banner ad

Danek: Stary liberalizm

| 10 czerwca 2018 | 0 Komentarzy

W Polsce dość długo utrzymywał się pogląd, jakoby konserwatyzm i liberalizm miały w zasadzie jednakowy program społeczno-polityczny. Jego upowszechnienie to w dużej mierze dzieło ruchu skupionego przez lata wokół Janusza Korwin-Mikkego i propagowanej przez niego hybrydy „konserwatywnego liberalizmu”. Pogląd taki nie występuje jednak wyłącznie na polskim gruncie i nie stworzyły go warunki, w jakich wykiełkował nasz krajowy korwinizm. Świadczy o tym choćby przykład uważanego za konserwatystę amerykańskiego politologa Clintona Rossitera (1917-1970), który głosił, że w dzisiejszych czasach konserwatyzm polega na konserwowaniu liberalizmu.

 Zwolennicy mariażu konserwatyzmu z liberalizmem entuzjastycznie i z niezachwianą pewnością wyrażają wiarę w jego naturalny charakter. Kręcą nad tym głową zarówno konserwatyści, jak i liberałowie głębiej znający filozoficzne założenia swoich obozów. Pogląd o wspólnocie celów łączącej konserwatyzm i liberalizm znajduje wprawdzie usprawiedliwienie w pewnych okolicznościach historycznych. Okoliczności te istniały jednak w czasach odległych od naszych, w wieku osiemnastym i na początku dziewiętnastego.

Z przenikliwością uchwycił je wielki konserwatywny myśliciel, biskup Wilhelm Emmanuel von Ketteler (1811-1877), skądinąd surowy krytyk liberalizmu (i jeden z ojców nowoczesnego nauczania społecznego Kościoła): „(…) zacznijmy od liberalizmu wcześniejszego, mianowicie tego sprzed roku 1848. Nie był on systemem zamkniętym i skończonym. Powstawał w Europie od XVI wieku i występował przeciw państwu absolutnemu. Dzisiejszy liberalizm, który rzekomo osiągnął wiek męski, jest systemem zamkniętym i wysuwa roszczenie do bycia wszechobecną i wszystko wyjaśniającą ideologią. Tym, czym dla nas, chrześcijan, jest prawda objawiona, którą przyjęliśmy, tym dla wyznawców tego systemu jest ich doktryna państwa. (…). Kto temu zaprzecza, jest wrogiem całej nowożytnej kultury, humanizmu i rozumu, ponieważ humanizm, kultura i rozum są wszystkim tym i tylko tym, co oni głoszą. (…). Liberalizm jest absolutnym reprezentantem całej kultury, wszelkich praw, całego rozumu i całej wiedzy. (…). Co się jemu sprzeciwia, jest nierozumne. (…). Druga różnica między wcześniejszym i dzisiejszym liberalizmem zawiera się w tym, że tamci liberałowie starali się – w walce z państwem policyjnym – o wolność wszystkich, podczas gdy ci zwalczają wolność z czołem bezczelnym i zuchwałym wszędzie tam, gdzie lud chrześcijański nie chce się podporządkować nieomylnemu liberalnemu systemowi. (…). Wcześniejsi liberałowie, wzorując się na liberałach francuskich, ujmowali wolność zupełnie jednostronnie, wszędzie postępując za przykładem i wzorem francuskim. (…). Byli jednak uczciwi, gdyż zezwalali swoim przeciwnikom na wolność, której żądali dla siebie. (…). W swoich latach dziecięcych liberalizm przekonał się, że na gruncie uczciwej wolności nie tylko nie postępuje naprzód, ale cofa się. Ku swemu przerażeniu spostrzegł, że także Kościół i lud chrześcijański – odkąd zostały zniesione pewne dawne ograniczenia – wiedzą, jak korzystać z wolności; i że chrześcijańskie życie zaczyna się cudownie ożywiać. Dlatego zatęsknił za państwem policyjnym, wprawdzie nie dla siebie, ale dla Kościoła i ludu chrześcijańskiego.” (1).

 Konserwatyzm i liberalizm mogły zatem mieć do pewnego stopnia wspólne cele wówczas, gdy w Europie zapanował styl rządzenia nazwany później oświeconym absolutyzmem. Była to era, w której władcy, korzystając z wreszcie scentralizowanego i silnego aparatu administracji, wyłonionego z wojen domowych XVII wieku, zachwyceni nowymi możliwościami organizacyjnymi, brali się za reformowanie a to państwa, a to społeczeństwa, a to Kościoła, najczęściej zaś wszystkiego naraz. Recepty na poprawienie świata podsuwali im modni filozofowie spod znaku francuskiego Oświecenia. Jeden z nich, Paul Tiry baron d’Holbach (1723-1789), zwolennik monarchii, na serio głosił, że „reformatorzy jurysprudencji winni czerpać niezmienne i pewne reguły bezpośrednio z natury człowieka, z celu społeczeństwa i z moralności” (2). Jeśli ktoś nie może sobie wyobrazić konsekwencji takiego programu, może spróbuje napisać ustawę na podstawie samej moralności i natury człowieka. Holbach nawoływał: „Niech ustawodawca albo ci, którzy na jego rozkaz będą przygotowywali redakcję nowego kodeksu, pozostawią w spokoju tę nieforemną stertę praw, nad którymi tyle umysłów od tak wielu wieków daremnie się męczyło; niechaj unicestwią to mnóstwo dziwacznych i przestarzałych zwyczajów, które tak źle kierują postępowaniem ludzi obecnie” (3) – czyli niech wyrwą z korzeniami wszystkie tradycyjne i historyczne instytucje jako bastiony przesądu. „Rzućmy w ogień nasze czcze rupiecie praw” – wtórował Holbachowi Wolter.

Wtedy to zrodziła się myśl o inżynierii społecznej. Uprawiali ją monarchowie, których imiona stały się symbolami epoki: Piotr Wielki, Maria Teresa, cesarz Józef II, Fryderyk Wielki, Katarzyna II. Pragnęli oni odgórnie przeobrazić życie ludów, w duchu swego wieku nie wierząc, by za jego formami ukształtowanymi przez historię mogło kryć się coś większego i głębszego, niż zbiorowisko dziejowych przypadków. A jeśli ziemianie, włościanie czy parafianie nie chcieli słuchać nowych, racjonalnie zaprojektowanych i skodyfikowanych przepisów, zmuszała ich do tego żelazna ręka administracji państwa absolutnego. I tak zbliżyły się do siebie pozycje liberałów, którzy walczyli z absolutnymi rządami o generalne poluzowanie systemu, oraz konserwatystów, którzy walczyli z absolutnymi rządami o wolność życia zgodnie z tradycją – ale tylko o taką. Choć czysto sytuacyjny, alians liberalizmu i konserwatyzmu zadzierzgnął się od Wschodu do Zachodu Europy, od Anglii przez Francję i Polskę do Rosji. Dlatego właśnie jeden z głównych inspiratorów europejskiego konserwatyzmu, Edmund Burke (1729-1797), przeciwnik politycznego nowotwórstwa i obrońca „dawnego” ładu kształtowanego samoczynnie przez historię, mógł działać w liberalnym stronnictwie Starych Wigów.

Dlatego rosyjski konserwatysta książę Michaił Szczerbatow (1733-1790), występując przeciw zeuropeizowanemu, rozsiewającemu zachodnie zepsucie samowładztwu Katarzyny Wielkiej, odwoływał się do archaicznego wzorca parlamentaryzmu: świadomie wskrzeszał tradycje stanowej opozycji bojarskich rad przeciw carom w dawniejszych epokach. W Polsce stanisławowskie reformy ustrojowe, zwieńczone Konstytucją 3 Maja, atakowali z pozycji konserwatywnych Adam Wawrzyniec Rzewuski (1760-1825) i Dyzma Bończa Tomaszewski (1749-1825, późniejszy sekretarz konfederacji targowickiej), demaskując je jako odstępstwo od archaicznego wzorca parlamentaryzmu opartego na stanie rycerskim i uszczuplenie obywatelskich swobód. Tradycjonaliści nie wahali się sięgać po liberalne argumenty. Francuski „neofeudał”, hrabia Emmanuel d’Antraigues (1753-1812), został entuzjastą teorii Jana Jakuba Rousseau i głosił, że państwo i monarchia zostały powołane w drodze „umowy społecznej”, której warunków nie wolno królowi naruszać, a jeśli panujący się tego dopuści, poddani mają prawo zwołać bez jego zgody Stany Generalne w celu złożenia go z tronu. Szczerbatow w swoich filipikach przeciw nieograniczonemu samodzierżawiu powoływał się nawet niekiedy na „prawo natury”.

Ale to wszystko działo się w zupełnie innych czasach, kiedy problemem z konserwatywnego punktu widzenia były silne rządy nastające na tradycyjne, zachowawcze społeczeństwa. Warunki obecnej epoki są diametralnie odmienne: dzisiaj mamy do czynienia z wydrążonymi, zdemontowanymi rządami stojącymi na czele wykorzenionych, permisywnych społeczeństw. Dziś tradycyjny porządek i sposób życia wymaga nie obrony, lecz odtworzenia. Liberalizm z ogólnego przekonania, że każdemu powinno być wolno żyć i szukać szczęścia na swój sposób przepoczwarzył się w twardy światopogląd z własnym wzorcem życia (indywidualnego i zbiorowego). I w takiej postaci wsiąka w społeczeństwo. Od czasu swojej metamorfozy liberalizm występuje wyraźnie przeciwko tradycji. Warunki historycznego zbliżenia konserwatyzmu do liberalizmu nie tylko zatem nie są już aktualne, ale również nie powtórzą się w przewidywalnej przyszłości. W tej sytuacji impuls do tradycjonalistycznego odrodzenia może przyjść tylko odgórnie, nie oddolnie. Nie zdołają go uruchomić bliżej nie określone elity społeczne – ani organizacje i stowarzyszenia, które się za elity uważają (4). Mogą to uczynić jedynie rządy. Nie ma też sensu odwoływanie się przez konserwatystów do „klasycznego” liberalizmu (przeciwko jego późniejszym wersjom), bo jego podstawowym mankamentem pozostaje pustka normatywna, a poza tym próżno liczyć, że liberalizm da się pokonać… liberalizmem.

 

Adam Danek   

 

 

1. Wilhelm Emmanuel Ketteler, Nauczanie społeczne, przeł. ks. Zbigniew Waleszczuk, Legnica 2006, s. 186-188.

 

2. Paul Tiry d’Holbach, Etokracja czyli rząd oparty na moralności, przeł. Marian Skrzypek, Warszawa 1979, s. 67.

 

3. Tamże, s. 66.

 

4. W społeczeństwie nasiąkłym liberalizmem w ogóle nie ma elit innych niż grupy i jednostki najbardziej liberalne.

Kategoria: Adam Danek, Kultura, Myśl, Polityka, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *