banner ad

Jean des Cars: „Saga Habsburgów”

| 4 sierpnia 2018 | 0 Komentarzy

Po książce "Saga Romanowów" dotarłam do "Sagi Habsburgów", którą czytałam z wypiekami na policzkach. Des Cars jest niezawodny: ma dar przekazywania faktów w taki sposób, że jego przekaz staje się powieścią. Autor jest w niej świadkiem wydarzeń i jego czytelnik także. Do tego dobiera liczne, ciekawe źródła, listy i kroniki. Najlepsze jest jednak to, że często pozostawia pytania bez odpowiedzi, zatrzymuje się, zastanawia. A to dopiero motywuje czytelnika, by podążać za nim do końca.

Sporo w książce powszechnie znanych faktów. Mniej znane dotyczą poszczególnych władców jako osób prywatnych. Można tam znaleźć ciekawostki, na przykład, to, że zarówno Elżbieta "Sissi" i jej syn Rudolf na długo przed wybuchem I Wojny wyrazili proroczą myśl: "Burza wzbiera na Bałkanach". Zresztą, Elżbieta nie jest, na szczęście, opisywana jako Romy Schneider i maskotka, lecz bardziej jako dyplomatka. Jedan des Cars po raz kolejny obala też mit Mayerlingu, powołując się na cesarzową Zytę: było to morderstwo.

W książce przewijają się wątki polskie, chociaż ograniczone do minimum, nawet tam, gdzie ewidentnie chodzi o władcę polskiego. Przy okazji bitwy wiedeńskiej zauważa des Cars: "zwycięstwo dokonało się w dużej mierze dzięki królowi Janowi Sobieskiemu, ale to cesarz austriacki zebrał laury za to zwycięstwo". Wspomniany jest rozbiór Polski, w świetle historii Habsburgów mało znaczący ruch palcem po mapie. Poza tym, oczywiście wątek Stanisława Leszczyńskiego, i właściwie nic więcej.  Mimo to, książka przedstawia kawał historii Europy, ważny i dla Polaków: to historia wytyczona bitwami pod Lepanto, Wiednem, Waterloo… –  i wyjaśnia zależności dynastyczne. Jean des Cars, mimo że Francuz, nie ma wątpliwości, że Armia Czerwona nie była w Europie Zachodniej posłańcem wolności.

Narracja jest sprawna, emocjonalna, miejscami skrzy się dyskretnym dowcipem (ale nie ironią) i trzyma w napięciu. Jean des Cars sam pochodzi z rodu książęcego i traktuje swoich bohaterów z szacunkiem, co nie wyklucza faktu, że często pisze o nich krytycznie i z pogodnym dystansem. Niektórych, współczesnych poznał osobiście: JW Zytę, ostatnią cesarzową, i arcyksięcia Otto. Cytuje swoje z nimi rozmowy i anegdoty. Doprowadza swoją sagę do młodszego pokolenia Habsburgów, jak arcyksięcia Karola – de iure następcy tronu, obecnie europosła, i arcyksiężniczki Katarzyny – historyk z wykształcenia, której książkę "Austriaczki narodzone dla berła i korony" (tak bym przetłumaczyła tytył oryginalny: "Ces Autrichiennes nées pour régner") cytuje w toku opowieści.

Dzięki naszemu przezacnemu Redaktorowi Naczelnemu, jestem w posiadaniu egzemplarza "Sagi Habsburgów" z autografem, złowionego gdzieś na aukcji. Dedykację, którą autor wpisał tam dla niejakiego Armanda, pozwalam sobie przytoczyć: "Te wielkie chwile Europy przypominają nam o naszych chrześcijańskich korzeniach". Ta myśl wyraźnie przyświeca księciu des Cars podczas pisania kolejnych książek. Ciekawe, czy pisze już "Sagę Hohenzollernów"?

Aleksandra Solarewicz

J. des Cars, "La saga des Habsbourg", wydawnictwo Tempus, Francja 2013

 

Tags: , , ,

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *