banner ad

Danek: Jestem za karą śmierci, Wasza Świątobliwość

| 4 sierpnia 2018 | 1 Komentarz

Właśnie ogłoszono zmienione brzmienie kanonu 2267 Katechizmu Kościoła katolickiego, dotyczącego kary głównej. W nowej wersji głosi on: „(…) Kościół w świetle Ewangelii naucza, że »kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby«, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie.” Łatwo przewidzieć, co teraz nastąpi – jęk rozpaczy i rozdzieranie szat w środowiskach konserwatywnych i wśród katolików-retencjonistów, a z drugiej strony barykady triumfalne wycie lewicy, liberałów i prawoczłowieczystów: Watykan skapitulował! Lewicowcy zaraz zaczną na wyścigi wyrzucać zwolenników kary śmierci z Kościoła, do którego sami z reguły nie należą. Ale zanim wybuchną emocje, zastanówmy się.

W nowym brzmieniu kanonu wykorzystano tak zwany argument z „postępu świadomości etycznej”. Jest on wewnętrznie sprzeczny. Jeżeli bowiem wskutek „postępu świadomości etycznej” Kościół odkrył teraz, iż kara śmierci jest zła i niedopuszczalna, to znaczy, że odkrył teraz, iż kara śmierci zawsze była zła i niedopuszczalna. Wynikałoby z tego, że Kościół niniejszym potępił wszystkie przypadki orzekania i wykonywania kary śmierci w całych dziejach, w tym także przez władze i instytucje kościelne (tam, gdzie miały one również jurysdykcję świecką) oraz własne wielowiekowe nauczanie, zgodnie z którym kara śmierci była słuszna i dopuszczalna. Czy zatem na naszych oczach Kościół dokonał urzędowego aktu samopotępienia? A jeżeli – odwrotnie – „świadomość etyczna” jest czymś subiektywnym i zmiennym, to jak można na niej opierać naukę Kościoła w tak ważnych kwestiach?

Jeśli dziś przystaniemy na wprowadzenie do Katechizmu zakazu kary śmierci, to czego powinniśmy się spodziewać w następnych latach? Dodania kanonu potępiającego istnienie armii, służbę wojskową i udział w wojnach? Przecież żołnierze zabijają ludzi (którym przysługuje „nienaruszalność i godność osoby”). Na tym polega ich służba, tak wygląda jej ostateczna racja. A jeżeli kanon taki zostanie wprowadzony, to żołnierz-katolik będzie musiał odejść z wojska, a otrzymując rozkaz ataku – odmówić jego wykonania, bo inaczej pójdzie do piekła?

Zawarte w nowym kanonie stwierdzenie, iż obecne systemy więzienne „w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win” również nie stanowi argumentu przeciw karze śmierci, ponieważ ona też jej nie odbiera. Morderca zawsze może wrócić do Boga i pokutować za swój czyn. Jak wiadomo, Jacques Fesch nawrócił się bardzo głęboko na krótko przed swoją egzekucją i z pewnością ogląda teraz blask Najświętszego Oblicza w niebie. Nie zmienia to faktu, iż został słusznie skazany na śmierć i stracony. Jego nawrócenie i skrucha nie zwróciły przecież życia policjantowi, którego zabił, więc nie stanowiły powodu, by odstępować od wykonywania wyroku. Bo celem kary nie jest poprawienie sprawcy, lecz represja za to, co zrobił.

Nie rozdzierajmy więc szat. Trzeba pamiętać o jednym: w Kościele katolickim pewne stanowiska, nawet jeśli były ogłaszane z całą urzędową powagą i mocą, z upływem czasu w naturalny sposób wychodzą z użycia. W okresie walki papiestwa z cesarstwem papieże surowo obwieszczali w swoich bullach, że tylko następca św. Piotra ma prawo dysponować insygniami cesarskimi, a kto uważa inaczej, będzie wyklęty. Dla nas jest to kwestia czysto historyczna i nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdziłby dzisiaj, iż katolik ma obowiązek spowiadać się z tego, jaką koncepcję władzy wyznaje. Wątpliwe też, by nawet w czasach tego gorącego sporu każdy katolik, który nie zgadzał się z doktryną papalizmu czy hierokratyzmu automatycznie szedł za to do piekła. Jeszcze na początku XX wieku św. Pius X ogłaszał w różnych dokumentach kościelnych (i to w formie „rozkazu”, co specjalnie podkreślił), że w Kościele katolickim może być nauczana wyłącznie filozofia scholastyczna i tomistyczna. Dla nas to kwestia czysto historyczna; dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, iż katolik musi być tomistą, bo jeśli jest egzystencjalistą, fenomenologiem, heglistą czy platonikiem, to nie zostanie zbawiony. W 1931 r. papież Pius XI w encyklice „Quadragesimo anno” wskazał korporacjonizm jako słuszny, najwłaściwszy ustrój gospodarczy. Nie oznaczało to jednak, że katolicy odrzucający korporacjonizm na rzecz innych koncepcji ekonomicznych automatycznie popełniają grzech. Do słynnego Indeksu Ksiąg Zakazanych przestano się w praktyce stosować w Kościele na wiele lat przed jego formalną likwidacją. Za 20-30 lat zapis w sprawie kary śmierci wprowadzony właśnie do Katechizmu przez papieża Franciszka stanie się kwestią czysto historyczną.

Aby nie pozostawiać niedopowiedzeń: musimy oprzeć się obecnej próbie „zniesienia kary śmierci” w Kościele, tak jak po 1965 r. oparliśmy się – zwycięsko! – próbie zniesienia tradycyjnej liturgii. A nuż w przyszłości zwołany zostanie sobór, który odeśle do lamusa okrzepły dziś w Kościele ideologiczny dyktat prawoczłowieczyzmu, tak jak Sobór Watykański II odesłał do lamusa okrzepłą w Kościele filozoficzną tyranię scholastyki?

Nowe brzmienie kanonu 2267 nie wymienia żadnych sankcji grożących katolikom za popieranie kary śmierci. Ja nie zamierzam „z determinacją angażować się na rzecz jej zniesienia na całym świecie”. Zamierzam za to w miarę swoich możliwości angażować się na rzecz jej przywrócenia przynajmniej w moim kraju. Jeżeli więc popadam w ten sposób w coś w rodzaju herezji (czyżby w Kościele miało powrócić to długo nieużywane pojęcie?), niech władze kościelne i mój biskup miejsca czynią swoją powinność. Niech publicznie potępią moje poglądy i wezwą mnie do ich wycofania. Niech zagrożą mi karami kościelnymi. Niech mnie wyklną. Bo jeśli nic takiego nie nastąpi, nie widzę żadnego dowodu, że robię coś złego.

Jestem katolikiem i popieram karę śmierci, ponieważ kara śmierci jest sprawiedliwa. Trudno – zatem jestem gibelinem. W końcu „to gibelini są inteligentnymi obrońcami papiestwa”.

 

Adam Danek

fot. Servicelinket, Pixabay.com, Creative Commons

 

Kategoria: Adam Danek, Myśl, Publicystyka, Religia, Wiara

Komentarze (1)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Andrew75 napisał(a):

    Gratuluję optymizmu. Mam jednak wrażenie regresu i podzieliłbym papiestwo w XX wieku na 3 okresy: 1) do Piusa XII – Tradycja zachowana, 2) od Jana XXIII do Benedykta – nieudane próby pogodzenia Tradycji z tzw. współczesnym światem, 3) Franciszek – koniec złudzeń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *