banner ad

D’Souza: Podwójny toast za kolonializm!

| 16 marca 2016 | 3 komentarze

kolonializmW ciągu minionych dekad kolonializm miał nader złą renomę.

Po tym, gdy wiele europejskich kolonii w Afryce i Azji zyskało wolność, antykolonializm stał się jednym z głównych prądów politycznych XX wieku. Dziś ciągle jeszcze żyjemy wśród pozostałości kolonializmu. Apologeci terroryzmu, wśród nich Osama bin Laden, twierdzą, że akty terrorystyczne są zrozumiałą próbą, podjętą przez uprzednio podporządkowane społeczeństwa spoza Zachodu, mającą na celu odrzucenie wpływów ich odwiecznych, zachodnich gnębicieli. Aktywiści zebrani na zeszłorocznej Światowej Konferencji o Rasizmie, wliczając wielebnego Jesse Jacksona, wezwali Zachód do wypłacenia mniejszościom i etnicznym mieszkańcom krajów trzeciego świata reparacji za niewolnictwo i kolonializm.

Tego rodzaju usprawiedliwianie przemocy i nawoływanie do odszkodowań pieniężnych znajduje oparcie w wielu uczonych, wywodzących się z zachodnich akademii. Uczeni ci, specjalizujący się w studiach anty-kolonialnych, postkolonialnych lub innych tym podobnych, stanowią dziś odrębną szkołę intelektualną i wywierają potężny wpływ na humanistykę oraz nauki społeczne. Wśród najważniejszych zachodnich uczonych wymienić tu można Edwarda Saida, Gayatri Spivaka, Waltera Rodneya, i Samira Amina. Ich argumenty wspierane są przez idee myślicieli z krajów trzeciego świata, takich, jak Wole Soyinki, Chinweizu, Ashis Nandyego i – być może najbardziej wpływowego z nich – Frantza Fanona.

Napaść na kolonializm i jego dziedzictwo ma wiele wymiarów, ale jego rdzeniem pozostaje teoria o ciemiężeniu, bazująca na trzech założeniach: po pierwsze – kolonializm i imperializm to zło charakterystyczne dla Zachodu, które wyrządzono światu nie-zachodniemu. Po drugie – w konsekwencji procesów kolonizacyjnych Zachód wzbogacił się, natomiast kolonie doprowadzono do ubóstwa; innymi słowy: Zachód odniósł sukces kosztem kolonii. Wreszcie po trzecie: pogrobowcy kolonializmu są w gorszym położeniu niż mogli by być, gdyby kolonializm nigdy nie zaistniał.

W dość szeroko rozpowszechnionym tekście „How Europe Underdeveloped Africa” marksistowski uczony, Walter Rodney, oskarżył kolonializm o „wysysanie bogactw Afryki i uniemożliwianie jej szybszego podnoszenia poziomu środków na kontynencie”. Afrykański pisarz Chinweizu uderza w podobny ton w swojej – dość wpływowej – książce The West and the Rest of Us. Proponuje następujące wyjaśnienie ubóstwa Afryki: „Białe hordy przypływały ze swoich krajów na Zachodzie by napadać, plądrować, zajmować, rządzić i wyzyskiwać świat. Nawet dziś furia ich ekspansjonistycznych najazdów na resztę z nas nie wygasła”. W klasycznej już pracy The Wretched of the Earth Fanon pisze: “Ogrom europejskiego bogactwa jest wynikiem niewolnictwa. Dobrobyt i postęp Europy został zbudowany na fundamencie potu i martwych ciał Czarnych, Arabów, Indian i raz żółtych”.

Uwagi te są sugestywne i grają na emocjach. Dzięki podkreślaniu, że Zachód zyskał dominującą pozycję dzięki ciemiężeniu [innych] dostarczają one wytłumaczenia w/w zjawiska bez wywoływania rasowej arogancji białych. Uwalniają Trzeci Świat od winy za jego niedolę. Co więcej: sugerują rozwiązania polityczne czerpiące z egalitaryzmu: Zachód jest w posiadaniu skradzionych dóbr innych kultur, ma więc moralny i prawny obowiązek zaoferowania jakiejś formy ich spłaty. Byłem zdziwiony tym, że tego typu rewelacjom daje się posłuch, a wśród większości intelektualistów z krajów Trzeciego Świata osiągnęły one nieomal rangę artykułów wiary. Jedyny kłopot w tym, że mają niewiele wspólnego z prawdą.

Nie ma nic wyjątkowego w kolonialnej polityce Zachodu. Kraj, z którego pochodzę, Indie, były na przykład rządzone przez Brytyjczyków ponad dwieście lat, a wielu moich rodaków ciągle nad tym boleje. Tym, o czym jednak często zapominają, jest fakt, że przed przybyciem Brytyjczyków mieszkańcy Indii byli najeżdżani i podbijani przez Persów, Afgańczyków, Aleksandra Wielkiego, Mongołów, Arabów i Turków. Zależnie od sposobu obliczania Imperium Brytyjskie poprzedziło co najmniej 6 potęg kolonialnych, które napadały i zajmowały Indie już od czasów najdawniejszych. Co więcej: w starożytności zostały one zasiedlone przez Ariów, którzy sami przybyli z północy i ujarzmili ciemnoskóre ludy autochtoniczne.

Ci, którzy identyfikują kolonializm i imperializm tylko z Zachodem, albo nie mają wyczucia historii, albo po prostu zapomnieli o imperium egipskim, perskim, macedońskim, islamskim, mongolskim, chińskim, czy też o podbojach Azteków i Inków w Amerykach. Czy Arabowie nie powinni wypłacić reparacji za zniszczenie Bizancjum i imperium Persów? Pomyślmy: a może Bizantyjczycy i Persowie muszą zapłacić potomkom ludów, które podbili? A skoro już przy tym jesteśmy: czy Arabowie nie powinni zadośćuczynić Hiszpanom za swoje 700-letnie rządy?

Jak pokazuje przykład islamskiej Hiszpanii, ludy Zachodu uczestniczyły w grze podbojów nie tylko jako dokonujący ich, ale również jako ich ofiary. Na przykład starożytni Grecy zostali podbici przez Rzym, a Imperium Rzymskie zostało zniszczone na skutek inwazji Hunów, Wandalów, Lombardów i Wizygotów z Europy Północnej. Ameryka, jak wszyscy wiemy, była do czasu wojny o niepodległość angielską kolonią, jednak przedtem sama Anglia znalazła się pod rządami Normanów z Francji. Ci spośród żyjących obecnie, chcący doprowadzić do wprowadzenia w życie reguł sprawiedliwości społecznej, stoją przed nie lada przedsięwzięciem jeżeli rzeczywiście mają zamiar ustalić co komu zrobili czyi przodkowie.

Zachód nie stał się bogaty i potężny poprzez ucisk kolonii. Twierdzenie o tym, że bogactwo i siła Zachodu wzrosły dzięki podbojowi innych krajów i zabieraniu ich dóbr nie ma żadnego sensu. Jak niby Zachód miałby to zrobić? U schyłku średniowiecza, powiedzmy około roku 1500, w żadnym razie nie był on najzamożniejszą czy najpotężniejszą cywilizacją. W rzeczy samej Chiny i świat arabski prześcigały Zachód w zakresie bogactw, wiedzy, odkryć, nauce oraz potencjału militarnego. Jak więc zgromadził on tak szubko wystarczającą potęgę ekonomiczną, polityczną i wojskową, dostatecznie dużą, by w wieku XIX móc być w stanie faktycznie podbić inne cywilizacje? To pytanie wymaga odpowiedzi, ale zwolennicy teorii ucisku jak dotąd nigdy nie dostarczyli żadnego wyjaśnienia w tym zakresie.

Co więcej: Zachód nie mógł osiągnąć obecnego poziomu bogactwa i wpływów kradnąc z innych kultur z tego prostego powodu, że niewiele było do zabrania. „Oczywiście że było” – pada często odpowiedź. „Europejczycy często kradli surowce, dzięki którym budowli własną cywilizację. Brali kauczuk z Malajów, kakao z Afryki Zachodniej i herbatę z Indii”. Jak jednak wykazał historyk gospodarki, P.T. Bauer, przed nastaniem rządów Imperium Brytyjskiego nie było na Malajach nie było drzew kauczukowych, kakaowców w Afryce Zachodniej i herbaty w Indiach. Kauczukowce Brytyjczycy przywieźli na Malaje z Ameryki Południowej. Herbatę – z Chin do Indii. Nauczyli też Afrykanów uprawy kakaowca, o którym tubylcy przedtem nawet nie słyszeli. Oczywiście żaden z tych argumentów nie stoi na przekór twierdzeniu, że gdy kolonialiści mogli eksploatować miejscowe surowce, robili to. Nie można jednak utrzymywać, że legło to u podstaw ogromnej przepaści ekonomicznej, politycznej i militarnej, jaka wytworzyła się między Zachodem i resztą świata.

Jakie jest więc źródło owej potęgi? Powodem tego, że Zachód stał się współcześnie tak zamożny i pełni rolę przewodnią jest fakt wynalezienia przez niego trzech instytucji: nauki, demokracji i kapitalizmu. Wszystkie one bazują na uniwersalnych impulsach i aspiracjach, ale tylko w obrębie cywilizacji zachodniej wyraziły się tak wyjątkowo.

Pomyślmy o nauce. Jej podstawą jest wspólna wszystkim ludziom cecha: pragnienie, by wiedzieć. Ludzie we wszystkich kulturach starali uczyć się o świecie. W ten sposób Chińczycy zarejestrowali zaćmienie, Majowie wynaleźli kalendarz, Hindusi odkryli liczbę zero – i tak dalej. Jednak nauka – wymagająca eksperymentów, laboratoriów, indukcji, weryfikacji, a także tego, co pewien naukowiec określił jako „wynalezienie wynajdowania”, metoda naukowa – wszystko stworzył Zachód. Podobnie uczestniczenie w życiu plemienia jest dość uniwersalne, ale demokracja – wymagająca wolnych wyborów, pokojowego przekazywania władzy i jej rozdziału – to idea wywodząca się z Zachodu. Wspólna jest wreszcie chęć prowadzenia handlu, nie ma też nic specyficznie zachodniego w stosowaniu pieniędzy, ale kapitalizm, wymagający prawa własności, kontraktów, zabezpieczających je sądów, spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, wymiany walut, patentów, ubezpieczeń, systemu podwójnego księgowania – cały ten zestaw został rozwinięty na Zachodzie.

Tym, co złożyło się na bogactwo, siłę i sukces cywilizacji Zachodu, jest dynamiczna interakcja, jaka zachodzi pomiędzy trzema wymienionymi wyżej tworami – nauką, demokracją i kapitalizmem. Przykładem tej interakcji jest rozwój technologii, który powstał z małżeństwa pomiędzy nauką a kapitalizmem. Nauka przekazuje swoją wiedzą, która prowadzi do wynalazków, zaś kapitalizm dostarcza mechanizmów umożliwiających przekazanie wynalazku szerszemu gronu odbiorców, ponadto motywacji ekonomicznej dla wynalazców, będącej bodźcem do tworzenia coraz to nowych rzeczy.

Teraz lepiej możemy zrozumieć dlaczego Zachód pomiędzy XVI a XIX stuleciem był w stanie podporządkować sobie resztę świata i nagiąć ją do swojej woli. Indyjskie słonie oraz włócznie Zulusów nie były w stanie wytrzymać ognia brytyjskich karabinów i dział. Kolonializm i imperializm nie stanowią przyczyny sukcesu Zachodu; są efektem tego sukcesu. Bogactwo i potęga narodów Europy uczyniły je aroganckimi i pobudziły ich apetyt na globalne podboje. Posiadłości kolonialne dawały sporo prestiżu, ale znacznie mniej bogactwa. Główny powód potęgi Europy ma charakter wewnętrzny – to współpracujące razem instytucje nauki, demokracji i kapitalizmu. Jest po prostu niedorzecznością utrzymywać, że reszta świata pozostaje biedna bo Zachód jest bogaty, a jego bogactwo powstało dzięki kradzieży dóbr z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Zachód sam stworzył swoją pozycję – i robi to nadal.

Potomkowie kolonizowanych nacji mają się znacznie lepiej niż mieliby się wówczas, gdyby kolonializm nie miał miejsca. Chciałbym zilustrować to twierdzenie osobistym przykładem. Gdy byłem jeszcze chłopcem, dorastającym w Indiach, zauważyłem, że mój dziadek, który żył w czasach brytyjskiego kolonializmu, był instynktownie i notorycznie nastawiony negatywnie do białych. Nie tylko do samych Anglików, do wszystkich białych. Zdałem sobie sprawę, że nie podzielam tej niechęci. Zastanowiło mnie to: dlaczego on i ja czujemy w tak różny sposób?

Odpowiedź nadeszła znacznie później, po długotrwałych, głębokich przemyśleniach i latach studiów. Była uderzająca. Powodem niezgodności naszej percepcji było to, że kolonializm okazał się nienajlepszy dla niego, ale całkiem dobry dla mnie. Innymi słowy: kolonializm szkodził tym, którzy żyli pod jego wpływem, lecz paradoksalnie dostarczył wielu korzyści ich potomkom. Konieczność przyznania tego napełnia mnie goryczą – tak, samo, jak wywoła skierowany we mnie sprzeciw wielu intelektualistów z krajów Trzeciego Świata – jest jednak faktem, że moje życie było by znacznie gorsze, gdyby Brytyjczycy nigdy nie rządzili Indiami.

Jak to możliwe? W rzeczywistości wszystko to, kim jestem, co robię, nawet moje najgłębsze przekonania stanowią twór światopoglądu przyniesionego do Indii przez kolonializm. Jestem pisarzem – i piszę po angielsku. Możliwość taką, podobnie jak samo jak dotarcie do szerszego gremium odbiorców, zawdzięczam Brytyjczykom. Moje zrozumienie techniki, które pozwala mi – podobnie jak wielu innym mieszkańcom Indii – lepiej funkcjonować we współczesnym świecie, jest w większości wytworem zachodniej edukacji, która dotarła do Indii wraz z Brytyjczykami. Tak więc również moja wiara w wolność wyrażania, samorządność, równość względem prawa, czy fundamentalne znaczenie godności istoty ludzkiej – wszystko to stanowi wytwór Cywilizacji Zachodniej.

Nie sugeruję, że darowanie Indiom wszystkich tych wspaniałych rzeczy było intencją kolonialistów. Kolonializm nie zasadzał się na filantropii, był formą podboju i rządów. Brytyjczycy przybyli do Indii by nimi zarządzać, a rozwój ludności miejscowej, którą uważali za malowniczych dzikusów, nie stanowił głównego przedmiotu ich troski. Nie jest możliwym całościowy pomiar lub przegląd bólu i upokorzenia, jakie wyrządzili Brytyjczycy w czasie swojej długotrwałej okupacji. Niepojęte, że mieszkańcy Indii obracają to w kpinę. Pod koniec brytyjskiego panowania Mahatmę Ghandiego zapytano: „Jakie jest Pana zdanie na temat Cywilizacji Zachodu?”. Ghandi odpowiedział: „Myślę, że to mógłby być dobry pomysł”.

Niezależnie od ich podejrzanych motywów oraz złego zachowania, Brytyjczycy potrzebowali pewnej infrastruktury do efektywnego sprawowania rządów w Indiach. Budowali więc drogi, szlaki kolejowe, systemy nawadniające, a także budynki rządowe. Następnie zdali sobie sprawę, że istnieje potrzeba powołania sądów rozstrzygających spory niezależnie od lokalnego trybu wymierzania sprawiedliwości. Zaprowadzono więc brytyjski system prawny ze wszystkimi jego proceduralnymi „nowinkami”, takimi, jak niewinność bez dowiedzenia winy. Brytyjczycy musieli też wykształcić mieszkańców Indii w celu poprawienia komunikacji z nimi, a także stworzenia z nich cywilnej kadry pomocniczej Imperium. Ich dzieci wprowadzono w lekturę Shakespeare’a, Dickensa, Hobbesa i Locke’a. W ten sposób natknęły się one na słowa i idee nieobecne w kulturze ich przodków: wolność, suwerenność, prawa, etc.

Wszystko to doprowadza mnie do największej z korzyści, jaką Brytyjczycy dali Indiom: nauczyli je języka wolności. Raz jeszcze podkreślmy: celem rządów kolonialnych nie było stworzenie podstaw buntu. Mimowolnie uczynili to jednak dzięki otwarciu ludności indyjskiej na idee Zachodu. To on ukształtował indyjskich przywódców. Ghandi studiował w Anglii i Afryce Południowej. Nehru stał się wytworem Harrow i Cambridge. Rzecz jasna nie prowadziło to tylko i wyłącznie do dobrego; dla przykładu Nehru, pierwszy premier Indii po odzyskaniu niepodległości, był pod znacznym wpływem socjalizmu Fabiana – a to za sprawą nauczania Harolda Laski’ego. Rezultat był taki, że Indie przez kilka pokoleń bazowały na źle zarządzanej, socjalistycznej gospodarce. Tezą o znaczeniu zasadniczym dla moich rozważań jest jednak to, że liderzy indyjskiej niepodległości przejęli zasady, język, a nawet ze strategię wyzwalania z cywilizacji swoich ciemiężycieli. Jest to prawdą nie tylko w odniesieniu do Indii, ale również innych państw Azji i Afryki, które wyzwoliły się spod jarzma Europy.

Wniosek jest następujący: wbrew swoim intencjom kolonialiści przynieśli do Indii rzeczy, które ubogaciły życie potomków ludzi żyjących pod ich rządami. Jest wątpliwym, czy kraje nie-zachodnie osiągnęły by to wszystko samodzielnie. To Brytyjczycy, odwołując się do uniwersalnego pojęcia praw człowieka, znieśli w pierwszej połowie XIX wieku starożytny indyjski zwyczaj sati – obyczaj rzucania żon na stosy pogrzebowe ich mężów. Nie ma powodu by wierzyć, że mieszkańcy Indii, praktykujący sati od wieków, sami doszli by do takiego wniosku. Albo wyobraźcie sobie afrykańskiego lub indyjskiego króla zgłębiającego dzieła Locke’a lub Madisona i mówiącego „Wiecie… Ci chłopcy mają rację. Powinienem zrzec się mojej władzy i pozwolić mojemu ludowi decydować o tym, czy chcą być rządzeni przeze mnie, czy może przez kogoś innego”. Pomimo najszczerszych chęci jakoś tego nie widzę.

Kolonializm spełnił funkcję pasa transmisyjnego, którzy przeniósł do Azji, Afryki i Ameryki Południowej błogosławieństwa Cywilizacji Zachodu. Wiele położonych tam państw w dalszym ciągu przeżywa poważne problemy związane z tyranią, ubóstwem i zastojem, jednak u źródła takiego stanu rzeczy nie znajduje się oddziaływanie zachodniej kultury; powodem jest raczej to, że w/w państwa przyjęły ją w stopniu daleko niewystarczającym. Afryka Sub-Saharyjska, która znajduje się w prawdopodobnie najgorszej sytuacji, została określona przez Sekretarza Generalnego ONZ, Kofiego Annana, mianem „koktajlu katastrof”. Nie dzieje się tak z powodu długotrwałego pozostawania Afryki pod wpływami kolonialnymi, lecz dlatego, że trwały one zaledwie pół wieku. To zdecydowanie za krótko, by zachodnie instytucje mogły zapuścić korzenie. W konsekwencji narody Afryki powróciły do pewnej odmiany plemiennego barbarzyństwa, które może zostać zniwelowane wyłącznie większymi wpływami Zachodu – a nie mniejszymi. Afryka potrzebuje więcej zachodniego kapitału, więcej technologii, więcej rządów prawa i więcej wolności osobistej.

Akademia musi wyzbyć się swoich irracjonalnych uprzedzeń do kolonializmu. Poprzez wprowadzenie bardziej zrównoważonej perspektywy naukowcy mogą pomóc wykazać bezmyślność zasady reparacji, a także usprawiedliwiania terroryzmu, jako bazujących na antykolonialnych mitach. Nie oznacza to, że kolonializm sam w sobie był dobry, ale czasem złe instytucje tworzą dobre skutki. Kolonializm był – jak mniemam – surowy dla tych, którzy żyli w jego zasięgu. Mój dziadek miałby z pewnością spory problem ze wzniesieniem za niego choćby jednego toastu. Co do mnie – nie mogę trzech, ale chciałbym przynajmniej dwa: niech więc będzie – podwójny toast za kolonializm! Być może teraz już wiecie dlaczego nie wysłałem faktury z odszkodowaniem do Tonyego Blair’a.

 

Dinesh D'Souza

Tłum. Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Historia, Mariusz Matuszewski, Myśl, Publicystyka, Społeczeństwo

Komentarze (3)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. mb napisał(a):

    "Jedyny kłopot w tym, że mają wiele wspólnego z prawdą."
    Tam chyba miało być: "niewiele".

  2. Arkadiusz Jakubczyk napisał(a):

    mb –  faktycznie, dziękujemy za uwagę. 

  3. Kuba napisał(a):

    Dawna kolonizacja to jedno, ale co myśleć o czasach współczesnych? Chodzi mi o Chiny: zakrojona na szeroką skalę budowa przemysłu i infrastruktury w Afryce, projekty w Ameryce Płd, wykupowanie nieruchomości i ziemi w Australi, agresywne poczyniania na Morzu Płd-Chińskim i budowa sztucznych wysp-lotnisk i inne. Czyżby szykowała się "Kolonizacja 2.0"?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *