banner ad

"Być Koptem": rzecz o projekcie medialnym, sytuacji w Egipcie oraz współczesnych Świadkach Wiary.

| 7 czerwca 2013 | 0 Komentarzy

mid_15232O filmie i tych, o których opowiada, z Maciejem Grabysą, Michałem Królem i ks. Adamem Parszywką rozmawia Mariusz Matuszewski

 

Maciej Grabysa – scenarzysta i reżyser filmu dok „Być Koptem”; szef redakcji reportażu i form dokumentalnych TVP Kraków.

 

Michał Król – scenarzysta i reżyser filmu, także autor zdjęć filmu „Być Koptem”; pracownik Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu”.

 

Ks. Adam Parszywka: prezes Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego „Młodzi Światu” w Krakowie; producent filmu.

 

1. Co skłoniło Was do nakręcenia tego filmu? Jaka jest jego geneza?

 

Maciej Grabysa: Jako osoba wierząca, Katolik, a zarazem dziennikarz z zawodu, nie mogłem nie odnieść się to tematu prześladowań Chrześcijan, jakie obecnie mają miejsce praktycznie na całym świecie. Nie tylko w Egipcie. Więc impuls do realizacji był podwójny – natury religijnej, a także ze względu na profesję, którą wykonuję, a której zadaniem jest w moim przekonaniu informowanie społeczności międzynarodowej o wszelkich przypadkach łamania praw człowieka, a z takimi mamy do czynienia na dzień dzisiejszy w Egipcie.

 

Michał Król: Jestem pracownikiem Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego – Młodzi Światu. W ramach Wolontariatu podejmujemy m. in. produkcje różnych filmów dotyczących wiary. Film „Być Koptem” to kolejna z naszych produkcji, mówiąca o wierze właśnie – i o chrześcijaństwie.

 

Do powstania tego filmu przyczynił w znacznej mierze się brak rzetelnych informacji o sytuacji Koptów zarówno w polskich, jak i europejskich mediach. Większość obywateli naszego kontynentu nie jest świadoma tego, w jak trudnych warunkach żyją egipscy chrześcijanie. Tym filmem chcemy więc zwrócić uwagę na ich los.

 

2. Czy film, jaki zrealizowaliście różni się od pierwotnego planu? Czy to, co zastaliście, wpłynęło na zmianę pryzmatu, przez który patrzeliście na przedmiot swoich poszukiwań?

 

Maciej Grabysa: Sytuacja, którą zastaliśmy po przybyciu do Egiptu, jest o wiele gorsza, niż to sobie wcześniej wyobrażaliśmy; Koptowie żyją pod olbrzymią presją i w zastraszeniu. Da się to wyczuć podczas rozmów i spotkań. Generalnie sytuacja w Kairze jest bardzo napięta. Na ulicach oraz na placu Tahrir ciągle jeszcze dochodzi do zamieszek. Wystarczy iskra, żeby podburzyć tłum. Wydaje sie także ,że policja i siły bezpieczeństwa nie do końca panują nad sytuacją.

 

Michał Król: Jednak mimo tej całej napiętej sytuacji, pomimo ciągłego prześladowania, wiara Koptów staje się coraz silniejsza. Kilku bohaterów filmu, jak chociażby Hany, nie żywi nienawiści do muzułmanów. Hany podkreśla, ze mimo prześladowań jakich doznają – chrześcijaństwo to religia miłości. Nie są jednak naiwni i nie cieszą się z prześladowań, jednak nie odpłacają nienawiścią za nienawiść.

 

3. Czy kręcąc film nie baliście się, że jego powstanie może wywołać negatywne reakcje? Czy nie obawiacie się o Wasze bezpieczeństwo po jego emisji?

 

Maciej Grabysa: Stanęliśmy wobec dylematu: albo w trosce o tzw. polityczną poprawność odstępujemy od zdjęć i nie pokazujemy tego, co na prawdę dzieje się dziś w Egipcie, albo pokazujemy zdecydowanie całą prawdę, bez retuszu. Wybraliśmy to drugie rozwiązanie. Jestem przekonany ,że trzeba o tej sprawie mówić jasno i głośno.

 

Demokratyczny świat milczy w tej kwestii juz od 2 lat, wierząc, że milczenie na ten temat i nie zadrażnianie stosunków z muzułmanami wpłynie korzystniej na sytuację Koptów i rozwój demokracji w Egipcie. Niestety wszystko wskazuje na to, że prześladowania nasilają się, a Koptowie stają sie przysłowiowym kozłem ofiarnym, na który rząd Mursiego i Bracia Muzułmanie mogą łatwo zrzucić winę o niepowodzenia o charakterze ekonomicznym i politycznym.

 

4. Jak dotarliście do historii, które przedstawiacie? Pytam przed premierą: a zatem czy mielicie okazję dotrzeć do świadków i tych, którzy przeżyli prześladowania?

 

Maciej Grabysa: Większość rozmów odbyliśmy z Koptami w Kairze, w dzielnicach Szubra i Mokattam. W kontaktach z nimi pomogli nam nasi przyjaciele z Polski i Egiptu, ale ze względu na ich bezpieczeństwo nie możemy ujawnić ich danych. Trzeba podkreślić, że w filmie wystąpili Koptowie, którzy brali udział w protestach na Maspero w Kairze, w październiku 2011, podczas których zginęło 26 osób, a ponad 300 zostało rannych. Ten pogrom przeprowadziła egipska armia przy wsparciu egipskiej państwowej telewizji…

 

Michał Król: Koptowie z dzielnicy Mokattam, biorący czynny udział w protestach, nie boją się otwarcie wypowiadać przed kamerą. Jednemu z nich snajper podczas demonstracji przestrzelił nogę, drugi stracił brata. Obydwaj bardzo chcieli, by ich głos został usłyszany poza Egiptem.

 

5. Jak przebiegło finansowanie projektu? Czy mieliście problemy ze znalezieniem funduszy?

 

Maciej Grabysa: Producentami filmu są ksiądz Waldemar Cisło z Pomocy Kościołowi w Potrzebie i ksiądz Adam Parszywka z Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego w Krakowie. Ks. Waldemar był z nami w Egipcie podczas realizacji zdjęć w lutym 2013, a ks. Adam wsparł postprodukcję filmu.

 

Ks. Adam Parszywka: Film powstał głównie dzięki wolontaryjnej pracy Macieja Grabysy z TVP Kraków oraz Michała Króla, który od pięciu lat działa w Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym. Oczywiście z uwagi na to, że jesteśmy organizacją pozarządową, nasza działalność nie jest nastawiona na zysk; pieniądze otrzymujemy od naszych ofiarodawców, którzy wspierają nasza misję głoszenia Ewangelii. Jednak niskim nakładem środków oraz dobrowolnej pracy wielu osób, a także dzięki koprodukcji z Pomocą Kościołowi w Potrzebie, udało się dopiąć ten projekt.

 

6. Jaka do powstania filmu przyczynili się Salezjanie?

 

Maciej Grabysa: Jak wspominałem postprodukcja filmu i cały sprzęt filmowy, a więc kamery, dźwięk, etc., były wkładem Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego

 

Ks. Adam Parszywka: Od kilku juz lat czynnie działamy na płaszczyźnie medialnej. W Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym założyliśmy studio filmowe, w którym powstają filmy z całego świata: od Japonii, przez Mongolię, aż do Brazylii. Wszystko to dzięki zapałowi młodych ludzi, którzy tworzyli i tworzą to piękne dzieło. Duży wkład w profesjonalizacje naszych produkcji ma TVP Kraków, a szczególnie osoba nieżyjącego już Jana Rojka, byłego dyrektora Telewizji, który również był naszym wolontariuszem.

 

7. Jakie są plany co do dystrybucji? Planujecie rozpowszechnienie filmu w innych państwach?

 

Maciej Grabysa: Film będzie miał premierę na antenie TVP Kraków, ale wiadomo, że chcemy zainteresować nim jak największą liczbę widzów. Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje dotyczące projekcji, a także emisji, w Polsce i za granicą.

 

Ks. Adam Parszywka: Ten film to dopiero początek całej serii, którą planujemy. Pragniemy przybliżyć ludziom los jakże często marginalizowanych chrześcijan na całym świecie. Seria będzie miała tytuł "Prześladowani, zapomniani…" – gdyż taki los często spotyka naszych braci. Jeśli chodzi o emisję tego filmu, czy też całej serii, pragnęlibyśmy, by była ona dostępna dla jak największej liczby odbiorców. Nie mamy jeszcze konkretnych planów, ale jak wspomniał Maciej, jesteśmy otwarci na propozycje.

 

8. Jak przebiegała praca nad filmem? Czy uzyskaliście pomoc na miejscu?

 

Maciej Grabysa: Musieliśmy pracować bardzo dyskretnie, tak, aby nie narażać naszych egipskich przyjaciół. Trzeba pamiętać, że jednak Egipt to ciągle państwo policyjne – nie ma swobody w poruszaniu się z kamerą. Ekipy filmowe pracują pod olbrzymią presją. Narażają się na ciągłą inwigilację ze strony egipskich służb specjalnych, z którymi współpracuje ciągle wielu Egipcjan. Wylądowanie w więzieniu czy areszcie pod zarzutem szpiegostwa nie jest trudne.

 

Michał Król: Z drugiej strony Koptowie, szczególnie z dzielnicy Mokattam – dzielnicy kairskich śmieciarzy, otoczyli nas prawdziwą opieką i życzliwością. Na Mokattamie byliśmy wśród chrześcijan; jest to maleńka wyspa chrześcijaństwa pośrodku morza Islamu. To właśnie tam powstały słynne skalne kościoły, które na ekumenicznych modlitwach gromadzą nawet 70 tysięcy chrześcijan. Działa tam ojciec Samaan, który jest duchowym przewodnikiem dla tamtejszych wspólnot.

 

9. Jak w kontekście waszych doświadczeń i pracy prezentuje się obraz Koptów jako społeczności? Kim dziś są? Ujmując rzecz historycznie – są oni chrześcijanami, których od innych wyznawców chrystianizmu odgrodziło morze islamu, w którego otoczeniu funkcjonują do dziś. Przechowali unikalne tradycje i język, a także liturgię. Czy to właśnie ten element dalej determinuje ich autoidentyfikację?

 

Maciej Grabysa: Zobaczyłem u Koptów prawdziwą, silną wiarę w Jezusa i w swój Kościół. To bardzo konserwatywni i ortodoksyjni Chrześcijanie, gotowi na wszystko – nawet na śmierć w obronie swojej religii i własnej wiary. Nie przez przypadek kościół koptyjski jest nazywany Kościołem Męczenników, gdyż każda męczeńska śmierć ich współbraci cementuje ich wspólnotę i potęguje wiarę, której wyrazem są malutkie krzyże, tatuowane tuż po urodzeniu na dłoniach koptyjskich dzieci.

 

Michał Król: Podkreślę to jeszcze raz: mimo tych nacisków i prześladowań ich wiara ciągle wzrasta. Co warte jest zauważenia, to również fakt, że coraz więcej muzułmanów, widząc co się dzieje, przyjmuje wiarę chrześcijańską. Muzułmanie z wyższej klasy patrząc na bestialstwo swoich braci w stosunku do chrześcijan zaczynają zadawać pytania; niektórzy mówią o chrześcijanach, że to Ci, co mają miód w sercu… Nie można o tym głośno mówić, jednak słyszeliśmy w ostatnim czasie o coraz większej liczbie takich nawróceń.

 

10. Jak wygląda dziś los Koptów? Czy po dojściu do władzy Muhammada Mursiego, którego partia Wolność i Sprawiedliwość – jak wiemy – jest politycznym organem Bractwa Muzułmańskiego, coś uległo zmianie?

 

Maciej Grabysa: większość Koptów narzeka na rządy Mursiego. Twierdzą, że za czasów reżimu Mubaraka czuli się bezpieczniej. Trzeba pamiętać, że prawie 200 tysięcy Koptów emigrowało po rewolucji w 2011 roku. To efekt postępującej islamizacji kraju i nacisków, jakim społeczność koptyjska podlega ze strony Muzułmanów. Wielu twierdzi, że taki jest właśnie cel Bractwa Muzułmańskiego i Salafitów – a zatem całkowite oczyszczenie Egiptu z Chrześcijan i zaprowadzenie prawa szariatu.

 

11. Bractwo Muzułmańskie w Egipcie już od samego początku swojego istnienia zaangażowane było w zbrojne walki przeciwko egipskiej władzy. Pod rządami świeckiego Nasera, Sadata i Mubaraka Bractwo dokonywało licznych mordów i zamachów, ale także traciło swoich członków w walkach i egzekucjach. Czy stosowana przez nich w ostatnich latach demokratyczna frazeologia nie jest tylko sposobem na objęcie całkowitej władzy w Egipcie? Czy po tak wielu latach i tak wielu ofiarach Bractwo z łatwością mogłoby zmienić swoje metody i cele? Koptowie dostarczają tu – jak się wydaje – bardzo jaskrawego przykładu…

 

Maciej Grabysa: Zgadza się. Na dziś można powiedzieć, że wiara w demokrację w stylu zachodnim w Egipcie jest czysta mrzonką, której ulęgają zachodnioeuropejscy politycy. Wydaje się, że kalifat – czyli jedno wielkie państwo muzułmańskie z prawem szariatu, jest wspólnym celem i Braci Muzułmanów, i Salafitów, i wciąż istniejącej Al Kaidy. Trudno zatrzymać ten proces. Mówią o tym wydarzenia z Syrii, gdzie pod pozorem walki o wolność i przeciw reżimowi Asada wkrada się coraz więcej grup islamistycznych, powiązanych z Al Kaidą. Co ciekawe – wielu egipskich muzułmanów sceptycznie patrzy na rewolucję w Syrii. Niektórzy mówią, że po zakończeniu działań wojennych dojdzie do podobnej islamizacji, jak w Egipcie.

 

12. Pytanie może nieco teoretyczne: czy zuchwałość wielu przedstawicielu islamu nie wynika z tego, że w postępowej Europie nie wolno już mówić o tym, że istnieje coś takiego jak obiektywne dobro i zło, i że zło po prostu należy zwalczać? Zgodnie z ideologią postępu, każdy w końcu ma prawo do swojej "inności", a więc także i ci muzułmanie, którzy takiego "prawa do inności" nie przyznają innym.

 

Michał Król: to paradoksalne, jak postępowi politycy europejscy, ci przede wszystkim lewicowi, wierzą w asymilację muzułmanów w krajach Unii Europejskiej. Dlaczego tak jest? Trudno zrozumieć. Może to wyraz jakiejś nieustannej lewicowej wiary w idee fix. Jak sie to kończy – wiemy z historii. Oby nam tylko nie przyszło zapłacić ceny, którą będzie islamizacja Europy przy postępującym spadku narodzin i kryzysie demograficznym. Muzułmanie są bardzo pewni swego i zdecydowanie prą do przodu, a ich celem jest Europa.

 

Rozmawiał: Mariusz Matuszewski

 

Kategoria: Mariusz Matuszewski, Polityka, Społeczeństwo, Wiara

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *