banner ad

Brzozowski: Pokój czy reparacje? O relacjach polsko-niemieckich.

| 6 września 2017 | 2 komentarze

Gdy konserwatywna myśl znika z przestrzeni publicznej, wtedy pokój zastępuje się ekonomizującym zwrotem: reparacje, a politykę robi się w machiavelistycznym stylu, pozbawionym etycznych form podejmowania decyzji politycznych. Nie można mówić o zadośćuczynieniu, gdy nie podpisało się jeszcze pokoju, a tym samym nadal trwa się w stanie wojny. I choć Niemcy nie stoją na froncie z karabinami w ręku, to i tak skutecznie niszczą naszą kulturę polityczną, kreując uniwersalistyczną i hegemonistyczną ideę Unii Europejskiej. Bardzo odległą dla narodu, który w tej idei ma miejsce w drugim rzędzie.

Stosunki polsko-niemieckie w dobie powszechnej ekonomizacji jawią się nam jako coś wyjątkowego, niezbyt powszechnego na arenie międzynarodowej. Prócz wzajemnych interesów istnieją jeszcze historyczne rewizje i stworzony przez historię dialektyczny topos kultywujący naszą polsko-niemiecką nieprzyjaźń.

Choć początki takiego stanu rzeczy sięgać mogą jeszcze średniowiecza, to jednak kluczowym  wydają się fakty związana z takimi przedstawicielami narodu niemieckiego jak Otton von Bismarck czy Adolf Hitler. Zwłaszcza ten drugi, ze swoim Fall Weiss, milionami ofiar, obozami, rabunkami i zniszczeniami polskiej tożsamości i kultury, zapisał się w polskiej pamięci. Historyczna tragedia narodu polskiego, z udziałem niemieckich żołnierzy, rozpoczęła się 1 września 1939 roku, gdy niemal każdy obywatel bronił swojego honoru, rozpoczynając nierówną walkę z przeciwnikiem. I choć dyskusji o działaniach polityków i wojskowych II RP nie brakuje, to słowa: honor, szacunek, pamięć, tożsamość, z pewnością znajdują się poza takową dyskusją. Są symbolem jakiś głęboko zakorzenionych wartości, jakiś ludzkich pragnień i marzeń o wolności, suwerenności i kształtowania swego ja na własną modłę – wespół z tradycją i nieprzemijającymi wartościami.

Po zakończeniu trudnego okresu okupacji hitlerowskiej, wrzuceniu Polski do worka z łupami Józefa Stalina i jego następców, nastał czas wysysania polskiej tożsamości wieków minionych, a w niektórych rejonach (na tzw. Ziemiach Odzyskanych) nadawania nowej tożsamości. Granice państwa polskiego lub, precyzyjnie określając, tworu jakim była Polska Ludowa, zostały ustanowione bez jakiekolwiek wpływu rzeczywistych przedstawicieli władzy polskiej.  Nastał czas antyniemieckiej i antykapitalistycznej propagandy, od czasu do czasu wstrząsany wymownymi gestami przedstawicieli Polski czy Niemiec. W 1950 roku PRL i NRD podpisały układ o granicy zwracając uwagę na „bratnią przyjaźń” obu państw, a w 1953 rząd PRL zrzeka się wszelkich praw do świadczeń ze strony NRD, choć o ewentualnych odszkodowaniach i reparacjach miano rozmawiać dopiero w momencie podpisywania traktatu pokojowego z Niemcami. W Niemczech Zachodnich coraz głośniej mówi się o stosunkach polsko-niemieckich, o zadośćuczynieniu i nawiązaniu przyjaznych relacji.

Od połowy lat 60 powstaje kilka organizacji (w dużej mierze formowanych przez ewangelików i katolików), które podejmują próbę nawiązania relacji z Polakami bez pośrednictwa rządu PRL. Efektem takich działań było powstanie, w 1973 roku, „Działa im. Maksymiliana Kolbe” – założone przez katolickich działaczy z RFN wydało prawie 100 mln marek na pomoc dla polskich ofiar III Rzeszy. Na poprawę relacji wpływ miał również list polskich biskupów do swoich odpowiedników w Niemczech, w którym „przebaczają i proszą o przebaczenie”. List ten poruszył nie tylko konserwatywnych przedstawicieli obu narodów, ale również władze PRL, które rozpoczęły próbę przejęcia kontroli nad porządkowaniem relacji dwóch sąsiednich państw.

W 1970 roku kanclerz RFN podpisał traktat o uznaniu granicy i wykonał kilka znamiennych gestów służących pojednaniu. Jednak 31 lipca 1973 roku Federalny Trybunał Konstytucyjny wskazał, że traktat jest wyłącznie ukazaniem stanu granic oraz deklaracją niepodejmowania działań zbrojnych, a dalsze losy granic między państwami zostaną potwierdzone dopiero po zjednoczeniu Niemiec. Tymczasem, rząd RFN, jeszcze 1972 postanowił wypłacić 100 mln marek dla ofiar eksperymentów pseudomedycznych; władze PRL większość tej kwoty zmarnowały, a rzeczywiste ofiary otrzymały niewielkie kwoty.

Sprawa polsko-niemieckiego pojednania wróciła po raz kolejnych 1989 roku, najpierw po przez wspólny apel katolików polskich i niemieckich, którzy w 50 rocznice wybuchu II wojny światowej nawoływali do znormalizowania stosunków, a następnie za sprawą Mszy pojednania, w której uczestniczył kanclerz Helmut Kohl oraz premier Tadeusz Mazowiecki. Choć Kohl był sympatykiem Solidarności, to jako przedstawiciel niemieckiej chadecji nie był w pełni zadowolony z przebiegu granic na Odrze i Nysie Łużyckiej.  Ale od 1990 roku trzeba był już rozmawiać bardzo poważnie. Zjednoczone Niemcy i Polska podpisały traktat o potwierdzeniu granic, a w czerwcu 1991 roku traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. W tym samym roku rząd RFN przeznaczyły 500 mln marek na pomoc humanitarną dla ofiar III Rzeszy.

W 1990 roku nie było mowy o traktacie pokojowym, a próbie jakiegoś rozliczenia krzywd czy zwyczajnym utożsamieniu jednych z ofiarami, a drugich z katami. Minister Spraw Zagranicznych, Krzysztof Skubiszewski, mówił jedynie o peace settlement, czyli regulacji pokojowej. Następne lata, czynią Polskę jednym z najbliższych partnerów gospodarczych Niemiec i kraj z unijnymi aspiracjami. W 1998 roku, w wyniku osłabienia politycznego CDU postanawia poruszyć prawicowy elektorat sprawą wysiedleń z ziem zachodnich oraz rozpoczyna kampanię opartą o tzw. prawo do ojczyzny. Nie przyniosło to jednego politycznych profitów, czego efektem było objęcie władzy przez SPD. Nowy rząd postanawia poruszyć kwestię odszkodowań za działania III Rzeszy i przeznacza na ten cel 10 mld marek,  z czego 1,8 mld trafia do Polski.

Do 2001 roku Polska uzyskała 2,4 mld marek, co przy bardzo optymistycznym zaokrągleniu daje jakieś 4,5 mld złotych. Z pewnością wiele środków zostało przekazanych różnego rodzaju instytucjom służącym sprawie pojednania, ale trudno jest je policzyć. W XXI wieku Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, a stosunki z Niemcami gospodarczo, a także politycznie miały się całkiem dobrze. Pojawiło się kilka głośnych spraw dotyczących odszkodowań dla niemieckich wysiedleńców, ale żadnych całościowych rozwiązań legislacyjnych w tej sprawie nie było.

Tematyka reparacji wróciła dość niespodziewania w okolicach kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego i rozgrzała polityczną scenę w Polsce i Niemczech. Za nim jednak o słuszności podjęcia tematu, należy zastanowić się nad socjologicznymi i psychologicznymi barierami społecznymi w odczuwaniu historii obu narodów. W 2011 roku niemal połowa Niemców i Polaków uważała, że stosunki polko-niemieckie są dobre, jednak najistotniejszy wydaje się fakt, że 58 % Niemców nie poczuwało się do historycznej odpowiedzialności za działania wojenne oraz ewentualne zadośćuczynienie Polsce. Niemcy w większości nie przejawiali zainteresowania Polską i Polakami, a 21 % nie szczególnie lubi przedstawicieli naszego narodu. Niemal połowa Polaków z sympatią odnosiła sie do sąsiadów, chociaż 27 % przejawiała do nich negatywnych stosunek. Choć stosunki z biegiem lat ulegały poprawie, to wydarzenia ostatnich lat raczej oddalają od siebie oba narody.

Unijna idea wspólnoty interesów oraz swobody jednostki w duchu multi-kulti odradza ideologiczne mury pomiędzy Europą Zachodnią a Środkowo-Wschodnią. Czy w tej geopolitycznej sytuacji warto stanąć w roli ofiary? Bo temat reparacji wojennych jest jasnym sygnałem, że chcemy poczuć się słabsi, aby potomkowie katów zwrócili nam to co utraciliśmy. I chyba nie rozumiemy, że ten resentymentalizm jest bardzo pożyteczny dla ideologów Zachodu – po raz kolejny stawia nas gdzieś niżej, gdzieś na łasce i niełasce niemieckich historyków, polityków czy wymiaru sprawiedliwości. Nie składa się żadnych żądań krajom silniejszym, aby nie utracić swej własnej siły.

Polsce potrzebne jest wyrwanie się z uścisków ideologicznych i ekonomicznych, a wszelka próba uzyskania czegokolwiek od narodu z którym od lat nie jesteśmy w stanie podpisać traktatu pokojowego, jest próbą szaleńczą.

W stosunkach polsko-niemieckich tkwi jakaś drzazga zależności. Od 1989 niemieccy politycy starają się pokazać jako adwokaci polskiej sprawy, spiritus movens europejskiego zjednoczenia i twórcy ideologicznego zaplecza Unii Europejskiej. A przy takim stanie faktycznym polskiej polityce potrzebne jest odnalezienie konserwatywnej idei, która z historii wybiera nie krzywdy lecz zwycięstwa, nie słabość lecz siłę, nie ekonomiczny zysk, lecz Ducha. I albo zaakceptujemy przeszłość, poszukując tych wartości, albo pozostaniemy pionkiem nie mogącym znieść historycznych i politycznych konsekwencji. Jeżeli rzeczywiście chcemy się przeciwstawić laicyzującym, liberalnym ideologiom Zachodu, to musimy mieć do zaoferowania coś więcej, niż historyczne pragnienie moralnej sprawiedliwości – a mianowicie moralną siłę do tworzenia nowej historii z trwałymi wartościami i zakorzenionym poczuciem narodowej i kulturowej tożsamości.

 

Franciszek Brzozowski

Kategoria: Polityka, Publicystyka

Komentarze (2)

Trackback URL | Kanał RSS z komentarzami

  1. Laskowska napisał(a):

    Zgadzam się z przesłaniem artykułu.

  2. Roman S. napisał(a):

    Bardzo interesujący artykuł i słuszna konkluzja ale mimo wszystko o reparacje powinniśmy zabiegać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *