie nigdy nikogo nie uratowało i prawdopodobnie doprowadziło do utraty [przez Kościół] wielu dusz. Wszystkie te szesnastowieczne rzymskie symoniczne orgie byłyby mało przydatne diabłu , gdyby nie przyniosły tego wyjątkowego skutku, jakim było pogrążenie się Lutra w rozpaczy, a wraz z nim dwóch trzecich frasobliwego świata chrześcijańskiego. Luter i jego zwolennicy rozpaczali nad sytuacją Kościoła, a ten, kto rozpacza nad zagrożeniami w Kościele – paradoksalnie – prędzej czy później rozpaczać będzie nad człowiekiem. Protestantyzm, patrząc z tej perspektywy, wydaje mi się być kompromisem z rozpaczą. [ … ]

Duchowni chętnie znosiliby Lutra przyłączającego swój lament do innych bardziej znanych i bardziej świętych, którzy nieustannie potępiali te same dolegliwości. Jednakże tragedią Marcina Lutra była próba ich zreformowania. Spróbujmy uchwycić niuans tej sytuacji . [ … ]

Doświadczenie uczy nas, że ​​nic w Kościele nie jest reformowalne przy użyciu zwykłych środków. Ktokolwiek próbuje reformować Kościół przy użyciu tych samych środków, za pomocą których można by zreformować instytucję doczesną, nie tylko skazuje na porażkę własne przedsięwzięcie, lecz również znajdzie się poza Kościołem. Na skutek jakiegoś tragicznego losu odnajduje się on poza Nim , zanim jeszcze ktoś podejmie się trudu, aby go z Niego wykluczyć. Wyrzeka się on własnego ducha, Jego dogmatów, staje się Jego wrogiem, praktycznie bez uświadomienia sobie tego, w dodatku, podejmując próbę powrotu, każdy kolejny krok go od Niego oddala [ … ]

Zatem, jedyną możliwością zreformowania Kościoła to cierpienie dla Niego; jedyną drogą do reformy Kościoła widzialnego jest tylko cierpienie dla Kościoła niewidzialnego. Nikt nie jest w stanie naprawić wad Kościoła, jak tylko poprzez przykład wywnętrzenia najbardziej heroicznej z cnót. Możliwe, że święty Franciszek z Asyżu był nie mniej oburzony niż Marcin Luter rozpustą i symonią prałatów. Pewnym jest również to, że poddali go oni okrutniejszym cierpieniom niż Lutra, bo był on człowiekiem całkowicie różniącym się od niemieckiego mnicha. A jednak nie przeciwstawiał się on niegodziwości, nie próbował jej zwalczać , zamiast tego rzucił się w ubóstwo, zanurzył się w nim tak głęboko, jak tylko mógł, tak jakby było ono źródłem uzdrowienia i czystości. Zamiast próbować wyrwać z rąk Kościoła Jego niegodnie zdobyte dobra, napełnił Go niewidzialnymi skarbami; pod kierownictwem tego żebraka stosy złota i bogactw zaczęły kwitnąć niczym żywopłot w kwietniu. Czy mogę stwierdzić – w nadziei, że będę lepiej zrozumianym przez niektórych z moich czytelników –że Kościół nie potrzebuje krytyków, tylko poetów? Doświadczając kryzysu poezji ważnym jest, aby nie potępiać złych poetów, czy tymbardziej ich wieszać, ale by napisać piękny werset, tak by ponownie otworzyć święte fontanny inspiracji.


 

Georges Bernanos.

Wstęp i tłumaczenie Arkadiusz Jakubczyk

 

Kategoria: Arkadiusz Jakubczyk, Religia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *