banner ad

Bardi: Co słychać u Sabaudów?

| 26 czerwca 2015 | 0 Komentarzy

amadeo„Do Królestwa Sardynii (Piemontu) rodzina Sabaudów prawo ma. Od reszty – wara” – przypomniał profesor Jacek Bartyzel. Mają aspiracje królewskie, ale… oceńcie Państwo sami. Oto tłumaczenie wywiadu redakcji lanazione.it z Amadeuszem Sabaudzkim, pt.: „Moje zwykłe życie między ludem i rządzącymi”.

AS

 

 

Wszystko zaczęło się od Ireny Greckiej, matki Amadeusza Sabaudzkiego (Amedeo di Savoia), piątego księcia Aosty. „Piątkę” w formie klejnotu nosili na swoim stroju członkowie dworu królewskiego, bo piątka to „Cyfra Królewska”. Częściowo właśnie dlatego powstała długa historia życia, dynastii, wszystkie karty historii Italii, które Amadeusz d'Aosta zawarł w swojej ostatniej książce pt. „Cyfra Królewska”, napisanej na cztery ręce z Danilą Sattą. Książce, która mówi o człowieku i jego rodzinie. Dlaczego?

Amadeusz Sabaudzki: By pokazać, że jesteśmy tacy sami, jak inni, w sensie pozytywnym i negatywnym, żyjemy tak jak inni, żyliśmy tak jak zwykli ludzie. Mieliśmy swoje ofiary wojny, dziesięciu więźniów, dwóch poległych. Jesteśmy jednak zwykłymi osobami, które pragną żyć w zgodzie z ludem: marynarzami, góralami. My tylko w większym stopniu niż inni jesteśmy zmuszeni wieść życie oficjalne, światowe – międzynarodowe, ponieważ w naszej rodzinie mieliśmy reprezentantów trzech różnych nacji i dwóch różnych religii. 

 

Silvia Bardi: A jednak wybraliście życie najpierw w Borro, teraz w Meliciano, a wakacje w Pantelleria. Wszystkie te miejsca są raczej reprezentacyjne…

To reakcja na życie chwilą. To powrót do początków, blisko natury, życia między normalnymi ludźmi. Miałem szczęście móc uczyć moich troje dzieci na wsi i zanim poszły do szkoły publicznej, chociaż przez pierwsze 12 lat swojego życia mogły oddychać świeżym powietrzem.

 

Od swoich dzieci, Bianki, Aimone i Mafalda, ma Pan 11 wnuków. Czy opowiada im historię Włoch?

Najstarszy ma 23 lata, najmłodszy 13 miesięcy. Krytykuję szkołę, kiedy daje wiedzę powierzchowną, skrótową, ale moje nauczanie zawsze odbywało się w formie zabawy, bez lekcji, bez kazań. Z synami urządzaliśmy quiz: bohaterowie Italii, najdłuższa rzeka świata, miejsce, gdzie znajduje się [Całun Turyński – AS], a nagrodą za odpowiedź był oczywiście cukierek. Ale była też szkoła przetrwania. Mieliśmy 14-metrową łódź i każdego roku, pod koniec rejsu rzucało się uczestnikom koła ratunkowe i wszyscy musieli ewakuować się do canoe.

 

Dyscyplina wojskowa godna dobrego oficera Marynarki…

Przetrwanie. Musieli też wskakiwać do basenu ubrani w spodnie i koszule. Zabawą była próba pozbywania się ubrań [w wodzie]. Nawet najlepszy pływak, który skacze do wody, może  tego nie potrafić. I kiedy jedno z moich dzieci wpadło kiedyś do morza w Wenecji, przypomniało sobie tę lekcję.

 

Surowe lekcje.

Nie, pouczające. Kiedy rozstaliśmy się z moją pierwszą żoną, Klaudią Francuską [córką Henryka Orleańskiego], ona wyjechała do Stanów i żeby z nią porozmawiać, telefonowało się za pomocą żetonów i te żetony były kieszonkowym, które dawałem dzieciom. Każda rozmowa – to „zjadanie żetonów” przez automat. Uczyłem ich, ile kosztuje życie.

 

Jaki Pan był jako dziecko?

Matka dała mi wychowanie spartańskie, musiałem znosić niewygody, starać się o dobre warunki życia. Urodziłem się, gdy nas deportowano do obozu koncentracyjnego w Austrii. Opowiadano mi, że znajdowaliśmy się w budynku o wysokości 1 200 m, w zimie, bez ogrzewania. Jako pożywienie – rzepa przez 6 miesięcy, potem pewnego dnia przybyła nowość, jajko i było to święto. Dostałem je ja, bo byłem dzieckiem, i zatrułem się, bo nie było świeże. Ale nikt nie wpadał w rozpacz.

 

A Pana ojciec?

Ojciec cudem przeżył dwie wojny, latał jako pilot i pewnego dnia 1916 roku wylądował z 15  dziurami od pocisków karabinu maszynowego w burcie. Nigdy o tym nikomu nie opowiadał, ja to odkryłem opisane w jednej książce.

 

Jeździ Pan czasem do miasta?

Czasem, by zrobić zakupy w supermarkecie, bo jesteśmy łakomczuchami.

 

Jednak poza tym pojawiają się zobowiązania wobec innych domów królewskich.

Spotykamy się z królem Grecji, Konstantynem. Spędzałem czasem wakacje w Atenach, gdzie była niegdyś siedziba króla i gdzie żyła moja matka, poza tym [w kręgu naszych znajomych są] Jan Hiszpański, Burbonowie z Sycylii, królowie brytyjscy, trochę rzadziej holenderscy i szwedzcy.

 

Czy w Domu Sabaudzkim są ustalone role dla kobiety i dla mężczyzny?

Kobiety i mężczyźni w domu Sabaudzkim są równi, co więcej, kobiety są bardziej znane, jak królowa Helena i królowa Małgorzata. Od kobiet zawsze wiele zależało, były zorientowane w sytuacji, były mądre. Dlatego potrzebowałem poślubić księżniczkę, dla jej doświadczenia w intrygach i radzeniu sobie w trudnościach. Nie jest łatwo przetrwać w pałacu, to nie jest bajka, jaką opowiada lud.

 

Politycy zabiegali bardzo o Pańskie względy

Różne partie proponowały mi kandydowanie z ich ramienia, nawet miałem ochotę to zrobić, ale skonsultowałem się z rodziną i moimi kobietami (widzi pani, że polegam na nich), i poradzono mi, żeby tego nie robić. Kiedy wyjeżdżam za granice, nie potrafię przedstawić, jak układają się sprawy we Włoszech. Jak tu wyjaśniać Anglikowi nasz bizantynizm i że korupcja u nas to reguła?

 

Jak skończyła się wojna prawna o nazwisko Savoia?

Tym, że od czterech lat mam zablokowane konta bieżące. Musiałem udać się przed trybunał w Arezzo z dowodem osobistym, w którym zapisano moje nazwisko Amadeusz di Savoia, i ten wydał wyrok przeciwko mnie, potem sprawę zawiesił trybunał we Florencji, ale czekam na decyzję ostateczną. Savoia to nazwisko nas wszystkich, Aosta to tytuł.

 

Dlaczego napisał JW tę książkę?

 By skorygować te wszystkie opowieści, które Republika stworzyła na temat mojej rodziny i Monarchii. W monarchii przesadzano w przychylności wobec nas, w demokracji – przesadzano we wrogości. Prawda leży pośrodku. Ja, z pomocą dokumentów, opowiadam ostatnie 50 lat historii.

 

Silvia Bardi

Tłum. Aleksandra Solarewicz

 

Od redakcji: Królestwo Włoch, istniejące w latach 1861-1946 było tzw. monarchią nielegitymowalną. Powstało ono poprzez zabór Państwa Kościelnego, państw Półwyspu Apenińskiego i Sycylii, które zostały anektowane przez królów Piemontu. „Wszystkie te państwa zatem były przez Piemont najechane zbrojnie, pokonane, podbite, spacyfikowane, okupowane, obłożone drakońskimi kontrybucjami i ostatecznie zaanektowane, a dalej już systematycznie ograbiane i wyzyskiwane.”- jb. Aimone d'Aosta jest synem księcia tegoż imienia, który ogłosił siebie głową włoskiego Domu Królewskiego. Piszemy: "ogłosił siebie", gdyż na tym tle w rodzinie d'Aosta istnieje konflikt.

Kategoria: Aleksandra Solarewicz, Myśl, Polityka, Publicystyka, Społeczeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *