banner ad

Ambrożek: Dlaczego realizm polityczny jest konserwatywny

| 16 lutego 2017 | 0 Komentarzy

800px-%d1%85%d0%b0%d1%80%d1%8c%d0%ba-%d0%bd%d0%b0%d0%b1-%d0%bb-8_%d1%81%d0%bf%d0%b5%d0%ba%d1%83%d0%bb%d1%8f%d0%bd%d1%82_vizuimg_3671Wiele już napisano na temat konserwatywności realizmu z perspektywy weberowskiej etyki odpowiedzialności. Dla tych, którzy nie orientują się w temacie, wspomnę: realizm polityczny wymusza odpowiedzialność za poszczególne decyzje polityczne, dlatego koniecznym jest oszczędność środków i częściowy schematyzm myślenia polegający na przewidywaniu poszczególnych sytuacji politycznych.

Historycznie, w ten sposób realiści starali się nie popadać w fantazje przy tworzeniu scenariuszy, raczej najlepiej oddawać otaczajacą ich rzeczywistość.

Mówi się także o realizmie jako politycznym egzystencjalizmie, przeciwstawiając go idealizmowi i romantyzmowi. Rzadziej natomiast o tym, że realizm jest niejako pochodną myślenia konserwatywnego. Największymi realistami są ci, którzy będąc konserwatystami nie są jednocześnie fideistami. Wynika to z tego, że operując pewnymi kategoriami filozoficznymi odcinają się od prowidencjalistycznej interpretacji zjawisk społeczno-politycznych. Wychodząc od podstawowych założeń antropologicznych, traktują człowieka jako jednostkę niegodną zaufania, zdolną do czynienia najgorszych rzeczy. W związku z tym człowiek powinien być obłożony wędzidłami takimi jak  religia, tradycja, prawo, konwenanse i zwyczaje.

Warto zauważyć, że podobne myślenie zostało transponowane do kategorii stosunków międzynarodowych. Rezultatem takiego myślenia jest utożsamienie państwa z działaniami rządzących. Podczas krystalizowania się konserwatyzmu politycznego, nie mieliśmy jeszcze do czynienia (w stosunkach międzynarodowych) z korporacjami i organizacjami międzynarodowymi, zaś jedynym aktualnym dziś elementem były tendencje sojusznicze, przy czym nie były one tak trwałe jak dziś. Wracając do sedna, skoro mieliśmy do czynienia z personifikacją państw, to naturalnym było, że państwo – podobnie jak człowiek – musi być obwarowane takimi samymi ograniczeniami. Nie udało się jednak usunąć jednego podstawowego czynnika – ludzkiego – to przecież ludzie kierowali państwami. Jak powszechnie wiadomo,  ludzie nie posiadają wszechwiedzy ani możliwości analizy wszelakich procesów, specjalizując się jedynie  w pewnych i siłą rzeczy ograniczonych wycinkach rzeczywistości.

Wnioskiem, który wynikał z owych ograniczeń, a który ponadto był pochodną analizy historycznej, była próba odpowiedniego przeczulenia przyszłych decydentów na kategorie, które kierują postępowaniem innych. Czyniono to nie tylko po to, by przekazać przyszłym pokoleniom, pewną stałą naukę, sprawdzającą się we wszystkich warunkach, ale też po to, by każdy człowiek aspirujący do miana polityka był w stanie opanować pewien podstawowy zasób wiedzy i z jego perspektywy operować odpowiednim działaniem. Właśnie w tym kontekście stwierdzono, że państwa kierują się pragnieniem realizacji interesów, że do tego używają siły, a także za najistotniejszy punkt działania uważają własne „podwórko”, którego powinno się bronić. Odrzucano zatem  próbę zatarcia tychże czynników – takich jak wprowadzanie partykularnych ideologii czy przenoszenia zwyczajów z innych dziedzin życia do nauk politycznych, ponieważ  przyjęto jako założenie, że natura polityki, a tym samym natura człowieka, jest w swoim sednie niezmienna. Zmienić można tylko to, co stanowi nadbudowę, mówiąc językiem marksistowskim.

W jaki sposób przekłada się to na politykę? Tak jak są pewne jednakowe dla wszystkich ludzi sposoby zachowania, reakcje na bodźce czy sytuacje, tak w przypadku państw mamy do czynienia z kilkoma stałymi kategoriami.

Pierwszą z nich jest realizacja racji stanu rozumianej jako zabezpieczenie żywotnych interesów państwa. Tymi żywotnymi interesami są, w pierwszej kolejności przetrwanie państwa, w drugiej zaś, zabezpieczenie tkanki biologicznej społeczeństwa przed jej zniszczeniem. Warto zauważyć, że to właśnie pojęcie zostało typowo politycznym. Nawet pojęcie bezpieczeństwa energetycznego nie wchodzi w pojęcie racji stanu, ponieważ by takowe bezpieczeństwo było realizowanie, to musi wprzód istnieć państwo, które uważałoby, że jest ono zagrożone.

Drugą kategorią jest zapewnienie prymatu polityki nad gospodarką. Tutaj oczywiście można polemizować, czy dziś nie mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Warto jednakże zauważyć, iż takie postawienie sprawy jest szkodliwe dla społeczeństwa z dwóch przyczyn. Po pierwsze, bardziej żywotną sprawą dla istnienia społeczeństwa jest polityka. To właśnie  w jej ramach  jednostki mogą realizować i artykułować swoje żądania, również gospodarcze. Oczywiście, bez możliwości tejże realizacji, nie możemy mówić o rozładowaniu napięć społecznych i osiągnięcia. Oponenci mojego stanowiska zapewne zarzucą mi, że gospodarka sięga głębiej, do sedna ludzkiego działania i że pierwotną koniecznością zapewnienia stabilnych warunków życia jest handel. Warto zastanowić się nad początkami tej sytuacji. By gospodarka mogła funkcjonować, nawet ta najbardziej liberalna, państwo musi nasamprzód uzewnętrznić prawo ustanawiające wymianę dóbr i usług (handel) jako instytucję życia społecznego. Po drugie, stawiając prymat interesów ekonomicznych nad politycznymi, sami wpychamy człowieka w pułapkę racjonalizmu, czyniąc go punktem odniesienia dla świata.

Jak zapewne Państwo widzicie, realizm stara się zwracać uwagę na pewne zagadnienia, które są rdzeniem polityki i z tej perspektywy są niezmienialne. Jednak i tutaj pojawia się pewien problem, a mianowicie, wiele państw stara się uzasadniać dane kwestie poprzez ideową nadbudowę. Takim przykładem jest wykorzystywanie idei praw człowieka do własnych interesów. Historia zna wiele takich przypadków – interwencję amerykańską w Iraku, zamachy stanu w Ameryce Południowej w II poł. XX wieku oraz w Iranie. Spotykamy się często z opiniami, że w istocie są to działania tylko maskujące, w gruncie rzeczy niegroźne. Problem jednak pojawia się, gdy w debacie publicznej zaczyna się nadmiernie szafować danymi wizjami, przez co z reguły narażamy opinię publiczną na podatność ideową. W związku z tym, sami kreujemy rzeczywistość nieprzystającą do rzeczywistości, bo zakrytą imaginacjami. Potem, po nas, kolejne  rzesze badaczy – historyków, politologów, socjologów, filozofów –  odgrzebywać będą to, co my zasnuliśmy mgłą opowieści.

Niezależnie zatem od tego, jak uzasadnimy dane zjawisko, jego sedno będzie zawsze takie samo. Bardzo mnie bawi nieustanne powoływanie do życia „nowego człowieka”, „nowej rzeczywistości”, „nowego otwarcia”, bo w gruncie rzeczy wszelkie te frazesy stanowią próbę jednego – zmianę tego, co niezmienialne, czyli sedna człowieczeństwa i sedna polityki.

 

Mateusz Ambrożek

 

Kategoria: Ekonomia, Mateusz Ambrożek, Polityka, Prawa strona świata, Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *