banner ad

Ateizm czyli urojona wizja człowieka

| 24 października 2014 | 3 komentarze

Punktem wyjścia ateizmu jest  wiara w to, że nie ma istotnej różnicy między  człowiekiem a zwierzętami.

Irracjonalizm  wiary ateistów

Ilekroć rozmawiam  z ateistami, to za każdym razem dziwię się temu, iż żaden z nich  nie wyciąga wniosków z historii ateizmu. Moi rozmówcy potwierdzają  swoją postawą i swoim sposobem prowadzenia dyskusji to, że stali  się więźniami własnego systemu wierzeń. Ateiści nie reagują na  najbardziej nawet oczywiste argumenty, które wykazują irracjonalność  przyjętego przez nich systemu przekonań. Każdy z ateistów, z którymi  dotąd rozmawiałem, zachowuje się tak, jakby w swoim sposobie myślenia  oraz w swoim sposobie uciekania od faktów był dokładną kopią innych  ateistów.

Wspólną  cechą ateistów, z którymi miałem kontakt, jest to, że sprawiają  wrażenie, jakby nie wiedzieli, iż to właśnie systemy ateistyczne  doprowadziły do najbardziej okrutnych dyktatur oraz do największych  zbrodni w historii ludzkości. W dziejach człowieka żadna marginalna  mniejszość – a do takiej należą ateiści – nie dokonała zbrodni  na tak wielką skalę, jak właśnie ci, którzy usiłują urządzić  świat bez Boga. Wygląda na to, że o ludobójstwach dokonanych przez  ateistów wiedzą wszyscy poza… ateistami. Żaden ze spotkanych przeze  mnie ateistów nie powiedział, że przeprasza za zbrodnie dokonane  przez systemy ateistyczne i że on sam próbuje wyciągać wnioski choćby  z najnowszej historii.

Po  drugie, ateiści sprawiają wrażenie, jakby myśleli, że ludzie, którzy  są pewni istnienia osobowego Boga, uwierzyli w Stwórcę – na przykład  – drogą losowania, a nie w oparciu o doświadczenie niezwykłości  własnego człowieczeństwa, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć  jako wytworu nieosobowej i nieświadomej siebie materii. Wiara ateistów  w to, że człowiek wymyślił Boga, jest równie irracjonalna, jak  wiara w to, że człowiek wymyślił samego siebie albo jak wiara w  to, że mężczyzna wymyślił kobietę. Człowiek rozumny odkrywa istnienie  Boga w miarę odkrywania niezwykłości własnego człowieczeństwa,  którym się zdumiewa i które jakościowo wyróżnia go spośród wszystkich  istot na tej Ziemi.

Po  trzecie, ateiści sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli o tym, że  istotą ateizmu nie jest negowanie istnienia Boga, lecz negowanie istnienia  człowieka jako kogoś w istotny sposób różnego od zwierząt. Człowiek,  który wierzy, że jest jedynie nieco bardziej wyewoluowanym zwierzęciem,  nie ma powodów, by postawić sobie pytanie o to, czemu lub Komu zawdzięcza  swój sposób istnienia. Odkrywanie Boga to logiczna konsekwencja odkrywania  niezwykłości człowieka. Wystarczy się przestraszyć, aby uwierzyć  w istnienie bóstw lub w istnienie jakiegoś urojonego boga, ale trzeba  odkryć w sobie niezwykłość bycia osobą, by postawić pytanie o  Boga prawdziwego. W ateizmie jest miejsce jedynie na karykaturę Boga,  na przykład jako „opium dla ludu”, gdyż w tym systemie jest miejsce  jedynie na karykaturę człowieka jako kogoś, kto jest jedynie nieco  „udziwnionym” zwierzęciem.

Po  czwarte, ateiści sprawiają wrażenie, jakby nie rozumieli, że przyjęli  przekonania, które zmuszają ich albo do uwierzenia w to, że człowiek  nie różni się jakościowo od zwierząt, albo do uwierzenia w to,  że jeśli się różni, to muszą ten fakt tłumaczyć irracjonalnie,  na przykład jako dzieło przypadku czy jako nieprawdopodobny zbieg  okoliczności w ramach procesu ewolucji. Ateiści zakładają bowiem  a priori to, że materia sama siebie wytworzyła i że wyczerpuje ona  całą rzeczywistość wszechświata.

Po  piąte, ateiści sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli o tym, że  ogromna większość ludzi odkrywa w sobie te cechy – zwłaszcza zdolność  poznania prawdy i podejmowania świadomych decyzji, a także zdolność  do odpowiedzialności, miłości i wierności – których ateistom nie  pozwala dostrzegać przyjęty przez nich system wierzeń. Świadomość,  wolność i miłość to wyjątkowe zdolności człowieka, które nie  są spotykane w świecie zwierząt, roślin czy minerałów. Wierzyć  w to, że świadomy siebie i zdolny do miłości człowiek pochodzi  od świata nieosobowego, to bardziej irracjonalne, niż wierzyć w to,  że motyl potrafi swoimi skrzydełkami rozbić szybę pancerną.

Irracjonalizm  ateistycznej antropologii

Punktem  wyjścia ateizmu nie jest zatem problem teologiczny, lecz antropologiczny,  czyli wiara ateistów w to, że nie ma istotnej różnicy między człowiekiem  a zwierzętami. Ateiści wierzą w to, że nasza świadomość jest  jedynie subiektywna, wolność jedynie pozorna, a miłość to tylko  kwestia biochemii. Podstawą ateizmu jest oderwana od rzeczywistości  wizja człowieka. Tak, jak zwierzę nie ma odniesienia do Boga, tak  też człowiek w wizji ateistów rzeczywiście takiego odniesienia mieć  ani nie potrzebuje, ani nie potrafi. Tyle tylko, że ateizm alienuje  człowieka od tego wszystkiego, co w nas specyficznie ludzkie i co sprawia,  że jesteśmy w stanie zachowywać się w jakościowo inny sposób niż  zwierzęta. Ateizm to system, który nie widzi istotnej różnicy między  antropologią a zoologią, między popędami a wolnością, między  instynktem a miłością. Ateiści widzą w człowieku zwierzęcość,  a w zwierzętach dopatrują się człowieczeństwa.

Są  tacy ludzie, którzy rzeczywiście odkrywają w sobie jedynie to, co  mają wspólnego ze zwierzętami. W konsekwencji ludzie ci postępują  tak, jakby musieli być niewolnikami instynktów, popędów, hormonów  czy nacisków zewnętrznych. Tacy ludzie nie są w stanie postawić  nie tylko pytania o Boga, ale też pytania o samego siebie. Człowiek,  który przyjął ateistyczny system wierzeń w antropologii, traktuje  zachowanie tych, którzy racjonalnie myślą, odpowiedzialnie decydują  i wiernie kochają, jako zachowanie irracjonalne. Z jego perspektywy  tego typu zachowanie tak właśnie wygląda. Gdyby zwierzęta miały  świadomość – pozostając we wszystkim innym zwierzętami – to  też dziwiłby się temu, że ludzie są zdolni do działania innego  niż kierowanie się instynktami, popędami czy biochemicznymi bodźcami. 

Nic  dziwnego, że w obliczu karykaturalnie zredukowanej wizji człowieka  społeczeństwo zbudowane na postulatach ateistów prowadzi w praktyce  do poniżenia człowieka, zwłaszcza człowieka niewinnego i uczciwego.  Nie jest kwestią przypadku to, że ateistyczni politycy bardziej troszczą  się o bogatych aktywistów gejowskich niż o biednych bezrobotnych,  a ateistyczni prawnicy bardziej troszczą się o katów niż o ich ofiary.  Z kolei ateistyczne feministki bardziej troszczą się o seks niż o  dzieci, a ateistyczni ekolodzy bardziej troszczą się o ochronę zwierząt  niż o ochronę ludzi.

Każdy  system ateistyczny prowadzi do jakiejś formy dyktatury, gdyż ateiści  przypisują sobie władzę decydowania o wszystkim. Przypisują sobie  nawet władzę decydowania o życiu człowieka, a zatem władzę decydowania  o tym, kogo wolno legalnie zabijać, a kogo – ustanowione przez nich  prawo – będzie chronić. Ateizm prowadzi nie tylko do jakiejś formy  dyktatury. Prowadzi także do jakiejś formy bałwochwalstwa. W ateizmie  marksistowskim „bogiem” była partia komunistyczna i jej przywódcy,  a w ateizmie liberalnym „bogiem” jest popęd, przyjemność czy  pieniądze. Ateizm zawsze stawia coś ponad człowiekiem.

Irracjonalizm  ateistycznej „postępowości”

W  każdej epoce ateiści stanowią zdecydowaną mniejszość społeczeństwa,  a mimo to zawsze myślą, że są zdecydowanie mądrzejsi od zdecydowanej  większości ludzi. Są także przekonani o tym, że mają najlepsze  pomysły na życie, więzi i wartości godne człowieka. Ateistyczne  pomysły w tym względzie – podobnie jak ateistyczna antropologia  – są mało skomplikowane. W zeszłym stuleciu przemocą i zbrodniami  promowali kult proletariackiego kolektywu. W XXI wieku bardziej wyrafinowanymi  metodami – zwłaszcza za pomocą zdominowanych przez siebie mediów  – promują „wolne” związki. Warto zauważyć, że ateiści, którzy  promują tego typu związki, potwierdzają, iż obce są im zasady logicznego  myślenia, gdyż posługują się terminem wewnętrznie sprzecznym.  W rzeczywistości nie istnieją „wolne” związki, podobnie jak nie  istnieje kwadratowe koło czy niebieska zieleń. Człowiek jest w stanie  wymyślić wewnętrznie sprzeczne pojęcia, ale nawet dzieci wiedzą  o tym, że takie pojęcia nie mają odpowiednika w rzeczywistości.  To, co faktycznie proponują ateiści jako sposób na więzi, zwłaszcza  w relacji kobieta – mężczyzna, to nie związki wolne od związków,  lecz związki wolne od odpowiedzialności, miłości i wierności.

To,  co ateizm proponuje jako sposób na życie, sami ateiści uznają za  najbardziej „naukowe”, „racjonalne” i „postępowe”. Tymczasem  w rzeczywistości ich pomysły polegają na powtarzaniu najbardziej  archaicznych i prymitywnych mitów o tym, że człowiek może być szczęśliwy  wtedy, gdy nie będzie jakościowo różnił się w swym postępowaniu  od zachowania zwierząt. Ateiści proponują to, co łatwe, a nie to,  co prowadzi do rozwoju i radości. W konsekwencji proponują łatwy  seks zamiast trudnej miłości, łatwy sposób na kierowanie płodnością  (antykoncepcja, prezerwatywy, aborcja) zamiast odpowiedzialnego rodzicielstwa,  łatwy „luz” zamiast trudnej odpowiedzialności. W pogoni za tym,  co łatwe, ateiści przyjmują nawet tak irracjonalny mit, jak przekonanie,  że w jakiejś fazie swego rozwoju człowiek może nie być człowiekiem.

Najgroźniejszym  mitem ateizmu jest wiara w to, że kto przestaje kochać Boga, ten zacznie  kochać człowieka. Fakty wskazują na to, że jest dokładnie odwrotnie.  Pierwsze miejsca na liście największych ludobójców wszech czasów  zajmują właśnie ateiści. To nie przypadek, że również w naszych  czasach ateiści szydzą sobie z Jezusa, który kochał i uczył kochać,  ale nie szydzą sobie z ateistycznych zbrodniarzy, a nawet doszukują  się pozytywnych aspektów ich zbrodniczej działalności.

W  obliczu powyższych faktów jest sprawa oczywistą, że największy  przesąd nowożytności to wiara w to, iż ateizm jest przejawem racjonalizmu  i że ateiści to ludzie niewierzący. Mitem jest również przekonanie  o tym, że punktem wyjścia ateizmu jest negowanie Boga a nie skrajnie  zniekształcona wizja człowieka. „Racjonaliści”, „ludzie nauki”,  „ludzie postępu”, „humaniści” to ulubione etykiety, jakimi  ateiści chętnie tytułują samych siebie. W ich przypadku w radykalny  sposób potwierdza się zasada, że nikt nie jest dobrym sędzią we  własnej sprawie.

Zdecydowana  większość ludzi, których spotykam, nie mieści się w ateistycznej  antropologii. Ludzie ci odkrywają bowiem w sobie takie zdolności,  możliwości, potrzeby i aspiracje, których ateiści nie uwzględniają  w swojej wizji człowieka i które sprawiają, że istnieje jakościowa  różnica między człowiekiem a zwierzętami. Zwierzęta podlegają  ewolucji, a człowiek tworzy historię. Zwierzęta od tysięcy lat zachowują  się według tych samych schematów i instynktów, a człowiek nie ma  granic w rozwoju. Jak długo większość ludzi będzie odróżniać  siebie od zwierząt, tak długo ateizm pozostanie zjawiskiem marginalnym.  Mimo to – tak, jak dotychczas – pozostanie zjawiskiem groźnym. Człowiek  stanowi bowiem największe zagrożenie dla samego siebie w dwóch przypadkach:  wtedy, gdy uwierzy, że nie różni się od zwierząt, oraz wtedy, gdy  uwierzy, że jest równy Bogu.

 

ks. Marek Dziewiecki

za fides-et-ratio.pl

fot. Wikipedia, Creative Commons

 

Kategoria: Religia, Społeczeństwo

Komentarze (3)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Rozumna kotka napisał(a):

    Doedukować się powinien autor tego tekstu, hipotezy absurdalne, subiektywne podejście widoczne na odległość… wstyd!

  2. Rozumna kotka napisał(a):

    Doedukować się powinien autor tego tekstu, hipotezy absurdalne, subiektywne podejście widoczne na odległość… wstyd!

  3. facepalm napisał(a):

    „Ich schwöre Dir, Adolf Hitler, als Führer und Kanzler des Deutschen Reiches, Treue und Tapferkeit.
    Ich gelobe Dir und den von Dir bestimmten Vorgesetzten Gehorsam bis in den Tod! So wahr mir Gott helfe!“ Tyle na ten temat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *