banner ad

Filmowe „Wesele Figara”

| 24 października 2015 | 0 Komentarzy

figaro"Wesele Figara" w reżyserii Jean-Pierre'a Ponnellego odkryłam w pewien zimowy wieczór. Mnóstwo pogody i radości wniosi to nagranie w noc ciemną jak smoła. Opera napisana przez Mozarta, gra młodych aktorów i humor sprawiają, że film jest wyśmienitą rozrywką rodzinną i lekarstwem na zmęczenie. Melodia sama wpada w ucho: La vendetta! La vendetta! Zemsta!

Oto początek czteroaktowej sztuki: "Dom Hrabiego Almavivy znanego nam z Cyrulika sewilskiego, którego akcja przebiegała w Sewilli około dziesięć lat wcześniej. Teraz na wsi hrabiostwo i ich wierny sługa Figaro nie są już tamtymi, pełnymi wigoru ludźmi, ale oto w ich życiu pojawiła się nowa osoba, młodziutka Zuzanna, którą zakochany Figaro chce poślubić jak najszybciej…" Nie jest to łatwe, jako że na Figara już zastawiono zasadzkę. Jaką? Libretto można znaleźć tutaj.

Ponnelle wiedział, jak można dobrać piękny głos i dobrą grę aktorską: w głosie, mimice i geście! Stąd w zespole "Figara" moją ulubioną postacią jest Hrabia (Dietrich Fischer-Dieskau). Gdy zaniepokojony il padrone  (wł. gospodarz) wynurza się ze swojej komnaty, boki można zrywać. Sunie powoli, a z trudem hamowana złość, wypisana na twarzy, upodabnia go do zwierza na łowach. Ktoś własnie nieopatrznie wszedł mu w drogę. Hrabia obiecuje zemstę! Mimo to radzi sobie z nim Zuzanna (Mirella Freni): energiczna i zwinna, czarująca wielkimi czarnymi oczami i narzeczonego, i niewczesnego amanta – Hrabiego. 

Komediową parą są główni intryganci. To doktor Bartolo (Paolo Montarsolo), na oko stary pantoflarz, i jego "gospodyni" Marcelina (Heather Begg). Marcelina knuje, jak się rzekło, spisek: ale zarówno jako czarny charakter, jak i zalotnica względem Figara (Hermann Prey), nie podoła swoim "obowiązkom". Zaskakującą zmianę przechodzi w scenie, gdy wychodzi na jaw, że nigdy nie poślubi Figara, gdyż ma on na ramieniu tajemniczy znak, który Marcelina odczytuje, i wówczas… Z mściwej, podstarzałej kokietki staje się pełną słodyczy matroną. Trzeba wtedy zobaczyć minę Zuzanny: oczy jak spodki i otwarte usta. Emocje buzują. Zuzanna to wulkan, uczucia natychmiast odmalowują się jej na twarzy. I wszędzie jest jej pełno.

Radości i kolorytu tej operze dodaje chór wiernych poddanych pod batutą Figara, kiedy sławi wielkoduszność niecnego Hrabi. A gdy wszystko zmierza ku dobremu końcowi, dziewczęta w strojach ludowych śpiewają Zuzannie i Figarowi. Ten wspólny śpiew, chóralnie wyrażana radość stanowią dobry znak, że przecież wszystko na świecie kończy się dobrze, że ciemne chmury muszą się rozejść.

Aleksandra Solarewicz

"Le nozze di Figaro" (1976), reż. J.-P. Ponnelle

Wykonawcy: Karl Bohm, Filharmonia Wiedeńska, Hermann Prey, Mirella Freni, Dietrich Fischer-Dieskau, Kiri Te Kanawa, Maria Ewing, Bavarian State Opera Orchestra, Francisco Araiza, Edita Gruberova, Reri Grist, Norbert Orth, Thomas Holtzmann, Martti Talvela

Kategoria: Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *